• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Chińskie boje Ślązaków

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 20/2013

    dodane 16.05.2013 00:00

    Wiedziałeś, że rosyjscy jeńcy z lat 1914–1918, którzy przymusowo pracowali w śląskich kopalniach, dostawali normalne wypłaty? W Katowicach mówiono o I wojnie z perspektywy Śląska.

    Z wypłaty potrącano jeńcom tylko koszty ich utrzymania w obozach, których na Śląsku było wtedy mnóstwo. Każdy z zatrudnionych w śląskich zakładach koncernu Donnersmarck dostał nawet na koniec roku dywidendę w wysokości 5 marek... Nie zawsze dobrze ich u nas traktowano, brakowało też dla nich żywności. Jednak i tak w I wojnie pokonanego wroga jeszcze traktowano po ludzku. Inaczej było w następnej światowej wojnie. Tak fantastyczne ciekawostki przedstawili w Katowicach historycy na konferencji popularnonaukowej o I wojnie widzianej ze śląskiej perspektywy. Zorganizowały ją Muzeum Historii Katowic i katowicki IPN. Była tam też mowa o fascynujących losach Ślązaków w I wojnie światowej.

    Hajcer na „Jaguarze”

    Na przykład o Wiktorze Wollnym z Mikołowa, którego wybuch „Wielkiej Wojny” zastał... w Chinach, w kontrolowanym przez Niemców porcie Tsingtau. Wiktor był palaczem na kanonierce SMS „Jaguar”. W 1914 roku wziął udział w zaciekłej obronie miasta przed Japończykami i Brytyjczykami. – O ile pracę „hajcera”, czyli palacza, można uznać za udział w walce – mówił dr Grzegorz Bębnik, historyk z IPN. SMS „Jaguar” pluł do Japończyków wdzierających się na niemieckie stanowiska od strony lądu ze swoich czterech armat kalibru 88 mm i sześciu szybkostrzelnych działek rewolwerowych 37 mm. Dopiero po półtora miesiąca ciężkich walk, kiedy brakło amunicji, załoga zniszczyła okręt. Wśród załogi SMS „Jaguar” historyk odkrył zresztą więcej Ślązaków. Był tam m.in. marynarz Robert Kraiczek, urodzony w Gaszowicach pod Rybnikiem. 7 listopada 1914 roku dostali się do japońskiej niewoli i siedzieli w niej prawie do końca 1919 roku. Po uwolnieniu Ślązacy podróżowali do domów przez mniej więcej trzy miesiące. – I wojna jest dziś zapomniana, a przecież przeorała całe pokolenie. Wielu Ślązaków w niej zginęło – mówi Joanna Tofilska z Muzeum Historii Katowic, która przygotowała na tę konferencję wystawę „Pocztówki z Wielkiej Wojny” o wojennej korespondencji Antoniego Przybyły z Janowa. Kartek, które wysyłał z frontów I wojny ten mieszkaniec dzisiejszej dzielnicy Katowic, zachowało się ponad 200.

    Wiluś patrzy współczująco

    Na front „Anton” z Janowa pojechał jako 19-latek, w 1916 roku. Co zadziwiające, pisał do domu głównie o sprawach lekkich, np. o tym, co zobaczył w dalekich krajach. Kiedy trafił do Flandrii, napisał do siostry Berty: „Gdzieżbym mógł kiedy pomyśleć, że będę sobie spacerował nad Morzem Północnym”. – Nie pisał o przeżyciach na froncie ze względu na cenzurę i prawdopodobnie też dlatego, żeby nie martwić rodziny. Grozę tej wojny wyczuwa się w jego kartkach raczej między wierszami, kiedy na ich zakończenie pisze: „Do zobaczenia, ale kiedy? Gdzie?” albo: „Czy się jeszcze zobaczymy?” – domyśla się J. Tofilska. Raz Antoniemu wyrwało się w kartce do siostry: „Uwierz mi, mam już wszystkiego po dziurki w nosie. Niemcy, Niemcy ponad wszystko. Cholerna wojna. Jak źle nam idzie, to »jak wyjada od pierona«. (...) Serdeczne pozdrowienia i całusy śle Tobie oraz moim ukochanym Rodzicom, Braciom i ich Rodzinom Twój kochający Cię brat Anton”. – Antoni pisał te kartki po niemiecku, ale słowa „jak wyjada od pierona” są zapisane po polsku. Chodził do niemieckiej szkoły i prawdopodobnie łatwiej pisało mu się po niemiecku, choć w mowie posługiwał się też językiem polskim. W jednej z kartek jego siostra Berta prosi go, żeby napisał też list po polsku dla rodziców, jeśli będzie miał więcej czasu – mówi J. Tofilska. Ta prośba nie została spełniona – pewnie też ze względu na wojenną cenzurę. Anton był saperem, walczył na frontach bałkańskim, rumuńskim i francuskim. To, co przedstawiają jego pocztówki, też jest ciekawe. Na przykład gigantyczny lej po wybuchu pocisku artyleryjskiego na froncie we Francji. A w jego tle widać fortyfikacje polowe z linią zasieków. Na innej pocztówce w oczy rzuca się las białych krzyży – polowy cmentarz wojenny. Albo niemiecki cesarz Wilhelm, który ze współczuciem nachyla się nad konającym szeregowcem. Jest też pocztówka zrobiona z frontowego zdjęcia Antona i jego kolegów w mundurach. Młodzi mężczyźni siedzą przed skleconym z desek, prowizorycznym schronieniem. „Tam, gdzie jest krzyżyk, tam śpię w tej budzie” – informuje Antoni na odwrocie. Antoni Przybyła zmarł dopiero w 1981 roku w Katowicach-Janowie i tu został pochowany. Pisane gotykiem pocztówki z Wielkiej Wojny przechowuje jego syn Marian.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół