• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Ta firma ma dwóch szefów

    Joanna Juroszek

    |

    Gość Katowicki 46/2013

    dodane 14.11.2013 00:00

    Rodzice zawsze mówili mu, żeby w życiu zajął się czymś poważnym. Tomek na poważnie zajął się więc... iluzją.

    Wierzysz w Boga? – zapytał Kuba Wojewódzki podczas pierwszego castingu do „Mam talent!”. – Wierzę – pewnym głosem odpowiedział wtedy Tomek. – To ci się może przydać – udzielił mu rady juror. Ale 24-letni Tomek Kabis z Katowic dobrze o tym wie. Nie dość, że w Boga wierzy, to często same występy traktuje jako formę ewangelizacji. Nieraz słyszy też, że iluzja to magia, ale i wtedy znajduje właściwą odpowiedź. Jest nią Jan Bosko – święty nie tylko dzieci i młodzieży, ale także iluzjonistów. – On, jak był młody, uczył się różnych cyrkowych sztuczek od ulicznych kuglarzy. Potem pokazywał je na ulicy dzieciom i dorosłym. A jak zgromadził się wokół niego tłum, zaczynał się z nim modlić – mówi Tomek.

    Sam, jako absolwent liceum salezjańskiego, naśladuje swojego patrona. – Czasem chodzę po szkołach, pokazuję 3 sztuczki na lekcji religii, a potem mówię: „Przyjdź do ministrantów, pokażę więcej” – wyjaśnia. Iluzjonistyczna przygoda rozpoczęła się, gdy Tomek miał 7–8 lat. Rodzice sprezentowali mu wtedy zestaw małego magika. – Całą noc przesiedziałem, żeby już na następny dzień zaskakiwać rodziców i rodzeństwo. Tak mi się to zaskakiwanie spodobało, że starałem się coraz bardziej. Podbierałem mamie przybory do szydełkowania, próbowałem z nich robić jakieś rekwizyty... I tak to się rozwijało aż do dziś – tłumaczy finalista „Mam Talent!”.

    Na co dzień pracuje w Żorach, w Parku Rozrywki „Twinpigs”. Podczas występów bardzo często towarzyszy mu asystent – 16-letni Alan Kralski z Rudy Śląskiej. Chłopak jest DJ-em. To właśnie dzięki połączeniu dwóch pasji powstał ich artystyczny projekt „Magic disco”, z którym jeżdżą po całej Polsce. Alan odpowiedzialny jest za oprawę muzyczną z laserami, a Tomek – za występ iluzjonistyczny. – Raz szefem jest jeden, a raz drugi. Zależy, jaka branża – tłumaczą.

    Występy mają wieczorami i w weekendy. Dzięki udziałowi w programie „Mam Talent!” oraz dotacji z Unii Europejskiej udało im się rozwinąć działalność, kupić różnego rodzaju sprzęty. Często obstawiają też imprezy ministranckie. Bo Tomek swojego asystenta poznał właśnie na... rekolekcjach ministranckich. On był wtedy animatorem, a Alan – uczestnikiem. Młody coś przeskrobał i znalazł się na dywaniku u animatora.

    – To była nasza pierwsza poważna rozmowa. Potem Alan wszystko nadrobił, był wzorowym ministrantem i dostał nagrodę – kubek z „Gościa” – opowiada Tomek. I tak stopniowo zrodziła się ich przyjaźń, a z nią wspólne występy. Sztuczki robią nawet sobie wzajemnie, a to najlepszy dowód na to, że iluzja to ich pasja. – Zawsze mam muzykę przygotowaną na wejście. Ostatnio puściłem Tomkowi fragment z „Koziołka Matołka” – śmieje się Alan. – Często sobie takie numery robimy na scenie, publiczność o tym nie wie, myśli, że to było zaplanowane, a my po prostu się tym bawimy – dodaje Tomek. Przygodę w „Mam talent!” również rozpoczęli wspólnie. – Pamiętam pierwszy mój występ, który był w 2010 roku. Dzień castingu był pierwszym dniem rekolekcji ministranckich w Bielsku-Białej, na które mieliśmy jechać – wspomina Tomek. Mama Alana była wtedy w ciąży. Chłopak potrzebował więc podwózki na rekolekcje. Znalazł się Tomek, który przed rekolekcjami zabrał go na casting do programu. Alan musiał tam swoje odsiedzieć. – Pamiętam te godziny czekania... To było nasze pierwsze małe zwycięstwo, kiedy usłyszeliśmy 3 razy „tak”. Ogromna radość aż do samego Bielska, podejrzewam, że trudno było ze mną wytrzymać – śmieje się Tomek.

    Tegoroczna edycja programu „Mam Talent!” to już nie mały, a wielki sukces. Dostali się do finału. Czasem rozpoznają ich na ulicy, ale nasi ministranci nie gwiazdorzą. Mają dobre środowisko i wspaniałych rodziców, którzy obiecali, że w razie potrzeby sprowadzą ich na ziemię. Finałowy występ chłopaków w „Mam Talent!” już 30 listopada. Czasu mają niewiele, nie śpią więc po nocach i obmyślają kolejne show. Nie chcą zawieść swoich fanów. – Jesteśmy bardzo wdzięczni tym wszystkim, którzy wysłali na nas SMS-y. Dla nas to był duży szok, niedowierzanie... Dalej prosimy o wsparcie w wielkim finale, gdzie dołożymy wszelkich starań, żeby show był super – zapewniają.

    Tomek i Alan zapraszają na swój fanpage na Facebooku: „Tomasz Kabis – sztuka iluzji”. Powodzenia, chłopaki!

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół