• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Matusiewicz będzie naprawiał sytuację na kolei

    PAP

    dodane 14.12.2012 19:47

    Dotychczasowy marszałek woj. śląskiego Adam Matusiewicz (PO) jeszcze przez miesiąc ma naprawiać sytuację na kolei. W poniedziałek radni PO mają głosować za przyjęciem jego rezygnacji, a zarazem powierzeniem obowiązków do czasu wyboru – zapewne w styczniu – nowego zarządu.

    W tej sprawie w piątek po południu w Katowicach obradował 21-osobowy zarząd regionalny PO. Najbliższa sesja sejmiku woj. śląskiego, podczas której radni – zgodnie z prawem – będą rozpatrywać ogłoszoną w czwartek rezygnację Matusiewicza, zaplanowana jest na poniedziałek.

    Dymisja marszałka oznacza odwołanie całego zarządu województwa (tworzonego dziś przez przedstawicieli PO, PSL i Ruchu Autonomii Śląska). Przepisy pozwalają, by ustępujący zarząd pracował jeszcze przez maksymalnie trzy miesiące, jednak – jak przekazał po obradach zarządu szef śląskiej Platformy Tomasz Tomczykiewicz – nowy zarząd województwa ma zostać powołany w styczniu.

    – Taka decyzja jest podyktowana tym, aby zgodnie z obietnicami marszałka Matusiewicza mógł on dokończyć i sprostać zadaniu, które wymknęło się spod kontroli – zagwarantować to, aby wszystkie umowy, które zapewnią funkcjonowanie transportu kolejowego na Śląsku, zostały zrealizowane – wskazał Tomczykiewicz.

    "Pan marszałek zobowiązał się, że chce tę trudną sytuację na kolei osobiście naprawić i wydaje się, że (...) ze względu na to, że obecny zarząd ma największą wiedzę na ten temat, jest jedynym, który jest w stanie zapanować nad sytuacją w najbliższych tygodniach" - dodał szef śląskich struktur Platformy.

    Sam Matusiewicz wyjaśnił, że zdecydowano o wyborze nowego marszałka za miesiąc, aby to on osobiście zajął się "ostatecznym wyczyszczeniem spraw związanych z funkcjonowaniem kolei". "Zanim ktoś nowy wdrożyłby się w to wszystko, być może zabrałoby to trochę czasu" - mówił. Zapewnił, że nie zabraknie mu motywacji, by pracować na rzecz uzdrowienia sytuacji.

    Konieczność wyboru nowego zarządu powstała po czwartkowej rezygnacji Matusiewicza, który podał się do dymisji w związku z chaosem, jaki powstał na śląskiej kolei po przejęciu całości przewozów w regionie przez samorządową spółkę. Nieoficjalnie politycy PO potwierdzili, że Matusiewicz złożył rezygnację po "długiej i trudnej" rozmowie z Tomczykiewiczem, a ten konsultował sprawę z władzami partii.

    W czwartek i piątek śląska prasa spekulowała o potencjalnych kandydatach na stanowisko marszałka, wymieniając m.in. wiceministra rozwoju regionalnego i senatora Adama Zdziebłę, wiceprezydenta Sosnowca Arkadiusza Chęcińskiego czy szefa Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów Jarosława Kanię. Po południu pojawiła się informacja, że dwaj potencjalni kandydaci na to stanowisko odmówili.

    Tomczykiewicz pytany o tę sprawę w piątek, nie odpowiedział. Zaznaczył, że piątkowa dyskusja zarządu śląskiej PO dotyczyła przywrócenia ładu na kolei i rekomendowania klubowi partii w sejmiku przyjęcia rezygnacji Matusiewicza. "Teraz trzeba skupić się na wytężonej pracy i o tym zarząd musi myśleć. My oczywiście będziemy przygotowani we właściwym momencie" - zapowiedział szef śląskiej Platformy.

    Wcześniej nieoficjalnie przedstawiciele władz śląskiej PO, z którymi rozmawiała PAP, sugerowali też, że wyborowi nowego marszałka może towarzyszyć zmiana obecnej koalicji PO-PSL-RAŚ. Chodziłoby o zakończenie współpracy PO i PSL z Ruchem Autonomii Śląska, do której sceptycznie odnosiła się m.in. centrala partii. PO ma w sejmiku 22 mandaty, RAŚ 4, PSL 2. SLD ma 10 radnych, PiS 9 (jeden z tych mandatów jest obecnie wygaszony), a Solidarna Polska 1. Wieczorem Tomczykiewicz nie odniósł się do pytań o tę sprawę.

    W związku z zamieszaniem w przewozach kolejowych w regionie do tej pory Matusiewicz przyjął m.in. dymisję prezesa Kolei Śląskich Marka Woracha i zdymisjonował jego zastępcę Artura Nastałę. Pierwszy zataił przed marszałkiem sprawę karną, drugi zatarty wyrok sądowy z przeszłości. Nowym szefem samorządowej spółki został jej dotychczasowy prokurent Michał Borowski.

     

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • Gość
      08.06.2017 00:44
      w Polsce zdeklarowany mason Kazimierz Morawski tworzył fundacje "chrześcijańskie" szkolił polski kler z ekumenizmu i był doradcą prezydenta ds. mniejszości co tam homoseksualista w takim zestaweniu
    • Gość
      08.06.2017 07:27
      Czekamy na prezydenta Biedronia??
    • margeritta
      08.06.2017 10:12
      Jasne, w tym wzorcowo katolickim kraju przez dziesięciolecia w zakładach pracy prowadzonych przez siostry zakonne przetrzymywano (bezterminowo) młode dziewczęta za występki niegodne katoliczek, np. urodzenie nieślubnego dziecka. Oczywiście, dzieci oddanych do adopcji nie miały szans widywać. Miały za to pełne prawo do niewolniczej pracy, a często jedyną drogą wyzwolenia była deklaracja wstąpienia do zakonu. Film "Siostry Magdalenki" jest od początku do końca prawdziwy, a ostatnią taką pralnię zamknięto w 1996 r. Ale nie zapomniano też o pełnoletnich matkach, które z nie miały gdzie się podziać z bękartem (cóż to za wstyd dla rodziny!). Przebywały w zakonnych domach dla samotnych matek, które właściwie były obozami pracy. I często mieściły się w tym samym budynku, co zakonne poprawczaki dla nieletnich. Cóż, zielona wyspa nie była rajem dla wszystkich.
    • MacBlacker
      12.06.2017 12:23
      ChaDecja to To OKSYMORON!!! Nie dajmy się im oszukiwać!
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół