• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Glina czy łobuz?

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 07/2013

    dodane 14.02.2013 00:00

    O podsłuchach instalowanych na milicji przed wizytą ks. kanclerza Skworca opowiedział były komendant główny Policji.

    Na promocji wydanej właśnie książki „Glina” jej autor, były komendant Roman Hula, mówił też o kradzieży koron z bazyliki w Piekarach Śl. w 1984 roku. W PRL Roman Hula był milicjantem. Pracował w pionie kryminalnym komendy MO w Piekarach i tam z kolegami stworzył w 1989 r. niezależny związek zawodowy milicjantów. W 1990 r. awansował na komendanta wojewódzkiego Policji w Katowicach, a w 1991 r. – na komendanta głównego. W książce opisał sprawy kryminalne, które prowadził w PRL, m.in. schwytanie seryjnego mordercy na tle seksualnym, górnika piekarskiej kopalni „Andaluzja” Joachima Knychały (zabił trzy kobiety i dwie małe dziewczynki, a usiłował zabić jeszcze co najmniej 7 razy). Jeden rozdział poświęcił kradzieży koron Madonny Piekarskiej.

    Redaktor z pistoletem

    – Ta sprawa była dziwna. Uważam ją za prowokację Służby Bezpieczeństwa. Do jej rozwiązania powołano dwie grupy dochodzeniowe – jedną milicyjną, którą ja kierowałem, a drugą złożoną z funkcjonariuszy SB. To była próba skompromitowania Kościoła – ocenia. Chodziło zapewne o to, że skradzione w Piekarach korony były srebrne. SB chciała rzucić podejrzenie, że księża ukradli złoto. Ciekawe, że od razu po kradzieży pojawiły się w gazetach artykuły, które to sugerowały. Roman Hula dotarł tymczasem do Jerzego Bieżanowskiego z Krakowa, który te korony wykonał. Milicjant dowiedział się, że poprzednie, złote korony były już uszkodzone, a w dodatku od początku były wykonane niezbyt dobrze. Dlatego ks. Antoni Godziek (proboszcz w Piekarach w latach 1947–1973) zlecił Jerzemu Bieżanowskiemu wykonanie nowych ozdób. Rzemieślnik zgodził się pod warunkiem, że zrobi je ze srebra, bo tylko w tym materiale się specjalizował. Zaproponował, że jego dzieło można później pozłocić. „Najprawdopodobniej korony złote, które uległy zniszczeniu, zostały wykorzystane za zgodą biskupa Bednorza do wykonania innych elementów sakralnych” – napisał Roman Hula. – „Z polecenia zastępcy szefa ds. SB towarzyszyłem ekipie telewizyjnej, która przyjechała z Warszawy do pana Bieżanowskiego. Nagrali reportaż, ale odniosłem wrażenie, że nie zadowoliło ich stwierdzenie pana Jerzego, który powiedział, że gdy proboszcz Godziek przyjechał zamówić nowe korony, przywiózł ze sobą oryginały. Kiedy wracaliśmy do Katowic, zatrzymaliśmy się w przydrożnej restauracji na kawę. Rzekomy redaktor telewizji wyciągał coś z teczki i wtedy wypadł mu pistolet. Speszył się troszkę, mówiąc: – Wiesz, kolego, jesteśmy z departamentu MSW i musimy tak udawać, bo ludzie nic by nam nie powiedzieli. – OK, nie ma sprawy – odrzekłem. Wiem, że próbowali już beze mnie spotkać się z panem Bieżanowskim, ale on im odpowiadał, że może to zrobić tylko w mojej obecności”.

    Podsłuchy za paprotkami

    W czasie promocji swojej książki Roman Hula opowiadał też o spotkaniu na temat kradzieży koron w Komendzie Wojewódzkiej MO w Katowicach. Zaproszono na nie ks. Wiktora Skworca, który był wtedy kanclerzem kurii, oraz ks. Władysława Studenta, proboszcza z Piekar. – Zanim przyszli, technicy zainstalowali w pokoju mikrofony i kamery, poukrywali je za paprotkami... Na spotkaniu ciągle wracałem do sprawy, kto i kiedy zrobił złote, a kto srebrne korony. Aż ksiądz prałat Student się na mnie trochę zdenerwował: „Co porucznik tylko do tych koron?!”. Ale ksiądz kanclerz Skworc go uspokoił: „Przecież porucznik musi wiedzieć, czego ma szukać”. Był tam pułkownik Frej, a także kierujący drugą grupą dochodzeniową kapitan SB z „Czwórki” [departament do walki z Kościołem – przyp. aut.] i ktoś tam jeszcze. Wszyscy oni byli dla tych księży bardzo mili, uprzejmi, ale tak jakoś... przesadnie. No i ja wyszedłem w tym towarzystwie na największego łobuza! Bo tylko ja ze szczegółami mówiłem o tych koronach! – opowiada. To, co nastąpiło później, zapamiętał tak: „Natychmiast po tym spotkaniu wezwał nas zastępca szefa ds. SB. Panowie oficerowie prześcigali się w pozytywnej ocenie spotkania z księżmi. Jedynie, jak zgodnie stwierdzili, ja zachowałem się źle i tylko prowokowałem księdza Studenta. Wtedy zastępca szefa ds. SB zapytał ich, czy widzą możliwość dalszych spotkań z księżmi. Przekonywali, że tak, ale mieli zastrzeżenie: porucznik Hula nie może brać już w nich udziału. Wiem, że próbowali zorganizować kolejne spotkania, ale dostali odpowiedź, że ksiądz prałat Władysław Student i kanclerz kurii ksiądz Wiktor Skworc (dzisiaj biskup metropolita katowicki) mogą spotkać się tylko z porucznikiem Hulą. Sprawa włamania i kradzieży koron nie została wykryta. W 1989 roku dowiedziałem się, że w Dolinie Kościeliskiej będący na przepustce żołnierz znalazł dużą torbę turystyczną, w której były różne wota skradzione z różnych kościołów, w tym i korony skradzione w Piekarach Śląskich”.

    Roman Hula „Glina”, Novae Res s.c. 2013

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół