• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Leczenie teatrem

    Marta Sudnik-Paluch

    |

    Gość Katowicki 45/2012

    dodane 08.11.2012 00:00

    Wychodzą na scenę, bo nie chcą być niewidzialni.

    Trema? Jest! Wpadki? Jak to w teatrze bywa. Ważne, żeby nie miały wpływu na przedstawienie. Para buch, teatr w ruch – to ich hasło przewodnie. Postronnym może się wydawać, że tej pary musi im brakować w codziennym działaniu. Chcą udowodnić, że niepełnosprawność wcale nie odebrała im wrażliwości czy chęci wyrażenia swoich emocji przez sztukę. Wręcz przeciwnie – codzienne doświadczenia sprawiają, że tej pary im nie brakuje.


    – Zaskakujące, jak wiele z tych przedstawień jest na bardzo profesjonalnym poziomie. Niepełnosprawni są bardzo zaangażowani, mają zupełnie inną wrażliwość, sposób postrzegania świata – zauważa Dorota Krawczyk, pomysłodawczyni przeglądu teatrów osób niepełnosprawnych i instruktor teatralny.
Leczenie teatrem owocuje często w bardzo ciekawy, przejmujący sposób. Agnieszka Kabiczke, instruktor w Warsztacie Terapii Zajęciowej w Knurowie, ze swoimi podopiecznymi podczas przeglądu zaprezentowała spektakl „Dwa światy”. To monolog wewnętrzny głównej bohaterki – pani Krystyny. Udowadnia, że niemożność samodzielnego poruszania się czy prowadzenia rozmów nie jest równoznaczna z brakiem własnego zdania czy uczuć. Czy czułeś się kiedyś niewidzialny? – pyta widzów.
– Widzę, ile radości daje jej zaangażowanie w przedstawienie. Te wyjazdy na występy to dla niej jedyna możliwość zmiany otoczenia. Pani Krystyna jeździ na wózku i większość czasu spędza w domu pomocy społecznej, w którym mieszka. Dlatego kiedy wyjeżdżamy gdzieś, by pokazać nasz spektakl, cierpliwie znosi wszelkie niedogodności. Nawet nie widać po niej zmęczenia – mówi A. Kabiczke.
Co jest receptą na sukces? Przede wszystkim dobre poznanie podopiecznych i znalezienie do nich klucza. W teatrze niepełnosprawnych najważniejszym środkiem wyrazu jest ruch, nie słowo. – Muszę pamiętać, że nie mogę ich zmuszać, żeby nauczyli się jakichś monologów, bo oni i tak szybko je zapomną – przyznaje instruktorka.
Nietypowe rozwiązanie znalazły opiekunki grupy „Teatro Negro” z Zespołu Szkół nr 9 w Jastrzębiu-Zdroju. Jej członkowie animują specjalnie wykonane elementy scenografii, sami będąc ubrani zupełnie na czarno. Spektakle wystawiane są w kompletnej ciemności, a jedyne źródło światła stanowią reflektory ultrafioletowe, dzięki którym świecą elementy scenografii.
– To rozwiązanie pozwala im przełamać barierę wstydu, pokonać tremę. Występują ubrani cali na czarno, praktycznie ich nie widać, co daje im taką przestrzeń bezpieczeństwa – tłumaczy Ewa Szymańska-Kirszniok, która razem z Alfredą Wicher i Elżbietą Karwowską opiekuje się grupą.
Niby jest łatwiej, ale gra w zupełnych ciemnościach jest bardzo wymagająca. Trzeba doskonale opanować choreografię. – Czasem musimy zaczynać od podstawowej rzeczy, czyli opanowania strachu przed ciemnością – zdradza A. Wicher. – Ciągle są jakieś niespodzianki, bo w tych warunkach nawet zdrowym osobom trudniej koordynować ruchy. Dziś zderzyłyśmy się głowami z uczennicą, która występowała na scenie obok mnie – uśmiecha się E. Karwowska.
– Bardzo lubię występować na scenie, chociaż moje początki były trudne – przyznaje Dawid Kosiniak, który w spektaklu „Obrazy światłem malowane” gra główną rolę. Dorota Krawczyk jest zdania, że zajęcia teatralne to nie tylko element wspomagający terapię. – Dają możliwość znalezienia się przez chwilę w centrum uwagi, odwrócenia tej zwyczajowej sytuacji, gdy niepełnosprawni są spychani na boczny tor, traktowani jak niewidzialni. Mają okazję poczuć się jak gwiazdy, profesjonalni aktorzy. A to doświadczenie bardzo dodaje pewności siebie i rzutuje na codzienne zachowania – mówi.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół