• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Labirynty bez krwi

    dodane 08.11.2012 00:00

    – Dzieci nie trzeba namawiać. Faceci są ciekawi, chcą spróbować czegoś nowego. Kobiety zawsze są na początku sceptyczne, ale to one potem pierwsze krzyczą: „Gramy rewanż!” – opowiada właściciel „Laserhouse’u” w Katowicach.


    Laserowe Centrum Rozrywki „Laserhouse” to miejsce, w którym od pierwszego pobytu zakochują się miłośnicy gier komputerowych, ale nie tylko. – Rzeczywiście, pomysł otwarcia takiego ośrodka wziął się z naszego zainteresowania grami wirtualnymi – mówi Leszek Grabka, jeden ze współwłaścicieli centrum. – Ale tak naprawdę pochodzi ze Stanów Zjednoczonych.

    Na sprzęcie tego typu ćwiczyły amerykańskie służby specjalne, dopiero potem został zaadaptowany do rozrywki. W czasie podróży do któregoś z krajów europejskich trafiliśmy z Rafałem Dittrichem do jednego z takich laserowych centrów. Od razu wiedzieliśmy: „To jest to!”.
Pierwsze centrum „Laser-
house” otwarli pod koniec 2009 roku w Sosnowcu. Następne powstało rok później w Katowicach. – Byliśmy prekursorami tego typu gier na Śląsku i w Zagłębiu – zaznacza L. Grabka. – Sami wiemy, jak wirtualne gry potrafią wciągać. Chcieliśmy więc dzieci (także swoje) odciągnąć od komputerów i stworzyliśmy im taki sam świat w realu. Przeżycia są większe, dzieci się trochę poruszają, no i przede wszystkim – nie ma tu ekranów ociekających krwią, choć strzela się do przeciwnika dla zdobycia punktów.
Do dyspozycji graczy są areny Laser Tag (obrazowo można je porównać do laserowych rozgrywek paintballa). To labirynty o powierzchni 400 mkw. (w Sosnowcu) i 600 mkw. (w Katowicach). Zawodnicy dostają specjalne kamizelki (niektórzy nazywają je „chomątami”) i pistolety. Na kamizelkach i na broni umieszczone są świecące diody, dzięki którym można zauważyć przeciwnika w ciemnych korytarzach, pełnych rekwizytów (stalowe beczki, piramidy opon, metalowe konstrukcje). Klimat potęgują lampy UV, stroboskopy, fluorescencyjne graffiti, dymy oraz muzyka i efekty dźwiękowe („mówią” nawet pistolety, np. gdy zostaniesz trafiony: „You are hit!”). Do wyboru jest kilka scenariuszy gier (można grać np. indywidualnie, drużynowo, z nieograniczoną lub ograniczoną liczbą „żyć” i amunicji).
W „Laserhousie” można zagrać też na laserowej strzelnicy lub pokonać laserowy labirynt (trzeba się przedostać przez pomieszczenie z wiązkami laserów rodem z filmów o napadach na bank). Dzieci przychodzą tu całymi klasami, a dorośli... całymi firmami. Centrum można też zarezerwować np. na urodziny dla maluchów albo na wieczór kawalerski czy panieński, korzystając z bufetu i dań restauracyjnych.
– Byłam przerażona, co będę robić w tych labiryntach przez całe 20 minut – opowiada Agnieszka ze Skierniewic, która przyjechała do Katowic w odwiedziny do przyjaciółki z 10-letnim synem. – Nigdy nie grałam w gry komputerowe, nie lubię też filmów ze strzelaninami. I... dawno się tak dobrze nie bawiłam!
– Mamo, już nigdy nie pojedziesz do Katowic sama! – zapowiedział jej zachwycony Jaś.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół