• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Betlejem na rondzie

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 50/2012

    dodane 13.12.2012 00:00

    Rybnik. Grupa mieszkańców miała dość świątecznej politycznej poprawności, np. zalewu kartek ze śnieżkiem i choinką, ale bez Dzieciątka. Stawiają więc szopkę na rondzie w centrum dzielnicy. Z Jezusem.

    Zmobilizował ich... Francuz Laurent Nal, który mieszka w Rybniku-Kamieniu. – Pytał, dlaczego w Polsce, katolickim kraju, nie stawia się szopek w miejscach publicznych. W jego rodzinnej południowej Francji takich stajenek jest dużo – mówi Roman Mandera, jeden z mieszkańców Kamienia, który angażuje się w przygotowanie szopki na rondzie. W tym roku postawią tam stajenkę po raz piąty.

    Siano do zachcynio

    Co roku ta szopka jest bardziej urozmaicona. Roman Mandera, pracownik kolei, z synem Dawidem, górnikiem i studentem, przygotowali jej konstrukcję. Jego szwagier oheblował deski. Wycięte z blachy figurki przyniósł Franek Mitrenga, prokurator, z racji słusznego wzrostu zwany przez przyjaciół z Kamienia „Wysoka Izba”. R. Mandera zaproponował, żeby te figurki pomalować z obu stron. Wykonała to Asia Kucharczak, plastyk. – Rondo to jest odpowiednie miejsce na stajenkę, bo tam się wszystko kręci wokół Pana Jezusa – skomentowała. Osób zaangażowanych w to jest więcej, np. ktoś co roku daje snopek siana do dekoracji. – To siano niesamowicie pachnące, ostatnio było z tatarakiem. Franek, mąż Asi Kucharczak, skomentował, że ono jest „aż do zachcynio” – śmieje się Roman Mandera. Także Urząd Miasta okazał się przychylny pomysłowi mieszkańców i dał im pozwolenie na udekorowanie ronda. Dlaczego tej grupie ludzi chce się poświęcać swój wolny czas na budowę stajenki? Przede wszystkim dlatego, żeby zamanifestować, co naprawdę świętują 25 i 26 grudnia. Telewizje i radia już od listopada trąbią o świętach, unikając jednak przy tym starannie słowa „Bóg”. Są kraje, gdzie zamiast „Boże Narodzenie” lansuje się nazwę „święta zimowe”. A i w Polsce państwowe instytucje, firmy i zwykli ludzie coraz częściej rozsyłają życzenia „z okazji świąt”, bez doprecyzowania jakich. Na kartkach bra- kuje Dzieciątka, Maryi i Józefa, bo polityczna poprawność dopuszcza tylko choinki, śnieżek i ewentualnie krasnala udającego Świętego Mikołaja. Być może jednak większość ludzi wysyłających takie kartki po prostu uległo modzie, bo się nad sprawą głębiej nie zastanowiło. Tradycyjna stajenka z Jezusem w miejscu publicznym ma im o tym przypomnieć.

    Baranki jak dzieci

    Oprócz sąsiada Francuza, mieszkańców Kamienia zainspirował też Marek Szołtysek, autor książek o Śląsku i historyk, który już 20 lat temu zaczął budować stajenki w swoim ogrodzie w Rybniku. Ostatnio znajoma z Kamienia namalowała mu nowe figurki. – Mam sześcioro dzieci, które w naszej „betlyjce” występują jako baranki. Każdy ma jakiś atrybut: syn Marcin, który robi filmy, jest barankiem z aparatem, najmłodsza 3-letnia Ania, która nosi torebki i je zbiera, to baranek z torebką, pozostali mają instrumenty, na których grają – wyjaśnia Marek Szołtysek. A św. Józef i Matka Boża mają śląskie stroje, jak on sam z żoną. Szołtyskowie zapalili się do robienia stajenek w 1986 r., w czasie wyjazdu z chórem akademickim KUL do Rzymu. Wtedy nie byli jeszcze małżeństwem. Śpiewali na Pasterce w Watykanie, Małgorzata w sopranach, Marek w basach. – Stajenki były wtedy we Włoszech wszędzie – na ulicach, na rondach. I to takie z Dzieciątkiem, Maryją i Józefem – wspomina Małgorzata Szołtysek.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół