• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Lepiej niż w USA

    Marta Sudnik-Paluch

    |

    Gość Katowicki 14/2013

    dodane 04.04.2013 00:15

    Jezus zaskakuje. Wyrasta nagle spomiędzy budynków, tuż przy drodze przelotowej na autostradę.

    Kilkumetrowa podobizna Jezusa Miłosiernego spogląda na kierowców, przechodniów i mieszkańców z elewacji Ośrodka Caritas w Borowej Wsi. – Na początku obraz znajdował się bezpośrednio nad wejściem do budynku, ale wtedy nie był widoczny od strony ulicy. Był dużo mniejszy – wspomina Dariusz Latos, dyrektor Ośrodka „Miłosierdzie Boże”. Skąd taka nazwa? Wybór był od początku oczywisty. Marta Krzysteczko, ofiarodawczyni terenów, na których dziś mieści się ośrodek, była wielką czcicielką miłosierdzia Bożego. Podobnie, jak bp Czesław Domin, z którego inspiracji powstała placówka.

    – Tego miłosierdzia każdy z nas trzyma się mocno. W naszej pracy musimy się czegoś łapać, skądś czerpać siły i to jest najlepsze źródło – zapewnia dyrektor. – W moim życiu Jezus Miłosierny jest obecny w niezwykły sposób, m.in. dzięki prezentowi ślubnemu, jaki dostałem od mojego serdecznego przyjaciela. Jest to obraz, który z tyłu ma wypisane słowa: „Gdzie byś nie poszedł, weź ze sobą ten obraz”. Z miłosierdziem Bożym wiąże się wiele ważnych w moim życiu wydarzeń, np. moja inwestytura do Zakonu Rycerskiego Świętego Grobu Bożego odbyła się właśnie w sanktuarium w Łagiewnikach – opowiada D. Latos.

    Wbrew medycynie

    W ośrodku dzień zaczyna się od adoracji Najświętszego Sakramentu. Między 6 a 7 rano wielu mieszkańców przychodzi do kaplicy, by czuwać przy Jezusie. Stałym punktem dnia jest także Koronka do Miłosierdzia Bożego. Oprócz tego, w każdą środę od godz. 18 do 21 odmawiane są wszystkie cztery części Różańca. Wtedy do kaplicy przychodzą również okoliczni mieszkańcy. Ważnym wydarzeniem jest także Niedziela Miłosierdzia Bożego, która w ośrodku jest prawdziwym świętem. Jest to okazja do spotkania z darczyńcami, urzędnikami i wszystkimi tymi, którzy wspierają działalność. – Czujemy na co dzień opiekę miłosierdzia Bożego. Jej najlepszym dowodem są cuda, które dokonują się na naszych oczach. Nieraz byliśmy świadkami sytuacji, kiedy trafiało do nas dziecko schorowane, któremu lekarze nie dawali żadnych szans. I, wbrew przewidywaniom, zaczynało świetnie funkcjonować – mówi Bogumiła Kopczyk, kierownik Domu Pomocy Społecznej. – Najlepszym dowodem na siłę modlitwy w ostatnim czasie jest przypadek naszego podopiecznego, który wrócił do ośrodka ze szpitala z ogromną odleżyną. Zebrało się konsylium lekarskie, które zgodnie orzekło, że nie ma najmniejszych szans na jej zagojenie. Co więcej, stan był tak poważny, że – zdaniem lekarzy – mógł doprowadzić do śmierci. Dziś wszystko jest zagojone i wiemy, że to tylko dzięki duchowej sile. Takich przypadków, które przeczą wiedzy medycznej, opiekunowie w Borowej Wsi mogliby wymieniać wiele.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół