• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Czy Jezus słuchałby Beatlesów?

    Joanna Juroszek

    dodane 20.11.2013 21:46

    O muzyce w kontekście zagrożeń duchowych rozmawiały cztery osoby: muzyk, psycholog, teolog oraz kapłan. W środę 20 listopada spotkali się na tzw. Placu Pogan.

    – Słuchałem muzyki rockowej ok. 16 godzin dziennie, od rana do wieczora. Kładłem się spać z muzyką metalową w uszach. To była strefa, w której odnajdowałem swoją siłę – mówił Rafał Cempel. Mężczyzna pochodzi z rodziny, w której występował problem alkoholowy. To w muzyce znalazł rozwiązanie swoich kłopotów, siłę do pokonywania słabości, miejsce, gdzie czuł się bezpiecznie. Z czasem w muzyce szukał większych emocji. I tak od rocka przeszedł do black metalu, który związany jest z ideologią satanistyczną. Po 6 latach uzależnienia od muzyki na jego drodze stanął pewien kapłan. To dzięki niemu znalazł miejsce w Kościele. – Kościół stał się miejscem mojej wolności. Przez cztery lata, z różnym natężeniem, zostałem poddawany egzorcyzmom. Oczywiście, wcześniej miałem konsultacje psychologiczne i psychiatryczne – wyjaśniał. Od trzech lat jest już wolny. Ukończył teologię, obecnie posługuje w Szkole Nowej Ewangelizacji.

    O ewentualnych zagrożeniach związanych z muzyką mówiła także psycholog Maria Chełkowska. Wyjaśniała, że z naukowego punktu widzenia nie udało się jeszcze udowodnić, by takie zależności istniały. O wpływie muzyki mówiła m.in. w kontekście subkultur. – Nastolatek szuka akceptacji w grupie. Niezwykle ważnym elementem jego życia jest wtedy muzyka – wyjaśniała. Na słuchanie muzyki poświęca wówczas znacznie więcej czasu niż na oglądanie TV. Muzyka jest dla niego jedną z najważniejszych wartości. Z badań wynika, że istnieje duża zależność pomiędzy słuchaniem muzyki problematycznej a zachowaniami niebezpiecznymi dla młodego człowieka (podwyższona agresja, zachowania przestępcze, uzależnienie od narkotyków, alkoholu, seksu, skłonności do samookaleczania). Badania te nie pozwalają jednak na wnioskowanie przyczynowo-skutkowe. Nie wiadomo zatem, czy człowiek zachowuje się tak pod wpływem muzyki, czy to właśnie w muzyce szuka akceptacji tego, co w nim jest. Naukowcy podkreślają, że najważniejszym kontekstem są zawsze rodzina i środowisko.

    Ksiądz dr Marek Spyra, wieloletni duszpasterz akademicki, podkreślał, że kluczą sprawą jest to, że muzyka nie jest szatańskim wymysłem. Jest ona przede wszystkim darem Boga. Kapłan zaznaczył, że istnieją zagrożenia związane z muzyką, ale jednocześnie dodał, że problemem współczesnych ludzi jest demonizacja. – Demonizacja daje nam uproszczony obraz świata. Bardzo łatwo jest podzielić świat na dobro i zło. To jest pokusa manicheizmu – wyjaśniał. Kapłan tłumaczył, że rzecz sama w sobie jest neutralna. To dopiero człowiek sprawia, że staje się dobra albo zła. Tak samo, w jego ocenie, jest z muzyką. Może być ona zawłaszczona przez różne ideologie, filozofie i wtedy nabiera określonej wartości. Kapłan podkreślał, że muzyka nie może stać się religią. Wskazał także na rolę rodziców, szkoły, środowiska w kształtowaniu młodego człowieka. Kościół, jego zdaniem, nie jest w stanie przewidzieć i jednoznacznie wskazać, że dana rzecz może być dla człowieka zagrożeniem. – Kościół jest od głoszenia Ewangelii. Ty masz swoje sumienie i według niego postępuj – wyjaśniał.

    Na koniec głos zabrał Mateusz Ulczok, student Akademii Muzycznej w Katowicach, który gra na pianinie oraz akordeonie. Podzielił się doświadczeniem transu, w jaki wpadł podczas niedawnego koncertu w "święto" Halloween. Nie do końca czuł klimat imprezy, chciał zagrać swoje i "szybko się zmyć". Początkowo grał zaplanowany przez siebie utwór, który z czasem zaczął przeradzać się w coś, nad czym nie miał już kontroli. – Zacząłem wchodzić w pewien rodzaj nieznanego mi wcześniej transu, czułem, że było to coś dziwnego, wokół jeszcze wampiry, to totalnie stwarzało dziwną aurę – wyjaśniał. To doświadczenie nauczyło go, że na pewno nie można powiedzieć, że nie istnieją zagrożenia wypływające z muzyki.

    Drugą część spotkania stanowił panel dyskusyjny, prowadzony przez dr. Sebastiana Musioła.

    "Plac Pogan" to projekt, który umożliwia młodym ludziom swobodne wyrażanie swojego zdania i wątpliwości w kwestii duchowości. Opiera się on na dyskusji z zaproszonymi gośćmi, którzy są uznawani za autorytety w różnych dziedzinach. Organizatorem katowickiego "Placu" jest Katolicki Związek Akademicki "Gaudeamus", działający przy Uniwersytecie Ekonomicznym.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Roman_Lekapenos
      21.11.2013 21:56
      A jednak, jeśli prześledzić kilka głośnych coming out'ów chrześcijańskich, począwszy od Litzy 15 lat temu, a skończywszy na Muńku Staszczyku ostatnio, to widać że sporo z nich pochodzi z kręgów rock and rolla. I to nie tylko w Polsce (choćby Donna Summer, Johnny Cash, Ken Hensley - wymieniać można zaskakująco długo).
      Jakoś nie widać podobnych świadectw w świecie np. jazzu, gdzie artyści wykazują niejednokrotnie egotyczne samouwielbienie (autobiografia T. Stańki.
      Rock And Roll ma silną komponentę duchową. Jak ją zawłaszczą sex, fun, drugs, satan, to dzieje się oczywiście źle. Ale tak wcale być nie musi. Dla wielu młodych muzyka rockowa ma (jak by to powiedział filozof Nicolai Hartmann) silnie rozwiniętą warstwę spraw ostatecznych (wystarczy posłuchać np. "Osobliwości" Tomasza Budzyńskiego).
      A to jest wielka szansa dla każdego duszpasterza...
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół