• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • List na kawałku kartonu

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 01/2013

    dodane 03.01.2013 00:00

    Tragedia śląska. Sowieci kazali Agnieszce iść sprzątać Gliwice. Wyszła bez bagaży. Zawieźli ją aż nad chińską granicę. Podzieliła los kilkudziesięciu tysięcy Ślązaków wywiezionych na początku 1945 roku przez Rosjan. 6 stycznia zostaną upamiętnieni.

    Agnieszka Kazior miała szczęście – wróciła ze Wschodu. Większość wywiezionych Ślązaków powrotu nie doczekała. Ilu ich było? Tylko Pan Bóg wie. Polskie władze, które już w 1945 roku prosiły „radzieckich przyjaciół”, żeby odesłali wywiezionych Ślązaków do domu, doliczyły się 10 tys. nazwisk. Tę listę przekazały do Moskwy. Do początku 1949 r. Rosjanie pozwolili wrócić tylko 1645 Ślązakom spośród tych 10 tysięcy. Razem z nimi wypuścili jednak 4 tysiące innych wywiezionych Ślązaków, których nie było... na żadnej liście!

    Krzyża im nie postawili

    Według historyków, wywiezionych Ślązaków było od 30 do 90 tysięcy. 6 stycznia zostaną upamiętnieni w katowickiej katedrze Chrystusa Króla. Trafi tam tablica z napisem: „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną (Psalm 23,4). Pamięci wielu tysięcy mieszkańców Górnego Śląska, internowanych i wywiezionych w 1945 roku przez sowieckie władze komunistyczne do katorżniczej pracy na terenie Związku Sowieckiego, gdzie wielu z nich straciło życie”. – Miejsca ich pochówku nie są znane, a na ich mogiłach nikt krzyża nie postawił. Ma je niejako po latach zastąpić tablica pamiątkowa – mówił w grudniu abp Wiktor Skworc, dziękując za wsparcie wojewodzie, Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Stowarzyszeniu Ofiar Tragedii Śląskiej. – Stronie kościelnej dziękować nie trzeba, bo to przecież przede wszystkim wspólnota Kościoła jest depozytariuszem pamięci Śląska i Ślązaków. Jest to pamięć żywa, jak żywa jest nasza wiara w życie wieczne i w zmartwychwstanie; jak żywa jest modlitwa Kościoła – dodał.

    Różaniec w kieszeni

    Agnieszka Kazior od 88 lat mieszka w Gliwicach-Wójtowej Wsi. Z 10-miesięczną przerwą na przymusową wycieczkę pod Karagandę w Kazachstanie... Miała 20 lat, kiedy do jej domu przyszedł sowiecki żołnierz. Kazał jej iść do pracy przy sprzątaniu Gliwic. Agnieszka nic więc nie spakowała, włożyła tylko płaszcz. W jego kieszeni miała różaniec, który okazał się w nadchodzącym roku bardzo dla niej ważny. Zamiast do sprzątania trafiła bowiem do pociągu jadącego przez sześć tygodni na Wschód. Sowieckiego żołnierza do Agnieszki przyprowadził jej sąsiad. Wskazał też dom jej przyjaciółki Marysi, z którą kiedyś chodził. – Marysia go zostawiła, bo zauważyła, że był niegrzeczny dla swoich rodziców. Potem poznała kogoś innego. Marysia mieszkała naprzeciw mnie. Była taka fajna! W Kazachstanie zachorowała na dur brzuszny i umarła – wspomina pani Agnieszka. A co z sąsiadem? – Spotkałam go po powrocie. Nie było widać, żeby się przejął. Był Niemcem, wyjechał do RFN – mówi.

    Ciał nie wiym wiela

    Tymczasem pociąg ze Ślązaczkami sunął na Wschód w korytarzu między ogromnymi zaspami. Na szczęście Agnieszka tuż przed wyjazdem cudem znalazła koc; może ktoś celowo podrzucił go w miejsce, z którego internowani pod strażą nabierali węgiel do wiader. Leżała na tym kocu w pociągu z trzema koleżankami. – Pamiętam ojca z 17-letnią córką, Niemką z Wrocławia. I ta córka mu w pociągu zmarła. Tako szwarno dziołcha... Tęskniła za mamą, opowiadała nam o niej. Wynieśli jej ciało pod górkę i tam zostawili – wspomina. W Kazachstanie na szczęście już zaczynała się wiosna. W obozie Agnieszka spotkała ludzi z Rybnika, spod Opola, z Gliwic. Miała szczęście – trafiła do pracy w piekarni. „Muszymy chlyb szykować do naszych chopów!” – powiedziała Marysi, która jeszcze wtedy żyła.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół