• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Dzieło sztuki, nie podręcznik

    Marta Sudnik-Paluch

    |

    Gość Katowicki 45/2012

    dodane 08.11.2012 00:00

    Kiedy padały pytania i propozycje uzupełnień, 
w sali brakowało 
już Leszka Jodlińskiego i prof. Ewy Chojeckiej.


    Debata odbyła się na wniosek marszałka województwa śląskiego Adama Matusiewicza. Salę Sejmu Śląskiego wypełnili mieszkańcy regionu i specjaliści, którzy chcieli wyrazić swoją opinię na temat projektu firmy AdVenture „Światło historii“.
Debatę rozpoczęło wystąpienie Leszka Jodlińskiego, dyrektora Muzeum Śląskiego. Jak przyznał, zadaniem ekspozycji jest odpowiedź na ważne pytania odnośnie do tożsamości regionu i jego mieszkańców.

    
– Dzisiaj nie ma odpowiedzi na to pytanie, a to, co funkcjonuje w obiegu publicystycznym, jest głęboko niewystarczające, bo tak naprawdę zostało zdefiniowane nie przez elity Górnego Śląska, ale wypracowane przez ośrodki leżące poza nim i sformułowane w XX wieku z pozycji polityk narodowych: niemieckich i polskich – przekonywał zebranych.
Zaznaczył też, że celem wystawy jest także zmiana powszechnych stereotypów w myśleniu o Śląsku. – Obowiązujący nadal przekaz historyczny jest dyspozycyjny wobec unitarnej wizji tożsamości Polski i Polaków i grzeszy m.in. nagminnym obracaniem się w sferze stereotypów ery PRL i definiowaniem tego, kim są mieszkańcy Górnego Śląska. Za dużo było w nim m.in. mówienia o etosie pracy i śląskiej rzetelności, a za mało o poczuciu solidarności wspólnotowej – zauważył.
W podobnym tonie mówiła prof. Ewa Chojecka, przewodnicząca sądu konkursowego. Podkreśliła, że wystawa to nie podręcznik historii, tylko dzieło sztuki. – Zadaniem jest nadać jej wymiar wykraczający poza lokalne, prowincjonalne partykularyzmy – przekonywała. Prof. Chojecka jest zdania, że trwajaca obecnie dyskusja nie służy pracom nad wystawą, ponieważ twórcom niezbędna jest swoboda dzialania, by mogli ukształtować dzielo zgodnie z zasadami nowoczesnej praktyki muzealnej. Ewentualne debaty są dopuszczalne jedynie w momencie wskazanym przez autorów wystawy, kiedy uznają je ze konieczne.
Z tym stanowiskiem nie zgodził się Piotr Spyra, wicewojewoda śląski. – To ma być sztandarowa placówka kulturalna województwa śląskiego. Wybór, co ma muzeum chronić, jaka część naszego dziedzictwa ma być tam pokazana, powinien być poddany debacie. Boleję, że odbywa się ona tak późno – mówił. – To jest polskie muzeum na terenie województwa śląskiego. To jest podstawowy fakt, który definiuje granice swobody twórczej. Jest pewna logika w tym, że polskie muzeum pokazuje polskie tradycje Górnego Śląska przede wszystkim. Jesteśmy do tego zobowiązani przez pamięć tych, którzy za polski Śląsk oddali życie.
Poparł go dr Paweł Ukielski z Muzeum Powstania Warszawskiego, członek Rady Programowej MŚ. Jako jeden z nielicznych postulował, by nie rozstrzygać konkursu, ponieważ nawet zwycięski scenariusz nie spełniał wszystkich wymogów formalnych. Przekonywał, że wokół pojektu narosło już zbyt wiele kontrowersji. – Można odnieść wrażenie, że nie jest to wizja, która jest bliska większości mieszkańców regionu – mówił. Ten wątek poparła oklaskami publiczność w sali.
W wystąpieniach prelegentów, oprócz zarzutów, padały również konkretne przykłady, na co należałoby zwrócić większą uwagę. Prof. Franciszek Marek z Uniwersytetu Opolskiego postulował uwzględnienie odrodzenia moralnego i – jak to określił – jedynego na taką skalę w świecie zwycięstwa nad plagą pijaństwa, które dokonało się dzięki działalności duchownych. Równocześnie zwrócił uwagę na mocno wyczuwane wątki separatystyczne, które tworzą wystawę. – Żadnego separatyzmu, który tak mocno kwitnie dziś w środowisku katowickim, nie znam, jeżeli chodzi o dzieje Śląska – podkreślił. – Najwcześniej polska tożsamość narodowa zrodziła się na Śląsku, i to nie w konflikcie – jak się powszechnie myśli – z Niemcami, tylko w konflikcie z Czechami.
Jego zdaniem, separatyści nie znają Śląska. – Znają Katowice i znają familoki. Śląsk jest trochę większy – i na te słowa publiczność zareagowała oklaskami.
Również prof. Ryszard Kaczmarek, który był zastępcą przewodniczącego sądu konkursowego, zgłosił szereg zastrzeżeń do wybranego projektu. – Wiadomo, że na wystawie nie można wszystkiego pokazać. Ale wszyscy mamy świadomość, że można tak wybrać, żeby obraz był krańcowo tendencyjny – zauważył. W debacie głos zabrali również przedstawiciele: niemieckiej mniejszości narodowej, gminy żydowskiej, Ormian oraz mieszkańców Kresów Wschodnich. Oni także podawali szczegółowe postulaty dotyczące braków w ekspozycji.
Drugą część spotkania zdominowała dyskusja, w której wzięli udział przede wszystkim mieszkańcy regionu. Większość z nich zwracała uwagę na fakt przedstawienia II wojny światowej z perspektywy plotkujących na targu. Zgodnie podkreślali, że takie ujęcie tematu trywializuje powagę wydarzeń, jakie rozegrały się w tym okresie. Głos zabrał m.in. Tadeusz Kijonka, redaktor naczelny miesięcznika „Śląsk”. Przypomniał, że pominięto marsze śmierci z Auschwitz, które przechodziły m.in. w okolicach Rybnika i były jednym z wydarzeń, które odcisnęły głębokie piętno na mieszkańcach.
Niestety, tych postulatów nie usłyszeli dyrektor Jodliński oraz prof. Chojecka, nieobecni już w sali.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół