• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Oswajanie nie tylko goroli

    Agnieszka Bytomska

    |

    Gość Katowicki 46/2013

    dodane 14.11.2013 00:00

    „Na most wjeżdżo chop w ancugu na kole, a wyjeżdża mężczyzna w garniturze na rowerze”. O „rzece cudów” słyszało już chyba wielu. A o pochodach w Radlinie albo procesji konnej w Ostropie?

    Śląsko godka można usłyszeć w kopalniach czy między familokami. W szkołach już rzadziej. Przez pewien czas zwalczano posługiwanie się gwarą – była uważana za język gorszego gatunku. „Jak przekonać ludzi, żeby przestali się szamotać, by nie przepraszali za to, jak mówią?” – to pytanie zadawała sobie Maria Pańczyk, spotykając osoby zawstydzone swoim dialektem.

    Tak zrodziła się idea audycji radiowej, która w ostatecznej formie przyjęła tytuł „Po naszymu, czyli po śląsku”, a później konkursu o tej samej nazwie. Zakończyły się eliminacje do jego tegorocznej edycji. 10-letni Karol powtarza jeszcze szeptem swoją kwestię. Dookoła toczą się rozmowy innych uczestników i gości – okazuje się, że wszyscy doskonale się znają z poprzednich lat. Do siedziby Radia Katowice zjechali nie tylko ci, którzy będą walczyć o tytuł Ślązaka Roku, ale również wielu z tych, którzy już go zdobyli w latach ubiegłych.

    Okazuje się, że wygrana zobowiązuje. Jerzy Kiolbasa, zeszłoroczny zwycięzca, przyznaje, że cały czas zapraszany jest do szkół i przedszkoli na różne wydarzenia związane z naszym regionem. Podobnie Maria Duńska – laureatka sprzed 13 już lat, która ciągle otrzymuje zaproszenia na spotkania z uczniami. – W życiu mnie nikt nie słuchał tak jak ta młodzież – wspomina swoją wizytę w jednym z gimnazjów. Oboje mówią, że śląska gwara nie jest powodem do wstydu czy ukrywania się. – Trzeba pokazywać naszą tożsamość, kulturę, stroje, literaturę... – twierdzą zgodnie.

    Wiele elementów tradycji regionu zanika. W monologach uczestników eliminacji pojawiają się często wspomnienia zwyczajów, których dziś się już nie praktykuje, takich jak drugomajowe pochody upamiętniające śląskich powstańców, które odbywały się corocznie w Radlinie, czy sobótkowe wieczory w gronie bliskich i znajomych. Na szczęście są jeszcze tradycje żywe – na przykład konna procesja w Poniedziałek Wielkanocny w Ostropie. Tam z roku na rok przybywa jej uczestników. Jedno jest pewne – trzeba oswajać ze Śląskiem, jego mową i zwyczajami. I to nie tylko goroli. Również wielu hanysów, którzy nie zdają sobie sprawy z bogactwa kultury regionu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół