• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Trzech z odsieczą

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 36/2013

    dodane 05.09.2013 00:00

    Maszerują z Krakowa pod Wiedeń, szlakiem Sobieskiego sprzed dokładnie 330 lat. Po drodze posadzili lipy m.in. w Mysłowicach, Bytomiu i Piekarach.

    Dlaczego lipy? Bo to było ulubione drzewo Jana III Sobieskiego. Trzech wędrowców przemierza piechotą cały szlak wielkiego wojska z 1683 roku, żeby upamiętnić 330-lecie wiktorii wiedeńskiej.

    Współczesny wóz taborowy

    Sporo osób dołącza się na poszczególnych odcinkach szlaku. A dwoje uczestników wyprawy jedzie camperem, czyli jakby współczesną wersją wozu taborowego. Przewożą nim m.in. sadzonki lip. I po drodze sadzą je w miastach Polski, Czech i Austrii, gdzie zatrzymywał się też polski król, ciągnąc z wielkim wojskiem na odsiecz Wiedniowi. W ten sposób nawiązują do wydarzenia z Gliwic sprzed 330 lat. Nocujący tam Jan III posadził przy klasztorze reformatów dwie lipy, w imieniu swoim i swojego syna Jakuba. Ostatnia z gliwickich lip uschła i została wycięta dopiero w 1932 roku. Wędrowcy ruszyli z katedry na Wawelu, po Mszy św. i odwiedzinach grobu Jana III i Marysieńki. Przez Mysłowice dotarli 28 sierpnia do Piekar Śląskich. Grzesiek Popielarz z Jordanowa zawodowo zajmuje się ubezpieczeniami; Kazik Kowalcze, z tego samego miasta, działa w branży elektronicznej, a Andrzej Adamczyk z Wadowic prowadzi stację paliw. – Mam 54 lata, tyle co Sobieski dokładnie 330 lat temu, kiedy szedł tędy pod Wiedeń – śmieje się ten ostatni. Różnica między nimi jest jednak taka, że król był już w wieku 54 lat znacznie od pana Andrzeja cięższy. Wspólne jest dla nich za to bardzo przyjemne i przyjazne wobec bliźnich usposobienie. Zresztą i król, kiedy było trzeba, też szedł piechotą. Na przykład ostatnie 500 metrów przed kościołem w Piekarach pokonał 330 lat temu na własnych nogach, w kurzu polnej drogi.

    Z Piekar wędrowcy ruszyli w stronę Gliwic, Rud, Raciborza, Ołomuńca i Wiednia. – Nie możemy zapominać, że mieliśmy wielkie chwile w historii Polski. Czasem za bardzo koncentrujemy się na klęskach – mówi G. Popielarz i pokazuje napis na koszulkach. – Hasło: „Victoria in unitate”, czyli „Zwycięstwo w jedności” to nasze przesłanie. Poza tym... lubimy chodzić! – śmieje się. Kazimierz Kowalcze, szef wyprawy, dorzuca: – Chcemy promować idee jednoczenia, łączności, zgody, bo one są w życiu bardzo potrzebne. Były też bardzo mocno obecne w życiu Jana III Sobieskiego – mówi z pasją. – A w jaki sposób? – dopytujemy. – Choćby w ten, że Jan III był jednym z nielicznych królów Polski, który miał udane życie rodzinne. Do końca kochał swoją Marysieńkę. Zbudował zgodę np. na naradzie w Stetteldorfie, gdzie książę Karol Lotaryński i książę Waldeck zgodzili się na dowodzenie Jana Sobieskiego i jego plan bitwy. To nie było takie łatwe, to był wynik sprytu negocjacyjnego polskiego króla. A dla nas to przykład, że jeśli coś robimy, to mamy to robić dobrze – mówi K. Kowalcze.

    Pył nad Śląskiem

    Wędrowcy są poruszeni niezwykle ciepłym przyjęciem ze strony Ślązaków. Na przykład w Mysłowicach członkowie stowarzyszenia Mysłowicki Detektyw Historyczny wyszli aż 7 kilometrów na ich spotkanie. Opowiedzieli im o dziejach miasta, ugościli, zapewnili nocleg, a rano odprowadzili. Wraz z nimi lipę na pl. Wolności sadził prezydent Mysłowic Edward Lasok. W Piekarach Śląskich na powitanie wędrowców wybiegł sportowiec Zenek Nowakowski, a w sadzeniu lipy na kalwarii (na lewo od kościoła) pomógł prezydent miasta Stanisław Korfanty. – To niesamowite, ale doświadczamy od Ślązaków tego samego co Sobieski w tym samym miejscu 330 lat temu. Bo Jan III przyjmowany był na Śląsku entuzjastycznie – mówi poruszony K. Kowalcze. Rzeczywiście, przemarsz świetnej armii Sobieskiego robił gigantyczne wrażenie na Ślązakach – to wynika z wszystkich historycznych przekazów. Dzisiaj wrażenie robi nawet przemarsz przez Śląsk 4-tysięcznej Pielgrzymki Rybnickiej, a przecież w armii Sobieskiego w 1683 roku szło 10 razy więcej ludzi! W dodatku ciekawie prezentowali się tam żołnierze, nawet jeśli większość uzbrojenia jechała na wozach. Ciągnęły wspaniałe chorągwie husarskie, maszerowały pułki piechoty, jechały działa artylerii koronnej, wzbijając nad drogą tumany pyłu.

    Największa szarża świata

    Opiekun wyprawy szlakiem Sobieskiego ks. Andrzej Zemła z Krakowa-Prokocimia odprawił dla wędrowców Mszę św. w bazylice piekarskiej. A ks. Władysław Nieszporek, kustosz piekarskiego sanktuarium, pozwolił im dotknąć przepięknego kielicha, który ofiarował Matce Bożej Piekarskiej Jan III Sobieski. Być może kielich został przez polskiego króla dosłany już po wiktorii wiedeńskiej, bo w jego podstawie jest przedstawiona m.in. postać w turbanie. Może to pokonany Kara Mustafa? – Ten kielich był w środku młotkowany. Wysokiej jakości złoto zostało w nim wykorzystane, nie był nigdy odnawiany, a zobaczcie, jak błyszczy! – pokazywał ks. prał. Nieszporek. Zaprowadził gości też do bocznej kaplicy bazyliki, gdzie stoi oryginalny ołtarz, przed którym 330 lat temu modlił się idący pod Wiedeń Sobieski. Ostatnią z 16 lip uczestnicy wędrówki posadzą na Kahlenbergu, skąd polski król 12 września 1983 roku poprowadził największą szarżę kawalerii w historii świata. Kościołowi na Kahlenbergu przekażą też kielich – dar kard. Stanisława Dziwisza.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół