• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Z Indii, Francji i Kobyłki

    ks. Marek Bernacki

    |

    Gość Katowicki 29/2013

    dodane 18.07.2013 00:00

    O umartwieniu i śmiechu w marszu z Rybnika na Jasną Górę mówi ks. Marek Bernacki.

    Przemysław Kucharczak: Przez 10 lat kierowania Pielgrzymką Rybnicką uzbierało się Księdzu związanych z nią anegdot?

    Ks. Marek Bernacki: Znajomi przysłali mi na przykład taką: „Ksiądz Marek znany jest na pielgrzymce z tego, że pilnuje dyscypliny i porządku. Również mobilizuje, aby iść na nogach – dotyczy to zwłaszcza małych dzieci: »Zostawić wózki – dzieci idą«. Kilkuletnia Julia z Chwałowic, którą ks. Marek dobrze zna, dość często pielgrzymowała, siedząc w wózku. Ale kiedy grupa zbliżała się do stojącego przy drodze ks. Marka, Julia zawsze wyskakiwała z wózka, mówiąc: »Szybko, bo zaś bydzie krzyczał...«”.

    Co nowego w tegorocznej Pielgrzymce Rybnickiej?

    Pilnuję się, żeby – wprowadzając nowości – nie zatracić ducha pielgrzymkowego, który jest związany też z jakimś umartwieniem. Nowością będzie nowy fragment trasy z Książenic do Wilczy. Podyktowane to jest tym, że nie dostaliśmy zgody na przejście ulicą Wysoką. Pielgrzymi pójdą lasem i polem, co w gruncie rzeczy, myślę, wyjdzie na dobre. Cieszymy się, że pójdą z nami m.in. siostry zakonne z Indii. Słyszałem, że mają piękny taniec na cześć Matki Bożej. Może uda się go zaprezentować w kaplicy na Jasnej Górze?

    Z Indii? Na pielgrzymce archidiecezji katowickiej?

    Tak, zaprosiła je polska rodzina mieszkająca w Niemczech, która chodzi w Pielgrzymce Rybnickiej co roku. W jej mieście klasztor ma międzynarodowa wspólnota zakonna. Nasza rodzina zaproponowała: „Może by siostry chciały pójść?”. A siostry: „Jak się przełożona zgodzi, to bardzo chętnie!”. Przełożona się zgodziła, więc ta rodzina przywiezie siostry samochodem do Rybnika.

    To rodzina rodem ze Śląska?

    To pochodzące z Rybnika małżeństwo z dziećmi. W tej pielgrzymce jest piękne, że jeden drugiego zachęca, opowiada mu, czego tu doświadczył. Dzięki temu to dzieło żyje. W tym roku pójdzie z nami francuskie małżeństwo z czworgiem dzieci, bo neoprezbiter ks. Szczepan Frankowski, kapłan zakonny, opowiadał o naszej pielgrzymce w czasie swoich studiów we Francji. Trzy lata temu zgłosił się do nas też pan z Kobyłki pod Warszawą, bo nie dostał urlopu na całą Pielgrzymkę Warszawską. Tak mu się spodobało, że rok później przyjechał z synem. A teraz znowu wybiera się z synem, przyjadą dzień wcześniej i zanocują w salkach w naszej parafii. Pielgrzymka Rybnicka wchłonęła więc już nawet Kobyłkę pod Warszawą.

    Nikt nie kierował Pielgrzymką Rybnicką dłużej niż Ksiądz. Czy ona Księdza zmieniła?

    Tak. Lepiej rozumiem różne trudne sytuacje, które przeżywają wierni, związane z małżeństwem, rodziną. Często się tym w czasie pielgrzymki ze mną dzielą. Oni mnie uwrażliwiają. I zmienia mnie to, że widzę owoce tej pielgrzymki. To mnie mobilizuje, żeby się za pielgrzymów jeszcze bardziej modlić i poświęcać się w pracy nad organizacją pielgrzymki. Choć czasem mam też pokusę, żeby po 10 latach przekazać tę pracę młodszym...

    Ma Ksiądz osobiste intencje?

    Szczególnie chcę się modlić za młodych, z którymi jestem związany przez katechezę, przez moje kapłaństwo. Zresztą to fenomen, że prawie 40 proc. uczestników Pielgrzymki Rybnickiej to są ludzie młodzi! Pielgrzymuję też w intencji budowy kościoła Matki Bożej Częstochowskiej w Rybniku, za którą jestem odpowiedzialny. Będzie zresztą na pielgrzymce akcja „Kup pan cegłę”, z pocztówkami przedstawiającymi cegłę na budowę prezbiterium. Potrzebujemy tych cegieł ok. 4 tysięcy. A tak się składa, że w pielgrzymce chodzi około 4 tys. ludzi... Jedna cegła to 4 zł. Może więc to prezbiterium ufundują pielgrzymi?

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół