• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Warto dłużej tuczyć wieprza

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 29/2013

    dodane 18.07.2013 00:00

    Historia. Jutro 22 lipca. Święto PRL. Czy wiesz, że właśnie u nas, w Rudzie Śląskiej, istnieje jedyny na świecie park PRL-owskich pomników?

    Niedawno rudzkie Muzeum PRL-u zwiedzali uczniowie III klasy gimnazjum. Weszli do Kapsuły Czasu, która przedstawia przeciętne mieszkanie w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. – Dlaczego prezentujecie niekompletne eksponaty? – zapytał zaczepnie jeden z gimnazjalistów. – A o jaki eksponat ci chodzi? – zapytała przewodniczka Basia, która jest też magistrem historii. – Brakuje pilota do telewizora – odpowiedział chłopak.

    Przewodniczka zaczęła tłumaczyć, że pilotów do telewizora w PRL nie było. Że naciskało się przyciski, a „za pilota” najczęściej robiły dzieci. Gimnazjaliście jej wyjaśnienia nie wydały się przekonujące. Wypalił zupełnie serio: – I chce mi pani powiedzieć, że 700 programów na Cyfrze palcem przerzucaliście? Zabrzmiało to jak w dowcipie o rozmowie z dzieckiem: „»W stanie wojennym na półkach w sklepie stał tylko ocet«. »Jak to, mamo, w całym Carrefourze?!«”. PRL jest dla młodych ciekawy, bo jakby przeniesiony z innej planety. Dla starszych zresztą – po 24 latach – też.

    Wróg cię kusi coca-colą

    Tuż za bramą witają nas potężne transparenty: „Warto dłużej tuczyć wieprza – wyższa waga, cena lepsza” czy „Koniu polski, bierz przykład z konia radzieckiego”. – Wszystkie hasła w naszym muzeum to autentyki, nawet jeśli niektóre brzmią jak z komedii Barei – śmieje się Monika Żywot, prezes Fundacji Minionej Epoki, która powołała Muzeum PRL-u. To muzeum mieści się w starym folwarku, wzniesionym w końcu XIX wieku dla rodziny Ballestremów. W czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej działało tu PGR. A na początku obecnego wieku na wpół zrujnowane budynki kupił prywatny właściciel. Choć Państwowego Gospodarstwa Rolnego już nie ma, znów królują tu peerelowskie klimaty. Z jedną różnicą – teraz odnowione budynki folwarku prezentują się bardzo elegancko. W szarzyźnie i – trzeba to nazwać jedynym adekwatnym słowem – syfie, w którym był zanurzony PRL, takie obrazki się nie zdarzały. – Po remoncie folwarku szukaliśmy pomysłu na jego zagospodarowanie, niekoniecznie komercyjne. Chcieliśmy zrobić coś fajnego, co nie będzie kolejnym w regionie hotelem czy restauracją – wspomina M. Żywot. – No i wtedy Krzysztof Kornacki z Muzeum Zamojskich w Kozłówce, w którym jest galeria socrealizmu, doradził nam: „Słuchajcie, my zbieramy tylko sztukę z czasów PRL. Tymczasem nikt w Polsce nie zbiera przedmiotów codziennego użytku z tamtych lat. A ich za chwilę nie będzie!”. Więc 4 czerwca 2010 roku otworzyliśmy w tym miejscu Muzeum PRL-u. Jest więc tu np. peerelowski sklepik, w którym na półkach stoi ocet – jedyny towar dostępny wtedy od ręki i bez stania w kolejkach. Na stoliku leży, przypięta solidnym łańcuszkiem, książka skarg i zażaleń. Wpisują się do niej zwiedzający. A ponieważ przy zwiedzaniu niekoniecznie chcemy odczuwać na własnej skórze siermiężność „realnego socjalizmu”, w rogu tego sklepiku stoi też... szafa chłodząca, pełna zimnych napojów. Tyle że ponad nią biały napis na czerwonym jak robotnicza krew transparencie ostrzega: „Wróg cię kusi coca-colą”.

    Lublinym na zolyty

    – 80 proc. wystaw w naszym muzeum jest wymieniana. Np. w tym roku w Kapsule Czasu pokazujemy polskie mieszkanie z lat 80. ub. wieku, ale poprzednio były to lata 60. i 70. Zwiedzający może sobie otworzyć szafkę, wyjąć sztućce albo szklanki – zachęca M. Żywot. – W następnym budynku prezentujemy świetne wystawy katowickiego IPN, teraz jest „Laicyzacja życia społecznego”, w poprzednich latach mieliśmy „Uciekinierów z PRL” i „Przodowników pracy”, czyli historie o 690 proc. normy – wylicza. Na dziedzińcu stoją w rzędzie stare motocykle i samochody: syrenki, warszawy, moskwicze, a nawet jeden mikrus, produkowany w Mielcu i Rzeszowie w latach 1957–1960. Bagażnik to autko miało z przodu, ale walizki i torby wkładano do niego od środka. Potem można na nich było oprzeć nogi w czasie jazdy. – Słyszałam, jak starszy mężczyzna mówił tutaj do żony: „Krysia, pamiyntosz, jak jo po ciebie przyjyżdżoł takim lublinym na zolyty?”. I nagle w jego oczach żona staje się o 40 lat młodsza... Tutaj często ludzie przychodzą i się uśmiechają. Uśmiechają się nie do tamtego ustroju, ale do swojej młodości – mówi przewodniczka. Twórcy tego muzeum deklarują, że ich ekspozycja jest apolityczna, że nie zabierają głosu, czy Polska Ludowa była dobra, czy zła. – Chcemy po prostu możliwie najwierniej pokazać codzienne życie w tamtym okresie – mówi prezes. Muzeum może istnieć, bo właściciele terenu prowadzą jeszcze inną działalność gospodarczą. Wpływy z biletów pozwalają im działać w sezonie, ale do utrzymania budynków zimą muszą dopłacać. Eksponaty kupują na aukcjach internetowych. Często też ktoś, zamiast wyrzucić, przekazuje im za darmo np. meblościankę po babci.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół