• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Karakorum bez litości

    Wojciech Teister

    |

    Gość Katowicki 29/2013

    dodane 18.07.2013 00:00

    Artur Hajzer nie żyje... To brzmi nierealnie. Podobnie jak cztery miesiące temu wiadomość o śmierci Berbeki i Kowalskiego.

    Wiosną 1989 r. mocna polska ekipa chce zdobyć Everest. Podczas zejścia rusza ogromna lawina, która porywa wszystkich wspinaczy. Przeżywa tylko Andrzej Marciniak. Jest uwięziony, bez szans na samotne zejście. Informacja o wypadku dociera do Artura Hajzera, himalaisty z Mikołowa, który organizuje brawurową akcję ratunkową. Dociera do uwięzionego wspinacza. Cud. Marciniak dostał drugie życie, jednak pięciu innych ludzi zginęło. To koniec złotej dekady polskiego himalaizmu zimowego.

    „My, Polacy, byliśmy uznani za najlepszą nację w tym sporcie. Ale z perspektywy lat mam wątpliwość, czy rozegraliśmy tę partię profesjonalnie, bo rachunek nam historia wystawiła bardzo wysoki. Polska potęga himalajska zabiła się po prostu w tych górach” – wspomina po latach Hajzer. Choć w latach 80. zdobywa trzy ośmiotysięczniki, po wydarzeniach roku 1989 na długi czas wycofuje się z gór najwyższych. Dopiero po 20 latach wraca w wielkim stylu. Tworzy program Polski Himalaizm Zimowy 2010–2015, którego celem jest wykształcenie nowej kadry wspinaczy i zdobycie zimą czterech dziewiczych ośmiotysięczników. Jest jednak ostrożny. – Żadna góra nie jest warta nawet paznokcia – mówi po wypadku na Makalu, w którym dwóch wspinaczy traci palce. Początkowo PHZ święci triumfy. W 2012 r. kierowana przez Hajzera wyprawa dokonuje pierwszego zimowego wejścia na Gasherbrum I. Rok później do Karakorum wyrusza kolejna ekspedycja. Tym razem na Broad Peak. 5 marca 2013 r. Bielecki, Małek, Berbeka i Kowalski stają na szczycie góry. Wydaje się, że to kolejny, spektakularny sukces. Ale tylko do czasu. Podczas zejścia giną Berbeka i Kowalski. Po powrocie pozostałych do kraju rozpoczyna się burza. Bielecki i Małek zostają oskarżeni o pozostawienie partnerów na pewną śmierć. Obrywa się także Arturowi, jako kierownikowi całego programu PHZ. W takich warunkach Hajzer wyrusza na kolejną wyprawę, na Gasherbrumy. 9 lipca do kraju dociera informacja, że Polacy mieli wypadek podczas zejścia kuluarem japońskim. Po południu potwierdza się najgorsze: Artur nie żyje. Karakorum jest bezlitosne i mściwe. Zabiera swoich zdobywców.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół