• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Werbista z królestwa Ouatsi

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 03/2013

    dodane 17.01.2013 00:00

    Wsparcie z Afryki. Jego pradziadek był królem szczepu w Togo. A on sam, czarnoskóry Eric Kossi Hounake, jest dziś wikarym w Rybniku.

    Jest wysoki. Można go spotkać w parafii Królowej Apostołów w centrum miasta. Często siedzi tam w konfesjonale. – Czy wystarczająco dobrze mówi po polsku, żeby spowiadać? – rozpytywaliśmy, zanim poznaliśmy ojca Erica osobiście. To pytanie jest zasadne, bo żona wyżej podpisanego przed kilkunastu laty, po dokładnym wyznaniu grzechów, usłyszała dobiegający zza kratek konfesjonału w Rybniku głos: „A ci ti mozieś powtózić, bo ja nić nie źloziumiałem?”. Okazało się, że trafiła do przybyłego krótko wcześniej księdza z Indonezji.

    Lepiej niż my, Ślązaki

    Przy spowiedzi u ojca Erica niech nikt jednak nie liczy, że nie zostanie zrozumiany. – On mówi po polsku lepiej niż my, Ślązaki! – woła ojciec Konrad Duk, proboszcz z Królowej Apostołów. Rzeczywiście, w ciągu 5 lat o. Eric nauczył się polskiego nadzwyczaj dobrze. Większe problemy mieli jego koledzy Azjaci, także klerycy ze Zgromadzenia Misjonarzy Słowa Bożego (werbistów). Uczyli się razem polskiego w Poznaniu i w seminarium w Pieniężnie. Kleryk z Wietnamu chciał tam raz powiedzieć dzieciom, że Jezus nas zbawił, a wyszło mu: „Pan Bóg nas bawił”. Ponieważ dzieci się śmiały, poprawił się na: „Pan Bóg nas zabił!”. – Ten współbrat Wietnamczyk sam nam to opowiedział. Oni mają więcej trudności w nauce języka niż my, Afrykańczycy, ale za to potrafią o tym sami opowiadać z wielkim poczuciem humoru – mówi o. Eric. Święcenia kapłańskie przyjął we wrześniu zeszłego roku w Togo. Teraz ma 31 lat. Jednak postanowił, że zostanie księdzem już w wieku... 5 lat. – To dlatego, że byłem wtedy na jubileuszu wujka, który był biskupem, i bardzo mi się podobało – śmieje się. W Afryce takie jubileusze są okazją do radosnego spotkania całego szczepu, czyli ludzi z miasteczka i okolicznych wiosek. A z rodziny Erica wyszło aż 6 księży, w tym dwóch biskupów – jeden ze strony taty (jego brat) i jeden ze strony mamy (jej śp. wujek).

    Tylko organista śpiewa

    Lata mijały, a dziecięca motywacja Erica związana z kapłaństwem stawała się stopniowo coraz dojrzalsza. Został ministrantem, potem działał w grupie młodzieżowej. Założył nawet młodzieżowy chórek. – U nas, w Togo, w każdej parafii jest mnóstwo wspólnot młodzieżowych, chórów, grup modlitewnych i każdy katolik do jakiejś należy. Księża nie chodzą na kolędę, tylko odwiedzają te grupy, a i tak w ciągu roku trudno odwiedzić je wszystkie – mówi Eric. – Liturgia jest bardzo żywa, ze śpiewami i tańcami. Tego mi najbardziej brakowało po przyjeździe do Polski. Zwłaszcza na północy, bo tam tylko organista w kościele śpiewa. Mówisz: „Pan z wami!”, a ludzie tylko na ciebie patrzą. Ksiądz musi sobie sam odpowiadać. Dlatego na początku nie było mi łatwo zrozumieć waszą kulturę, zrozumieć ludzi. Ale w końcu zacząłem odkrywać też piękno liturgii polskiej. Choćby nabożeństwo Gorzkich Żali, którego nie ma w żadnym innym kraju na świecie – mówi. Dekret na wikarego w Rybniku otrzymał w listopadzie 2012 roku. – Tu, na Śląsku, bardzo mi się podoba, że wszyscy w kościele śpiewacie, wszyscy się włączacie w liturgię. Dzieci chętnie przychodzą zawołane do ołtarza, odważnie odpowiadają – mówi. – Ale też w Boże Narodzenie tu, w Rybniku, poprosiłem, żebyśmy przy „Ojcze nasz” trzymali się za ręce, bo przecież jesteśmy jedną rodziną. No i dzieci wzięły się przy tej modlitwie za ręce, ale widziałem, że dorośli tak nie za bardzo... – wspomina z uśmiechem.

    Mój wujek król

    Ojciec Eric przed laty też wielu rzeczy się bał. Im bardziej jednak angażował się w życie Kościoła, tym był odważniejszy. Przełamał strach jako ministrant, lektor, jako uczestnik i wreszcie lider grup młodzieżowych. – Z kolegami i koleżankami miałem dobry kontakt. I oni wszyscy przyszli 8 września zeszłego roku na moje święcenia. Byłem zdziwiony, że przyjechali wszyscy moi kuzyni ze Stanów i Belgii. A na prymicje przyszli ludzie z całego naszego 5-tysięcznego miasteczka Afanyan-Gbletta i z okolicznych wiosek. To było bardzo piękne, to jest nasza wspólnota – mówi.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół