• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Film o człowieku w okularach

    Barbara Gruszka-Zych

    |

    Gość Katowicki 28/2013

    dodane 11.07.2013 00:00

    Dagmara Drzazga nakręciła dokument o mało znanym, ale bardzo utalentowanym muzyku i kompozytorze z Hermanic – Janie Sztwiertni. Oglądając go, żałujemy, że nie żył dłużej niż krótkie 29 lat.

    Zginął w obozie koncentracyjnym w Mauthausen-Gusen w 1940 roku. W księdze parafialnej w rubryce, gdzie powinno znajdować się imię ojca, jest puste miejsce. Samotna matka nie podołała wychowaniu dwóch synów i starszego Jana oddała do sierocińca. Obdarzony słuchem absolutnym, grał na skrzypcach, wiolonczeli, fortepianie i organach, prowadził dwa chóry, reżyserował amatorskie spektakle teatralne, uczył dzieci, pisał wiersze i malował. Uważano go za nadzieję polskiej muzyki klasycznej.

    Skomponował wiele krótkich utworów, ale i poemat symfoniczny „Śpiący rycerze w Czantorii”, a także operę ludową „Sałasznicy”. Tuż przed wojną otrzymał stypendium, dzięki któremu miał się kształcić w Paryżu u Nadii Boulanger. Do wyjazdu nie doszło.
Reżyserka konstruuje opowieść o „człowieku w okularach i z żylastymi dłońmi”, bo tak określają go studenci Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie, na dwóch planach. Pierwszy to złożony ze zdjęć i miejsc, gdzie muzyk żył i tworzył dokument biograficzny. Drugim jest również wciągająca opowieść o grupie studentów, którzy na początku zastanawiają się, kim jest przedstawiony na zdjęciu mężczyzna, a potem sami, chodząc jego śladami, kręcą o nim film. Bardzo ciekawie nakładają się oba wątki, pokazując, że człowiek urodzony w 1911 r. może zafascynować i uwieść muzycznie ludzi urodzonych po 1990 roku.
Młodzi artyści, bo każdy z kręcących studencki film potrafi śpiewać i grać na jakimś instrumencie, improwizują w jednej z cieszyńskich kawiarń, wzorując się na kompozycjach Sztwiertni. Widać, że ta muzyka porywa wykonawców i słuchaczy, pokazując, że ważna jest wspólnota przeżyć kompozytora i interpretujących go młodych.
Znakomita śląska reżyserka z historii nieznanego, ale niezwykłego muzyka i kompozytora stworzyła wciągającą opowieść o człowieku, który wiedział, że żyje, by tworzyć. Tyle że widzom chciałoby się poznawać go więcej i więcej. A, niestety, wiedza o odchodzących zawsze pozostaje ograniczona.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół