• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Niestety, mamy już biskupa

    Marta Sudnik-Paluch

    |

    Gość Katowicki 42/2013

    dodane 17.10.2013 00:00

    Przez wielu postrzegany był jako zwiastun zmian w Kościele: prostoty, otwarcia na świeckich, głębokich reform kostycznej administracji. To wbrew pozorom nie charakterystyka papieża Franciszka, lecz… kardynała Augusta Hlonda.

    Najpierw był zwykłym nastoletnim emigrantem z Polski, później zapracowanym salezjaninem, który imponował swoją bystrością i zdolnościami organizacyjnymi. Wreszcie stanął na czele tworzącej się diecezji w polskiej części Górnego Śląska. Dał się poznać jako pełen wigoru i światła Ducha Świętego duszpasterz, który potrafił łagodzić wszelkie spory. Cechowało go niezwykłe poczucie humoru i ogromny dystans do własnej osoby. „A bywało, że musiał wykazać się dużą wyrozumiałością wobec księży, ponieważ nie wszyscy znali dobrze język polski, niektórzy mówili tylko gwarą, inni starali się uczyć języka literackiego, ale nie zawsze im się to udawało. Zdarzały się z tego powodu humorystyczne sytuacje. Tak było podczas jednej z wiejskich wizytacji, podczas której kapłan pomylił znaczenie słów: niestety i nareszcie. Witając więc księdza administratora, mówił: »Niestety, mamy już własnego biskupa (bo tak go tytułowano), który nas niestety z Ojcem Świętym wprost powiąże. No i dzięki Bogu niestety Ciebie wyznaczono nam na biskupa, który masz dać pozór na nasze dusze«” – takie sytuacje przytacza Czesław Ryszka w swojej nowej książce „Prymas ze Śląska”.

    Spojrzenie proroka

    Autor w sposób syntetyczny przedstawia w niej życie i działalność tego wielkiego syna ziemi śląskiej. Nie jest to pozycja, która zrewolucjonizuje sposób pisania o słudze Bożym Auguście Hlondzie, jednak śmiało można stwierdzić, że nie takie jest jej zadanie. „Pry mas ze Śląska” świetnie bowiem wpisuje się w trwające obchody Roku Augusta Hlonda w naszym województwie. Książka Czesława Ryszki w sposób rzetelny zbiera dotychczasowe publikacje odnoszące się do postaci kardynała z Mysłowic. Bogactwem publikacji są liczne cytaty z jego nauczania z różnych okresów działalności. Pozwalają one spojrzeć na tę postać z innej perspektywy: prorockich zapowiedzi, które nadal są aktualne. W przemowie wygłoszonej z okazji VII Zjazdu Katolickiego w Poznaniu kard. Hlond pisał tak: „Laicyzm odmawia Kościołowi władzy nauczania, ustanawiania praw i rządzenia narodami w celach wiecznego zbawienia. Zrównawszy religię Chrystusową z pierwszym lepszym fałszem religijnym, chce ją wydawać na samowole panujących i rządów. Wmawiając w narody, że w swych wewnętrznych ustrojach prawa Bożego uwzględniać nie potrzebują, szerzy ateizm i upadek etyczny. Z umysłu podtrzymuje niezgodę społeczną, a pod płaszczykiem równości i dobra publicznego uprawia egoizm partyjny i osobisty, głosi zasady, które rozbijają jedność rodziny i rozsadzają społeczeństwo, a odbierając ludziom ideały duchowe, spycha je na tory materializmu, by wreszcie po smutnych zawodach pchnąć w objęcia przewrotu i komunizmu”. „Prymas ze Śląska” jest zatem bardzo dobrze opracowanym kompendium wiedzy na temat niezwykłej postaci, która jest w dużej mierze zapomniana przez mieszkańców naszego regionu. Książka Czesława Ryszki może stanowić pierwszy krok dla czytelników, by kardynała rodem ze Słupnej odkryć na nowo. Tym bardziej że, jak zauważył abp senior Damian Zimoń podczas odsłonięcia pomnika sługi Bożego w Mysłowicach, bez kardynała Hlonda nie byłoby kardynała Wyszyńskiego, a gdyby nie było Wyszyńskiego, nie byłoby papieża Polaka. Ta zależność w najnowszej biografii salezjanina może nie jest mocno eksponowana, lecz uważny czytelnik zwróci na nią uwagę.

    Śląskie lata prymasa

    O ile Czesław Ryszka poświęca się streszczeniu historii całego życia kard. Hlonda, o tyle książka „Biskup August Hlond i jego diecezja” dokładnie kreśli kontekst jego czterech „śląskich” lat. Jest to lektura zdecydowanie cięższa aniżeli „Prymas ze Śląska”, ponieważ stanowi zapis sesji naukowej, która odbyła się na Wydziale Teologicznym UŚ w listopadzie 2012 r. Jednak opis poszczególnych zagadnień poruszanych przez prelegentów daje możliwie szeroki obraz codzienności Górnego Śląska lat 20. ubiegłego wieku. Ks. prof. Jerzy Myszor, który redagował całość, w swoim wystąpieniu pasjonująco odmalowuje sytuację, jaką zastał po swoim przybyciu ks. administrator August Hlond. „W całej Europie wrzało, zapanowała moda na tworzenie rad ludowych, która udzieliła się również wspólnotom parafialnym. W wielu parafiach śląskich zaczęto kwestionować zasady obsady parafii od wieków obowiązujące w Kościele. Hierarchia kościelna – utożsamiana z germanizacją – była znienawidzona i bardzo często wierni brali władzę w swoje ręce, decydując o tym, kto ma zostać w parafii, a kto ma ją opuścić. W wirze plebiscytowym działy się rzeczy dotąd nieznane na Śląsku. Ks. Jan Kuderę, znanego działacza narodowego, parafianie w Brzezince pod Mysłowicami nie wpuścili do kościoła tylko dlatego, że przysłał go biskup wrocławski. W Bieruniu Starym ks. Jan Wodarz został fizycznie znieważony, a parafianie nie dopuszczali przez dłuższy czas żadnego wyznaczonego przez kurię księdza. Pogrzeby w Bieruniu przeprowadzała jakaś kobieta. Gdy ks. Kapica usiłował wprowadzić tam księdza, przyjęty został wyzwiskami i groźbami” – pisze ks. prof. Myszor. Dużą wartość stanowi również przedstawione przez Halinę Dudałę, dyrektor Archiwum Archidiecezjalnego w Katowicach, drzewo genealogiczne rodziny Hlondów. Dzięki żmudnej pracy i kwerendzie przeprowadzonej w księgach metrykalnych udało się m.in. jednoznacznie ustalić, że ród Hlondów wywodzi się z osady Porąbka (obecnej części Sosnowca), a nie, jak zwykle podają autorzy opracowań, Królestwa Kongresowego, skąd miał się przenieść na początku XIX w.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół