• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Dobro z recyklingu

    Marta Sudnik-Paluch

    |

    Gość Katowicki 03/2013

    dodane 17.01.2013 00:00

    Córka, wnuki, szwagier i cała masa przedszkolaków – to rodzina Janiny prosto z Afryki.

    Zaczęło się od niewinnych robótek ręcznych. I Duszpasterstwa Osób Stanu Wolnego „Grupa 33”. Na tych spotkaniach poznały się Alicja Jesel, Janina Wilk i Maria Pilarz. – Od 10 lat wszystkie bierzemy udział w adopcji serca – wyjaśnia Janina. – Naszym marzeniem od zawsze było połączenie misji i zainteresowań rękodziełem. Tak powstała Wspólnota „Nazaret”.

    – Wybrałyśmy nazwę „Nazaret”, ponieważ mocno nam się kojarzy z rękodziełem. Mój tata, który był malarzem, często tworzył obrazy Świętej Rodziny w Nazarecie. Józefa przedstawiał zawsze podczas zajęć ciesielskich, Maryję przy warsztacie tkackim. Pomiędzy nimi Jezusa. Czy jest coś bardziej mówiącego o rękodziele? – pyta z uśmiechem Janina. – Poza tym „Nazaret” można traktować jako skrót od słów: „nauka, aktywność, zainteresowania artystyczne, rękodzieło, empatia, twórczość” – dodaje.

    Liście i resztki szkła

    Dwa razy w tygodniu w salkach przy parafii św. Barbary w Chorzowie grupa kilkunastu osób spotyka się, by porozmawiać, razem wykonać różne drobiazgi, ozdoby, a nawet ubrania i pomóc dzieciom na misjach. Większość wyrobów powstających podczas wspólnie spędzonego czasu jest prezentowana na rozmaitych kiermaszach. – Cały dochód przeznaczamy na misje. Opiekujemy się przedszkolem w Kamerunie oraz dziećmi w Rwandzie, w Burundi – wyjaśnia J. Wilk. – To bardzo motywuje do działania, kiedy dostaniemy list, w którym dzieci piszą, że dziękują za pomoc. Dzięki nam mogą się uczyć i nie są głodne – dodaje A. Jesel. W spotkaniach regu- larnie uczest- niczy około 10–15 osób. Wymieniają się pomysłami, uczą nowych technik. – Kiedy zaczynałyśmy, było nas tylko kilka. Informacja przekazywana pocztą pantoflową rozniosła się i teraz przyjeżdżają do nas osoby z Chorzowa-Batorego, Bytomia, Siemianowic Śląskich czy Katowic – wspomina Janina. Panie śmieją się, że uprawiają aktywny recykling, ponieważ większość ozdób, stroików czy biżuterii powstaje z rzeczy pozornie nieprzydatnych, np. liści, butelek, korków z szampana, sznurka czy makulatury, z której robi się gazetową wiklinę. – Wiele osób dzwoni do nas, oferując nam wełnę, która gdzieś tam zalega im w domu. Mamy też zaprzyjaźnioną pasmanterię. Pani Krysia, która tam pracuje, regularnie dostarcza nam motki z końcówek serii. No i zakład szklarski, który działa w pobliżu parafii. Właściciel przechowuje dla nas resztki, które nam specjalnie przycina – ujawnia źródła materiału Janina. – W ten sposób pokazujemy, że nie trzeba mieć dużo pieniędzy, by pomagać. Wystarczy trochę dobrych chęci – wyjaśniają panie z „Nazaretu”.

    Kanapka raz w tygodniu

    Na spotkaniach dzielą się pracą, by wspólnie stworzyć np. kukiełki. – Jedna robi korpusy, inna głowy, pozostałe fryzury i atrybuty. Podczas Euro miałyśmy drużyny z różnych krajów. Teraz została nam tylko Radwańska. Nawet aniołków nie ma, bo przed świętami wszystkie zostały sprzedane – uśmiecha się Janina. Panie powoli przygotowują się już do świąt wielkanocnych. – Staramy się tak przygotowywać naszą ofertę, by współgrała z czasem kościelnym. Jest coś na święta i na okres komunijny – wyjaśnia Alicja, która przygotowuje misterne pisanki wydmuszki. – Żeby je wykonać, potrzeba gęsiego jaja i wiertarki – wyjaśnia. Nie każda z pań potrafi robić na drutach. Niektóre przychodzą pomóc, odstresować się. – O 12 odmawiamy „Anioł Pański”. Pilnuje tego Anielka, która narzekała, że nie umie pięknie dziergać. Dlatego dostała zadanie pilnować godziny 12 i jest „Anielką od rzykania” – mówi Janina. Do „Nazaretu” często zgłaszają się grupy zainteresowane warsztatami misyjnymi. – Przedszkolaki czy uczniowie szkół dowiadują się od nas nie tylko, jak wyplatać kosz z gazetowej wikliny, ale także jak wygląda życie podopiecznych misji – mówi Janina. Panie zdają sobie sprawę, że wielu mogłoby im zarzucić, iż tu, w Polsce, również jest wiele dzieci, które potrzebują pomocy. – Nie zapominamy o nich. Organizujemy dla nich spotkania. Tu w okolicy mieszka sporo rodzin z problemami. Te dzieci uczą się u nas innego spojrzenia na świat – wyjaśniają. Na uczestnikach spotkania duże wrażenie robi informacja, że przedszkolaki z Kamerunu są we wspaniałej sytuacji, bo od sióstr dostają... kubek mleka co drugi dzień i kanapkę raz w tygodniu. To wszystko dzięki pomocy z Polski. – Kiedy siostry przyjeżdżają do kraju na urlop, śmiejemy się, że mamy „wywiadówkę”. Zawsze organizujemy spotkanie, podczas którego przekazują nam najnowsze informacje o podopiecznych – mówi Maria. Oprócz tego w „Nazarecie” organizowane są spotkania z ciekawymi ludźmi, m.in. podróżnikami. – Był na przykład pan, który opowiadał o Australii i zajmował się tworzeniem aniołów z gliny – wspominają.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół