• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Siła słabych papierów

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 49/2012

    dodane 06.12.2012 00:00

    80-lecie archiwum. Aż 20 km akt spoczywa w dawnym garażu dla czołgów na Józefowcu. Gdyby je ułożyć grzbietami, jak książki na półce, sięgnęłyby z Katowic do Zabrza.

    Archiwum Państwowe w Katowicach, które właśnie obchodzi swoje 80-lecie, te 20 km archiwaliów nie tylko przechowuje, ale też – ścigając się z czasem – walczy o to, żeby się nie rozleciały. Wbrew pozorom, najczęściej to grozi wcale nie tym najstarszym dokumentom, spisanym na pergaminach z delikatnych skór cielęcych, ani tym nieco późniejszym, wydrukowanym na papierze czerpanym.

    Rozpadać zaczyna się papier, który był masowo produkowany w XIX i XX wieku. Archiwiści nazywają go kwaśnym papierem. W przeddzień hucznego świętowania 80-lecia katowickiego Archiwum Państwowego przyjrzeliśmy się, jak ratowane są w nim dokumenty.

    Akta zamurowane

    Dzieje się to w Katowicach-Józefowcu, na terenie dawnej jednostki wojskowej, gdzie 20 lat temu przeniosło się Archiwum Państwowe. Przedtem, od 1932 roku, mieściło się w Urzędzie Wojewódzkim. Z początku, w czasach przedwojennej autonomii, nosiło nazwę „Archiwum Akt Dawnych Województwa Śląskiego”. Wojna nieco uszczupliła jego zasoby – część dokumentów Niemcy wywieźli przed nadejściem Armii Czerwonej, głównie do kopalni soli w Grasleben koło Magdeburga. Część tych akt dotąd nie wróciła do Katowic. Mimo to, jest tu sporo skarbów. Najstarszy dokument pochodzi z 1287 roku (został wydany w Rybniku przez księcia Mieszka i dotyczy Mikołowa). – W zbiorach innych instytucji, np. muzeów, nie ma takiej ciągłości, jak w naszych. Przechowujemy np. akta miasta Gliwice od XIII wieku do współczesności – mówi dr Piotr Greiner, dyrektor Archiwum Państwowego w Katowicach. – Z naszego archiwum może skorzystać każdy obywatel – dodaje wicedyrektor Sławomira Krupa. – Wyjątkowość archiwum w Katowicach w skali kraju polega na tym, że są to akta w językach polskim, niemieckim, rosyjskim, czeskim, po łacinie... Czasami się zdarza, że w naszej czytelni ktoś pyta ze zdziwieniem: „A to nie jest wszystko przetłumaczone?” – śmieje się. Ten zbiór bardzo szybko rośnie. Ostatnio o około pół kilometra rocznie. Akta przekazują tutaj obowiązkowo urzędy państwowe i samorządowe. Czasem coś się odnajdzie w spektakularny sposób, jak parę lat temu w sądzie w Gliwicach. Robotnicy za bardzo się tam rozpędzili w czasie remontu i uderzyli w ścianę, wybijając w niej dziurę. Za nią zobaczyli pomieszczenie z zamurowanymi dokumentami. Sąd powiadomił archiwistów. – Byłam najmniejsza, więc to ja wcisnęłam się do środka – wspomina Sławomira Krupa, dziś wicedyrektor. Zobaczyła tam ok. 300 m akt gruntowych z lat 50. XX wieku. Przejęło je archiwum. Dlaczego zostały zamurowane? Być może nie ma w tym żadnej tajemnicy, a sąd przed 60 laty po prostu nie bardzo wiedział, co z tymi dokumentami zrobić.

    Precz z koszulkami z folii

    Dzięki temu, że Polacy coraz bardziej interesują się genealogią, goście najczęściej zaglądają w czytelni do starych akt z urzędów stanu cywilnego. Każdy może też wysłać do archiwum zapytanie o jego zasób. Są w nim też filmy, nagrania dźwiękowe, fotografie. Dyrektor Greiner pracuje w tym archiwum od początku lat 80. ub. wieku. Mieściło się wtedy w Urzędzie Wojewódzkim. – Ale wtedy to był trochę inny świat. Leżały sobie stare papiery i od czasu do czasu ktoś przyszedł, ku wielkiemu zdziwieniu archiwisty... Teraz do archiwum wkroczyły komputery. Część akt stanu cywilnego już jest dostępna w internecie, a za 2–3 lata będą dostępne wszystkie – zapowiada. Pracownicy oprowadzili nas po archiwum. Byliśmy nie tylko w ogromnym magazynie, ale też w jednej z sześciu w kraju pracowni masowego odkwaszania papieru.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół