• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Wody!

    Przemysław Kucharczak

    dodane 08.10.2012 13:56

    Ostatnio bratu Damianowi Lenckowskiemu, misjonarzowi z Bydgoszczy, umarło na rękach murzyńskie dziecko. Na dur brzuszny. Gdyby piło czystą wodę, nie zaraziłoby się. Brat Damian wraz z czarnoskórym bratem Kelvinem przyjechali więc na Śląsk prosić o wsparcie budowy studni głębinowych dla mieszkańców diecezji Bomadi w Nigerii.

    Odwiedzają parafie, byli w szkole katolickiej w Katowicach. Wybrali Śląsk, bo wydawany w Katowicach "Mały Gość Niedzielny" bardzo już mieszkańcom Bomadi pomógł – dzieci w ramach akcji „Studnia za grosze” zebrały już na zapewnienie tam wody pitnej ponad 135 tys. zł.

    Dlaczego studnie są tam aż tak potrzebne? Bo woda z Nigru i jego dopływów, którą piją mieszkańcy Bomadi (czyli najbiedniejszego regionu Nigerii), jest bardzo skażona. – Ludzie piją tę wodę, załatwiają w niej swoje potrzeby fizjologiczne i kąpią się w niej. Więc jak tu nie być chorym? – pyta czarnoskóry brat Kelvin ze zgromadzenia Wspólnota Braci Maryi i Misjonarzy Pokoju. – Pracowałem na praktyce w naszej klinice w Bomadi. Na moich oczach na dur brzuszny zmarły trzy osoby. Z powodu picia brudnej wody mnóstwo ludzi umiera też na cholerę – mówi.

    To nie wszystko. Woda jest też skażona przez ropę naftową. Koncerny, które wydobywają w Nigerii ropę, nie przejmują się bowiem ochroną środowiska w taki sposób, jaki jest oczywisty w Europie czy Ameryce. – Jeśli jest jakaś awaria i ropa wycieka, nawet tego nie naprawiają, to ich nie obchodzi. Nawet widać tę ropę płynącą po rzece – mówi brat Damian Lenckowski, Polak rodem z Bydgoszczy, który od pięciu lat pracuje w Nigerii. – Dzieci w Bomadi mają z tego powodu niedokrwistość, trzeba dla nich oddawać krew – dodaje.

    Kilka miesięcy temu w Bomadi brata Damiana Lenckowskiego chwyciła za rękę czarnoskóra kobieta. Szukała kapłana do dziecka w ciężkim stanie, ale nie miał czasu, więc poprosiła brata rodem z Polski. Brat Damian wziął krzyż i Biblię i pospiesznie ruszył za nią. – To był mały chłopczyk, chory na dur brzuszny. Wziąłem go na ręce. I na moich rękach umarł – wspomina. – Wtedy postanowiłem, że będę miał czas dla wszystkich – dodaje.

    Z powodu takich doświadczeń Bracia Maryi i Misjonarzy Pokoju szukają też w Europie pieniędzy na studnię głębinową. Plan ich budowy przygotowała diecezja Bomadi. Jedna studnia kosztuje około 20 tys. zł. Za pieniądze zebrane wśród darczyńców z Włoch i Austrii udało się już zbudować w Bomadi dwie takie studnie. – Okazało się, że trzeba było kopać aż do 250 metrów, żeby dotrzeć do czystej wody. Rozprowadziliśmy ją rurami i zrobiliśmy w wioskach wiele kranów – mówi brat Damian. – Z tych dwóch studni korzysta już 16 tysięcy ludzi. Ludzie w naszej wiosce Udophori są bardzo wdzięczni, nawet przynoszą nam ziemniaki, żeby podziękować – mówi.

    Dzięki pieniądzom zebranym przez dzieci w ramach akcji „Małego Gościa” w Bomadi powstanie duża stacja, która będzie produkować wodę pitną dla wiosek w całej diecezji. Miejsce, gdzie zostanie zbudowana, jest już przygotowane, wycięto tam drzewa i skoszono trawę. – Specjalna maszyna będzie w tej stacji też pakować pitną wodę w saszetki. A potem będziemy te pełne saszetki rozwozić motorówką po wyspach na rzece. Kupno motorówki jest przewidziane w ramach tego samego projektu. Bo Bomadi w 70 proc. leży na wodzie, suchy ląd to tylko 30 proc. Transport odbywa się więc tylko rzekami – mówi.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół