• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Kożde z pecynkiym chleba

    Przemysław Kucharczak, ks. Paweł Łazarski, Marta Sudnik-Paluch

    |

    Gość Katowicki 23/2013

    dodane 06.06.2013 00:00

    Katowice, Pszczyna, Wodzisław Śl. 6-letni Franuś wytrwale machał chorągiewką z napisem: „Życie jest piękne”. Miał do tego pełne prawo, bo jego rodzice mieli odwagę zdecydować, żeby żył. Franuś ma zespół Downa.

    W sumie kilka tysięcy ludzi przeszło w trzech Marszach dla Życia i Rodziny w Katowicach, Pszczynie i Wodzisławiu Śląskim. Wyszli na ulice, by pokazać, że to rodzina jest największą siłą w naszym kraju. Rodzina, a nie garstka szaleńców, która chce wywrócić w państwie do góry nogami porządek moralny. Minister polskiego rządu Agnieszka Kozłowska-Rajewicz właśnie próbuje zmieniać podręczniki szkolne, bo powielają – według niej – szkodliwe stereotypy, podkreślając np. opiekuńczość kobiet w rolach żon, matek czy córek. Twierdzi, że o nierówności w podręcznikach świadczy preferowanie „rodzinnocentrycznego typu społeczeństwa i stereotypowych układów w rodzinie: mama, tata, dwoje dzieci. Nieobecny jest natomiast problem »inności«”.

    Z kolei w kwietniu na konferencji pod patronatem Ministerstwa Edukacji Narodowej promowano w Warszawie zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia w sprawie przymusowej edukacji seksualnej dzieci. Znalazły się tam nawet nakazy, by w ramach tematów obowiązkowych informować dzieci w wieku 0–4 lat o „różnych rodzajach związków” czy „prawie do badania tożsamości płciowych”. Żyjemy w dziwnych czasach, kiedy trzeba wychodzić na ulice w obronie podstawowej wartości, jaką jest rodzina.

    Katowice z baterią wózków

    Choć w Katowicach maszerowali po raz drugi, wielu dziwiło się na ich widok. – Co to? Jakaś nasza regionalna inicjatywa? – dopytywał mężczyzna w średnim wieku. Do taktu przygrywała orkiestra górnicza. Zagadkę rozwiązywał baner niesiony na przedzie. Napis głosił: „Marsz dla Życia i Rodziny”. Po Mszy św. w katedrze uczestnicy spotkania, „uzbrojeni” w kolorowe balony, z całą baterią wózków dziecięcych przeszli pod wieżę spadochronową w parku Kościuszki. Niektórzy, oprócz baloników, nieśli ze sobą chorągiewki z hasłami pro life. 6-letni Franuś wytrwale machał taką z napisem: „Życie jest piękne”. Miał do tego pełne prawo, bo jego rodzice mieli odwagę zdecydować, że chcą, by ich syn żył. Franuś ma zespół Downa. – Jest naszym drugim dzieckiem. Wszyscy mówili nam, że mamy go usunąć, gdy żona była jeszcze w ciąży. My postanowiliśmy inaczej. Bardzo chcieliśmy, żeby on żył – mówił Karol Łosoń, który na marsz przyjechał z Mikołowa z żoną Celiną, córką Marysią oraz synami Franusiem i Wojtkiem. W Marszu dla Życia i Rodziny uczestniczyli po raz drugi. – W tym roku jest chyba mniej osób – ocenił pan Karol. – Może wystraszyli się pogody? A może ta kampania antyrodzinna w mediach zaczyna przynosić skutki i ludzie są zniechęceni? – zastanawiał się. Zniechęcenia nie było widać na twarzach uczestników. Na marszu świetnie czuli się nawet najmłodsi uczestnicy. Do tej grupy należał 11-miesięczny Franek Musioł z Rudy Śląskiej. Do Katowic przyjechał z mamą Antoniną i tatą Romanem. – Jesteśmy po raz pierwszy i bardzo nam się podoba. Trzeba wspierać tę najważniejszą sprawę, jaką jest rodzina. Ta prawdziwa rodzina, a nie te co chwilę wmawiane nam twory. Chcemy, żeby jak najwięcej osób zobaczyło, że warto o te wartości walczyć – przekonywała A. Musioł. – Obserwujemy, że politycy coraz częściej odchodzą od tradycyjnych, chrześcijańskich wartości. Dlatego tu jesteśmy, żeby pokazać, przypomnieć o tej wartości, jaką jest rodzina – zauważyła Agata Denis. – Czujemy tutaj taką nić porozumienia. Mimo że nikt nic nie mówi, czujemy, że zebrani tutaj myślą podobnie jak my – mówił Przemysław Denis, tata czwórki dzieci, mąż Agaty. Przyznał, że jest dumny ze swojej rodziny, choć często widzi, że w Polsce zdecydowanie łatwiej jest funkcjonować, wpasowując się w lansowany model 2 + 1. – Idziemy, by poinformować świat i wzajemnie się umocnić. Rodzina wiarygodna nie lęka się przyszłości, żyje nadzieją, bo jest mocna Bogiem. Każda moda, która jest wbrew konstytucyjnej rodzinie, wcześniej czy później minie. Natomiast rodzina wiarygodna będzie zawsze – mówił Antoni Winiarski, przewodniczący Rady Ruchów Katolickich Archidiecezji Katowickiej, jeden ze współorganizatorów katowickiego marszu.

    Pszczyna: jesteśmy w większości

    Drugi w historii tego miasta Marsz dla Życia i Rodziny rozpoczął się parę minut po 13.30 przed kościołem Podwyższenia Krzyża Świętego. Poprzedziła go Msza św. w intencji rodzin dekanatu pszczyńskiego. Na czele szła orkiestra górnicza z kopalni „Pniówek”. – Przyszliśmy tutaj, żeby zaświadczyć, że wybieramy życie i rodzinę – powiedział Szymon Filipczuk. – Uważam, że jesteśmy coraz mocniej zakrzykiwani przez różne niszowe grupy, które są bardzo ekspansywne. Dlatego musimy świadczyć i pokazać, że jesteśmy w większości – zaznaczył. – Życie jest piękne i trzeba je chronić – dodała jego żona Róża. Państwo Filipczukowie wzięli udział w marszu razem z córkami Lidią, Gosią i Wandą. Kornelia i Adam Kusiowie na marsz przyszli z synem Mikołajem. – Bardzo cenimy rodzinę, która jest dla nas wielką wartością – powiedział pan Adam. Dla państwa Kusiów małżeństwem jest jedynie związek kobiety i mężczyzny, którzy są dla siebie żoną i mężem. Trasa marszu wiodła do pszczyńskiego rynku. Tam, po krótkiej modlitwie, którą poprowadził proboszcz parafii pw. Wszystkich Świętych ks. Krystian Janko, uczestnicy marszu rozpoczęli rodzinną biesiadę w ramach X Festynu Parafialnego.

    Wodzisław: nie dejcie se pedzieć

    W Wodzisławiu Śląskim maszerowało około tysiąca ludzi. Gdy czoło pochodu już okrążyło wielki wodzisławski rynek i podeszło pod scenę, ostatni z maszerujących dopiero na rynek wchodzili. W czasie jednego z przystanków na trasie porywające przemówienie wygłosili Ewelina i Jerzy Galwasowie, rodzice sześciorga dzieci. Ich pociechy – w wieku od 19 do 4 lat – dumnie stały przy swoich przemawiających rodzicach. Państwo Galwasowie prowadzą małe gospodarstwo rolne w Wodzisławiu Śląskim-Wilchwach, hodują tam ponad 30 kóz. Mówili po śląsku, a to, co mówili, było pogodne i optymistyczne. – Niekierzy godajom, że nadziecko zawsze jest za wcześnie abo zawsze jest za późno. Inksi godajom, że troje dzieci to już jest za dużo. To ni ma prowda. Kożde dziecko sie rodzi z pecynkiym chleba. I nie dejcie se nikomu pedzieć, że was na dziecko nie stać – powiedziała Ewelina Galwas.9 czerwca o godz. 15 kolejny Marsz dla Życia i Rodziny wyruszy sprzed kościoła NMP Matki Kościoła w Jastrzębiu-Zdroju.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół