• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Obrona Misia

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 47/2012

    dodane 22.11.2012 00:00

    Historia. „Zaś wojna sie zaczła, bo tela aut jechało! Dzwony bijom! I ludzie lecom ku kościele z widłami i łomami!” – myślał 10-letni Józik Pawełek, biegnąc z dorosłymi. Mija 60 lat od obrony przed ubekami ks. Pawła Misia w Czernicy pod Rybnikiem.

    To było niezwykłe wydarzenie. W listopadzie 1952 r., w czarnym okresie stalinowskim, katolicy z parafii pod Rybnikiem odważyli się wystąpić przeciw Urzędowi Bezpieczeństwa. Zaalarmowani biciem w dzwony przez dzielną parafiankę Martę Bezuch, zbiegli się tłumnie z należących do parafii wsi Czernica i Łuków. Zaskoczeni funkcjonariusze, którzy przybyli aresztować ich proboszcza, wycofali się. Na trzy dni.

    Choby miś po drabinie

    Zaczęło się od tego, że ks. Paweł Miś zebrał wśród parafian w Czernicy podpisy pod petycją w sprawie przywrócenia nauczania religii w szkołach. Była to akcja prowadzona 1 i 2 listopada 1952 r. w całej diecezji katowickiej na polecenie bp. Stanisława Adamskiego. Komunistyczne władze wpadły jednak z jej powodu we wściekłość i wysiedliły biskupów śląskich. Kiedy przebywającemu w Kokoszycach biskupowi Adamskiemu oficer odczytywał nakaz opuszczenia diecezji, biskup przerwał mu: „Ja to już raz słyszałem”, po czym dodał: „Te same słowa padły w 1941 roku z ust gestapowców, którzy mnie wysiedlili wtedy z Katowic”. Inni śląscy księża, których władza uznała za niepokornych, mieli być aresztowani. Między innymi ks. Paweł Miś z Czernicy, który – jak twierdzą tutejsi – odmówił władzom przekazania listy z podpisami parafian. Ksiądz Miś pochodził z Bierunia. Miał ciekawe wojenne losy: wcielony do Wehrmachtu jako kapelan wojskowy, zdezerterował w czasie transportu na Kretę i ukrywał się w Grecji. Później dostał się do armii Andersa. Do Polski wrócił w 1947 roku. W 1950 r. trafił do Czernicy, gdzie trwała budowa kościoła. Ledwie przyjechał, porozmawiał z parafianami, którzy pracowali na budowie. Jedna z dziewczyn – Anna Taszka – nieświadoma, jakie nazwisko nosi nowy ksiądz, rzuciła: „Teroz póda choby miś po tyj drabinie”. – No i prziszła niedziela, a ksiądz sie w kościele przedstawio, że nazywo sie Paweł Miś... Koleżanka poszła go przeprosić, ale ks. Miś tyż sie z tego rozśmioł. Był z tego dlo wszystkich wielki śmiych – wspomina 85-letnia dziś Regina Bobrzyk. Ksiądz Miś był genialnym organizatorem, więc budowa kościoła ruszyła z kopyta. Pracował fizycznie razem z parafianami. – Był wesoły na budowie, ale surowy dla nas, dzieci, na lekcji religii – wspomina 70-letni dziś Józef Pawełek. – Miał taką modę, że ciągnął za uszy. Jak wracałeś z lekcji religii z czerwonymi uszami, to był znak: „A, zaś żeś coś nie wiedzioł”. Mimo to dzieci swojego księdza lubiły. – Mielimy uciecha, że my mogli pomóc przy budowie. Zwłaszcza zamiast siedzieć na lekcji religii – śmieje się Józef Pawełek.

    Odwaga Fridy i Marty

    Ubecy, którzy 4 listopada zajechali samochodami pod probostwo, trafili na gospodynię, panią Fridę rodem z Rydułtów-Radoszów. Odpowiedziała, że proboszcza nie ma. I nie dość, że odmówiła otwarcia drzwi, to wyzwała ubowców od gestapowców. Zapłaciła za to później 10 miesiącami spędzonymi w więzieniu. Następne wydarzenia potoczyły się szybko. Frida zaalarmowała Martę Bezuch, u której na prywatnej posesji stała tymczasowa dzwonnica. Marta chwyciła za sznury i rozkołysała dzwony. Na ten sygnał parafianie jakby czekali. Nagle ze wszystkich stron zaczęli zbiegać się ludzie. Niektórzy ze starszych byli uzbrojeni w widły i łomy. Widzieli zresztą wcześniej podążające w stronę kościoła czarne samochody, więc już od paru minut przeczuwali, co się święci. Wtedy przejazd nawet pojedynczego samochodu budził jeszcze na wsi wielką ciekawość. – Wiadomość, że aresztują księdza, rozniosła się błyskawicznie. Bardzo szybko pojawili się nawet ludzie z drugiej wsi, z Łukowa – relacjonuje J. Pawełek. Dzwony biły długo, bardzo długo. Jeden z głównych obrońców księdza Misia, ówczesny kościelny Alfons Koszorz, powiedział przed swoją śmiercią Józefowi Pawełkowi: „Do dzisiaj pamiętam bicie tych dzwonów”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół