• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Kombatant by nie wymyślił

    Przemysław Kucharczak


    |

    Gość Katowicki 28/2013

    dodane 11.07.2013 00:00

    Śląsk. Pasjonat z Tychów założył muzeum poświęcone śląskim pułkom w wojnie obronnej Polski z 1939 roku. Zwiedzających sam oprowadza i opowiada z taką pasją, że ludzie wychodzą zakochani w historii.


    Zaraża miłością do dziejów Śląska nie tylko dorosłych, ale nawet dzieci. Swoje zbiory dotyczące września 1939 r. Arkadiusz Dominiec prezentuje w piwnicy Gimnazjum nr 1 w Tychach, w dawnym schronie przeciwatomowym. Ten 35-latek włożył mnóstwo własnych pieniędzy w to, żeby zaprezentować tu swoją kolekcję. Miejsce na muzeum udostępniła mu szkoła, kilka gablot wygrał w konkursie z urzędu marszałkowskiego. Część eksponatów dali mu na wystawę koledzy kolekcjonerzy, a przy remoncie pomogli przyjaciele z grupy rekonstrukcyjnej i jego żona Lidia. – Największy wkład w remont miał mój ojciec Marian Dominiec, który, niestety, zmarł z początkiem roku – mówi.


    Dziury w hełmie


    Wiele z eksponatów zostało znalezionych w lesie pod Wyrami, na południe od Mikołowa. Czyli na polu bitwy, w której śląskie pułki okryły się chwałą. Okolice Gostyni i Wyr były jednym z nielicznych w Polsce miejsc, w których Niemcy w 1939 roku musieli uciekać przed kontratakującym Wojskiem Polskim.
Co nie oznacza, że Polakom było tam łatwo. Widać to po zgromadzonych przez Arkadiusza Domińca eksponatach. W jednym z polskich hełmów w muzeum zieją aż trzy potężne dziury. – To otwory wylotowe? – pytam. – Tak. Z drugiej strony są wlotowe – Arkadiusz Dominiec pokazuje mniejsze dziurki po przeciwnej stronie. – Ten hełm przeleżał lata w jednym z gospodarstw w Łaziskach. Te przestrzeliny też świadczą o tym, że pochodzi z bitwy wyrskiej. Wszystkie hełmy z naszego lasu są postrzelane. Chłopcy chcieli sprawdzić, co się dzieje, i wystawiali głowy z okopów... W tym hełmie pociski przeszły na przestrzał; prawdopodobnie pochodziły z jakiegoś ciężkiego karabinu – ocenia.
A potem bierze z gabloty kolejny hełm, ułańskiego typu „Adrian”. – Kolega, Polak z Niemiec, zapytał mnie, czy chcę go kupić. Ten hełm pochodzi od niemieckiego kombatanta, który wziął go sobie na pamiątkę po... żołnierzu z 3. Pułku Ułanów Śląskich z Tarnowskich Gór. Po prostu po walce Niemiec podniósł ten hełm z ziemi. Kupiłem, bo takiej historii kombatant by sobie nie wymyślił – tłumaczy.


    Niemcy przygwożdżeni


    Już przed 16 laty Arkadiusz schodził większość lasu wyrskiego. Szukał miejsc opisanych w „Księdze chwały pułków śląskich” Jana Zielińskiego. Nic jednak nie znalazł. Dlatego nie chciał wierzyć, gdy parę lat później koledzy zadzwonili do niego, że znaleźli wśród drzew dobrze zachowane okopy i stanowisko armaty przeciwpancernej. – Okazało się, że stanowiska polskiej obrony były przesunięte o 400 metrów w głąb lasu – mówi kolekcjoner.
Kiedy Arkadiusz Dominiec już wiedział, gdzie szukać, chciał sobie odgarnąć nogą kępę trawy. But zahaczył jednak o jakieś wystające żelastwo. – Zacząłem kopać: „O, zamek do mausera!”. Okazało się, że to był nie tylko zamek, ale cały karabin mauser wzoru 98, z lufą – mówi. – O, tu z boku zamka widać nawet napisy po polsku – pokazuje. – 1 września Niemcy wchodzili do tego lasu doliną Gostynki. Przy torze kolejowym skręcili na północ, żeby obejść polską obronę. Tyle że Polacy to przewidzieli i okopali się dokładnie na ich drodze... Niemieccy żołnierze wyszli wprost na polskie stanowiska. W dodatku po tym torze jeździł polski pociąg pancerny „Groźny”, celnie do Niemców strzelając – wylicza.
Efekt był taki, że Wehrmacht poniósł tu wielkie straty. Miejscami Polacy skutecznie kontratakowali. Tzw. bitwa wyrska to walki na bardzo rozległym obszarze w pobliżu Mikołowa. Niemcy nie umieli się tutaj przebić. 3 września Polacy odeszli stąd jednak sami, bo front pękł w innych miejscach – pod Pszczyną i Częstochową.


    Pamiątka po poległym


    Wiele z tych eksponatów wiąże się z tragicznymi wydarzeniami. Koledzy Arkadiusza znaleźli na Sośniej Górze w Mikołowie odznakę żołnierską 7. Pułku Piechoty Legionów. – Proszę zobaczyć, na tej odznace jest ślad po uderzeniu odłamka – pokazuje kolekcjoner. – Czyli właściciel tej odznaki zginął albo został ranny? – domyślam się. – Tak. Zwłaszcza że kolega znalazł też nakrętkę do tej odznaki. Też była ubita przez odłamek i leżała 5 metrów dalej... Ciekawe tylko, jak właściciel tej odznaki tam się znalazł, bo 7. Pułk Piechoty Legionów tu nie walczył. Sośniej Góry bronili Ślązacy z Batalionu Obrony Narodowej „Mikołów”. Prawdopodobnie był to żołnierz zawodowy, którego skierowano do Mikołowa np. na dowódcę plutonu – podejrzewa Arkadiusz Dominiec.
W muzeum można zobaczyć oryginalne karabiny, granatnik, moździerz, a nawet kompletną armatę przeciwpancerną Boforsa kal. 37 mm. Za pomocą tych armat Polacy w 1939 r. poważne przetrzebili niemieckie czołgi. – W Polsce zachowało się tylko siedem tych armat. Tę znaleziono nad Bzurą, ale już płyty pancerne do niej pochodzą spod Tomaszowa Lubelskiego, z miejsca, gdzie walczyły śląskie pułki. A celownik do tej armaty kupiłem na giełdzie w... Belgii. Jest na nim napis „PZO Warszawa”. PZO to Polskie Zakłady Optyczne. Śmiało, proszę przez niego spojrzeć – zachęca. Siadam za armatką i, patrząc w wizjer, kręcę lufą na boki. Zmieniam też kąt ustawienia, podnosząc ją ku górze. Chodzi bardzo lekko. W tym muzeum wiele eksponatów można dotknąć. – W przyszłości za armatką będzie zdjęcie lasu, a ją samą ustawimy na ściółce leśnej, będzie też manekin ubrany w mundur. Trzeba tylko na to pieniędzy, przydałby się sponsor – mówi twórca muzeum.


    Zasługa bimbru


    Jest tu też skorupa miny przeciwpancernej. – Takie miny zniszczyły kilka niemieckich czołgów w bitwie pod Pszczyną – gospodarz waży w ręku talerzową skorupę. – A tam stoją pociski, oczywiście też „wydmuszki”. Największy jest do haubicy 155 mm. Był w nie wyposażony pułk artylerii ciężkiej z Krakowa, który stał na Mąkołowcu (dzisiejsza dzielnica Tychów). Nagle z tyłu zaczęli strzelać dywersanci, jeden z artylerzystów zginął. Pozostali po prostu odwrócili jedną z haubic i wystrzelili w dom, z którego prowadzono do nich ogień. Nic z niego nie zostało – mówi.
Wiele eksponatów Arkadiusz Dominiec kupił od gospodarzy na Roztoczu, zwłaszcza we wsi Zielone, gdzie śląski 73. Pułk Piechoty poszedł do niewoli.
Ciekawe w jego muzeum jest też to, że można w nim zobaczyć nie tylko militaria. Są np. żołnierskie sztućce, talerze i chochle, a nawet kocioł wzoru 36 z kuchni polowej. Kolekcjonerowi udało się go kupić pod Tomaszowem, w miejscu, w którym walczyły śląskie pułki. Przetrwał przez tyle lat tylko dlatego, że miejscowi robili w nim... bimber.•
Muzeum Polskiego Września 1939 (Tychy, Gimnazjum nr 1 przy ul. Brzozowej 24) można zwiedzić w drugie i czwarte niedziele każdego miesiąca w godz. 10–14. Można też umówić się na inny termin z jego twórcą, e-mail: adominiec@wp.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół