• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Bratanki hanysów

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 15/2013

    dodane 11.04.2013 00:15

    Leżą we wspólnym grobie wśród drzew. Poświęcono wielką tablicę z nazwiskami 15 spośród 29 Węgrów zamordowanych w Murckach.

    To chyba najlepszy współczesny dowód na trwanie przyjaźni polsko-węgierskiej: mieszkańcy Murcek (dzisiaj dzielnica Katowic) od 1945 roku opiekują się wojenną mogiłą 29 żołnierzy węgierskich. Węgrzy służyli tu w obronie przeciwlotniczej, bo ich państwo było w czasie wojny sprzymierzone z Niemcami. Byli serdeczni wobec Ślązaków, a mieszkańcy Murcek traktowali ich jak własnych synów. Kiedy w 1945 roku nadeszli Sowieci, Węgrzy z nimi nie walczyli, tylko od razu się poddali. Sowieci i tak ich rozstrzelali, i to dopiero następnego dnia po poddaniu się. Przedtem okradli węgierskich chłopaków z zegarków i butów. Na rozstrzelanie pognali ich boso po głębokim śniegu. Piętnaście nazwisk spoczywających tu ludzi ustalił katowicki IPN, a Urząd Miasta Katowice umieścił je na nowej, wielkiej tablicy, która stanęła na leśnej mogile. Poświęcono ją 4 kwietnia.

    Goście z Węgier w czasie tej uroczystości w zaśnieżonym lesie byli wyraźnie wzruszeni. – Dziękujemy! Zachowaliście pamięć o naszych 29 rodakach nawet w czasach, kiedy u nas było to niemożliwe – mówił Lajos Horvath, przedstawiciel Ministerstwa Obrony Narodowej Węgier. Wyznał, że on sam, podobnie jak inni Węgrzy, został wychowany w atmosferze przyjaźni wobec Polaków. – To jest postanowienie i nakaz w sercu każdego Węgra: serdecznie odnosić się do Polaków – powiedział. – Dziękujemy braciom Polakom! – wtórował mu po polsku dr Imre Molnar z węgierskiej ambasady w Warszawie. A potem wzruszająco opowiedział o bliskich Lajosa Grendela, jednego z Węgrów leżących w lesie pod Murckami. 28 stycznia 1945 roku, kiedy Sowieci go rozstrzeliwali, Lajos miał akurat 32. urodziny. Tak się składa, że dokładnie to samo imię i nazwisko nosi jeden z przyjaciół Imre Molnara, zamieszkały na Słowacji węgierski pisarz. Okazało się, że ci ludzie są... bliskimi krewnymi. – Kiedy zadzwoniłem do przyjaciela ze słowami: „Lajos, znalazł się grób twojego dziadka”, był ogromnie wzruszony. On nawet dostał imię na jego cześć. Poświęcił mu jedno ze swoich opowiadań, pisał o nim jako o członku rodziny, który w rodzinie jest i jednocześnie go nie ma. A to dlatego, że nie wrócił z wojny, ale nie dotarło też zawiadomienie o jego śmierci – powiedział nam Imre Molnar.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół