• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • „Młotkuje” 85 lat

    Marta Sudnik-Paluch

    |

    Gość Katowicki 50/2012

    dodane 13.12.2012 00:00

    Jubileusz radia. Nie każde radio może się poszczycić pomocą zagubionemu sterowcowi.

    Każdy mieszkaniec regionu zna charakterystyczny dźwięk, zwany popularnie „młotkowaniem”. Radio Katowice świętuje swoje 85-lecie. Powstało na fali tworzenia radiofonii publicznej w Polsce. Oficjalnie działalność rozpoczęło 4 grudnia 1927 roku, będąc czwartą z kolei i jednocześnie najsilniejszą radiostacją. Było efektem umowy podpisanej pomiędzy Skarbem Śląskim a Spółką Akcyjną Polskie Radio. W zamian za niebagatelną kwotę pożyczki – 600 tys. zł – spółka zobowiązała się zbudować silną radiostację w Katowicach.

    Pierwszym dyrektorem został prof. Stefan Tymieniecki, a kierownikiem technicznym – inż. Cyryl Litwiński. Sygnałem rozpoznawczym stacji stał się charakterystyczny dźwięk uderzenia młotka górniczego o hutnicze kowadło. Miał być to ukłon w stronę ciężko pracującego ludu Górnego Śląska. Nie wiadomo, kto był autorem pomysłu. Ciekawostką jest, że początkowo sygnał wystukiwał na żywo woźny rozgłośni Wacław Siemirski. Z czasem, kiedy zapadła decyzja, że sygnał będzie nadawany nie tylko przed rozpoczęciem programu, ale także pomiędzy audycjami, radiowi technicy skonstruowali odpowiednie urządzenie.

    Nawigowanie „Italii”

    Audycje Polskiego Radia nadawane z Katowic od początku znalazły się w osi konfliktu polsko-niemieckiego na tych ziemiach. Początkowo prym w okolicy wiodła radiostacja gliwicka, co dobrze odzwierciedlają wzmianki w ówczesnej prasie: „Gliwice z iście niemiecką systematycznością opiekują się robotnikiem śląskim. Zwłaszcza w dni świąteczne, w niedziele stacja ta stara się przykuwać uwagę ludu, karmiąc go odpowiednio dobranym materiałem”. Niezrażona tymi doniesieniami ekipa Polskiego Radia formowała swój program, odnosząc sukcesy tak znaczne, że zmusiły one Berlin do interwencji i rozbudowy stacji w Gliwicach. Później jeszcze nieraz dochodziło do wojen w eterze, czego najbardziej znanym przykładem był konflikt pomiędzy katowickim „Karlikiem” i „Teofilkiem” z Breslau. Pierwszym programem, jaki nadała radiostacja, była transmisja Mszy św. w ówczesnej katedrze, czyli obecnym kościele pw. śś. Apostołów Piotra i Pawła. Po jej zakończeniu bp Arkadiusz Lisiecki zaprosił wszystkich do zwiedzenia studia, które wówczas mieściło się u zbiegu ulic Warszawskiej i Mielęckiego. W historii katowickiej rozgłośni zapisało się wiele momentów niezwykłych. Jak choćby historia sterowca „Italia”, który leciał na biegun północny. Jego lot śledził za pośrednictwem stacji radiowych cały świat. Na skutek niesprzyjających warunków atmosferycznych, jakie panowały nad Alpami, załoga straciła orientację i zboczyła z zaplanowanego kursu. Krążyła w okolicy i udało jej się nawiązać kontakt z radiostacją w Katowicach, która pomogła określić położenie i wyznaczyć nowy kurs.

    Skarbonka z żeleźnioka

    Jednak najlepiej o sile oddziaływania świadczy akcja, którą przeprowadził Stanisław Ligoń. W swojej audycji „Przy żeleźnioku” zachęcał słuchaczy do włączenia się do zbiórki na Fundusz Obrony Narodowej. Mimo początkowych obaw samego Ligonia, czy pomysł nie okaże się wielką kompromitacją, odzew słuchaczy przerósł oczekiwania największych optymistów. „Chociaż »Teofilek« z hitlerowskiej wówczas rozgłośni we Wrocławiu ujadał bez przerwy i twierdził, że Ślązacy, którzy przecież czują się Niemcami, ani grosza nie dadzą dla armii polskiej, to wezwanie »Karlika« rozpętało prawdziwą burzę” – wspomina Edmund Odorkiewicz w książce „Mówi Radio Katowice”. „Jeszcze tego samego wieczoru spikerka podniosła alarm i wezwała nas do rozgłośni, bo zwalił się taki tłum ludzi, że policja przyszła regulować ruch. (…) Z którejś kopalni – zdaje się z kopalni »Wujek« – zjawiła się delegacja, która przyniosła »żeleźniok«, tj. żelazny piecyk... cały naładowany pieniędzmi – bilonem i banknotami”. Takich małych wielkich śląskich gestów nie brakowało. Wystarczy wspomnieć Mieczysława Koftę, dyrektora rozgłośni w latach 50. ub. wieku. Został zwolniony ze stanowiska m.in. za to, że pozwolił spikerom mówić: „Tu śląska rozgłośnia Polskiego Radia” w okresie, gdy Katowice nosiły nazwę Stalinogród.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół