• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Razem tracić czas

    Marta Sudnik-Paluch

    |

    Gość Katowicki 06/2013

    dodane 07.02.2013 00:00

    – Proszę księdza, ja już nie umiem się modlić – te słowa padają bardzo często z ust osób starszych, schorowanych.

    Ksiądz Wojciech Bartoszek nieraz je słyszał. – Zwłaszcza osoby starsze czują czasem taką modlitewną bezsilność. Być może wiąże się to z tym, że starsze pokolenie nauczone jest modlić się wargami. Wtedy zawsze mówię im, żeby zacząć od ofiarowania doświadczenia cierpienia Bogu. To najlepsza modlitwa sercem – mówi duszpasterz Apostolstwa Chorych. Dodaje, że ofiarowanie cierpienia związanego z chorobą w modlitewnej intencji to łaska, która przychodzi z czasem.

    Naturalne jest, że choroba czy niepełnosprawność rodzą na początku bunt. Wtedy ważne jest, by choremu towarzyszyć, pokazywać różne drogi do odkrycia sensu cierpienia. Taką drogę przeszedł Sebastian, podopieczny Ośrodka dla Osób Niepełnosprawnych „Miłosierdzie Boże” w Borowej Wsi. Wychowywał się w rodzinie zastępczej i żył raczej z dala od Boga. Uległ wypadkowi – pod wpływem alkoholu wypadł z pociągu. Stracił wtedy rękę, doznał uszkodzenia kręgosłupa. Trafił do ośrodka w Borowej Wsi. Najpierw buntował się przeciwko katolickiemu charakterowi placówki. Później przyszło ukojenie. Sebastian przyjął sakramenty. Teraz nawet bolesne odleżyny nie stanowią już większych problemów. Nie zgasiły jego Bożej radości. – Historię Sebastiana opisujemy w najnowszym numerze „Apostolstwa Chorych“. Staramy się pokazywać takie przykłady, by nieść otuchę innym – mówi ks. Bartoszek. Duszpasterz podkreśla, że zgoda na cierpienie i ofiarowanie go w modlitwie często przychodzi łatwiej, gdy chory otoczony jest życzliwymi osobami. – Najbliżsi muszą pamiętać nie tylko o zapewnieniu odpowiedniego leczenia, ale także o tym, że warto „tracić z chorym czas”, czyli porozmawiać, towarzyszyć mu w codzienności – przekonuje. Potwierdza to Janek Barcik, wolontariusz Fundacji Polskich Kawalerów Maltańskich. – Opieka jest ważna, ale nic nie zastąpi rozmowy. Chory ma przecież swoje kłopoty, troski czy spostrzeżenia i – jak każdy – chce się nimi podzielić – przekonuje. Janek, obecnie student mechatroniki w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, do Fundacji Polskich Kawalerów Maltańskich trafił 5 lat temu. – Miałem kolegę – ratownika Maltańskiej Służby Medycznej, który strasznie mi imponował. Chciałem być jak on, ale okazało się, że jestem za młody, aby zostać ratownikiem. Zaproponowano mi wolontariat wśród niepełnosprawnych – wspomina. Dziś szczerze przyznaje, że obawiał się pierwszego kontaktu z podopiecznymi. – Nie wiedziałem, czy sobie poradzę, jak właściwie mam się zachować i co robić. Na szczęście nie zostałem rzucony na głęboką wodę, tylko powoli poznawałem swoje obowiązki – opowiada. Jako wolontariusz uczestniczy m.in. w wakacyjnych obozach organizowanych przez Zakon Maltański. Ze swoimi podopiecznymi, m.in. mieszkańcami ośrodka w Borowej Wsi, utrzymuje stały kontakt w ciągu roku. – Należy nieustannie przypominać o możliwości posługi osobom chorym – uważa ks. Bartoszek. – To może zacząć się np. w parafialnym czy szkolnym kole Caritas, czy podczas spełniania posługi nadzwyczajnego szafarza Komunii św. – podpiwiada. Jego zdaniem, Światowy Dzień Chorych to także dobra okazja to tego, by zachęcić do działań, które będą trwały cały rok. Ks. Bartoszek sam stara się podejmować szereg inicjatyw pomagających mu w dotarciu do jak najszerszej liczby osób, które mogą uczestniczyć w apostolstwie. Ostatnią z nich jest blog. Wpisy można znaleźć pod adresem: blog.wiara.pl/apchor. – To najmłodsza forma kontaktu, która jest ciągle jeszcze udoskonalana – mówi. Na blogu jest miejsce na świadectwa, przekazywanie informacji czy komentowanie bieżących wydarzeń.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół