• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Strzec się – Polak!

    Ks. Paweł Łazarski


    |

    Gość Katowicki 38/2012

    dodane 20.09.2012 00:00

    Ks. Norbert Kompalla CM.
 Telefon do redakcji: – Chcemy się spotkać w sprawie artykułu o naszym wujku.


    Wten sposób siostrzeńcy sługi Bożego ks. Norberta Kompalli zareagowali na nasz tekst z numeru 11/2012 o kandydacie na ołtarze z Orzegowa. Paweł Włoczyk mieszka z żoną w Katowicach, a ks. Piotr Włoczyk przyjechał do redakcji ze Stuttgartu. Tak jak wujek jest w Zgromadzeniu Księży Misjonarzy św. Wincentego à Paulo.

    Obaj z wielkim przejęciem opowiadają o swoim krewnym.
Przypomnijmy, że ten pochodzący z Orzegowa sługa Boży zginął w czasie II wojny światowej za to, że nie wyrzekł się Polski. – Ojciec Norberta, a nasz dziadek Józef Kompalla, nie był górnikiem, ale mistrzem odlewnictwa – tłumaczy ks. Piotr. – Miał wąsy, był wysoki, dlatego wcielono go do gwardii cesarskiej. W Poczdamie z szablą przy boku był wartownikiem przed pałacem cesarza. Trzech mistrzów uczyło go zawodu. Odlewał kielichy i monstrancje do kościołów oraz rzeczy codziennego użytku, np. klamki z mosiądzu. Miał też swój warsztat z kilkoma pracownikami. 


    Optymista ze Śląska


    Gdy Norbert wyjechał z Orzegowa do nowicjatu, to prawdopodobnie rzadko potem odwiedzał rodzinną miejscowość. W tamtych czasach w zgromadzeniu od nowicjatu nie wolno już było przyjeżdżać do domu. To dlatego orzegowianie tak mało o nim wiedzą. Rodzice i rodzeństwo mogli jeździć do niego. Święcenia kapłańskie przyjął w 1931 roku. A już 3 lata później uzyskał doktorat z prawa kanonicznego na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Potem pracował w Rumunii i w Wilnie. Od jesieni 1935 r. zaczął wykładać prawo kanoniczne, teologię moralną, historię Kościoła i patrologię w Instytucie Teologicznym w Krakowie. Jednocześnie był kapelanem w Schronisku dla Bezdomnych im. Brata Alberta. Wychowywał kleryków, działał charytatywnie. Rodzina Kompallów często wybierała się do Czernej na rekolekcje u karmelitów. Norbert wtedy tam przyjeżdżał, bo z Krakowa miał blisko. W pewnym momencie wydawało się, że ks. Kompalla wyjedzie na misje. Klara, jego mama, już wtedy zaczęła szyć ornaty, które potem trafiały do placówek misyjnych w Chinach i Brazylii.
Do wyjazdu jednak nie doszło i rzucił się w wir obowiązków w Krakowie. Słynął z bardzo optymistycznego podejścia do życia. Troszczył się o dzieci, zwłaszcza o sieroty. Chodził z cukierkami do nich. Był lubiany przez kleryków.
Pomagał siostrom miłosierdzia, które miały wtedy w mieście dom dla trudnych dziewcząt, sierociniec i posługiwały też prawie we wszystkich krakowskich szpitalach. Ksiądz Norbert był pośrednikiem między nimi a arystokratyczną rodziną Potockich, która wspierała tę działalność. Znał się dobrze z nimi. Błogosławił małżeństwo Róży Potockiej.


    Na celowniku


    Nic dziwnego, że przy takiej aktywności ks. Norbert Kompalla bardzo się wyróżniał. Po wybuchu wojny trafił na gestapowską listę osób niebezpiecznych. Gdy 
14 lipca 1940 r. Niemcy otoczyli Dom Kleparski Księży Misjonarzy, wśród aresztowanych brakowało trzech osób z listy: Jachimczaka, Kompalli i Szymkiewicza. Dzień później – 15 lipca 1940 r. – dwaj pierwsi, po rozmowie z przełożonymi, dobrowolnie zgłosili się na gestapo. Natomiast ks. Szymkiewicz ukrywał się i aresztowano go dopiero w 1943 roku.
Ksiądz Norbert był przez gestapo dotkliwie bity podczas przesłuchania w więzieniu. Po 6 tygodniach trafił do Auschwitz. Gdy go tam przywieźli, na placu apelowym przy zwłokach zamordowanego ks. Słupiny, współbrata ze zgromadzenia, natychmiast go skatowano. Pewnie myślał, że to koniec. Cały był posiniaczony.
„Dlaczego oni nas tak męczą? Boże, daj im łaskę opamiętania, żeby zrozumieli swoje złe postępowanie” – często powtarzał w obozie. „Pan Bóg nas bardzo kocha, skoro nam daje tyle krzyżyka i cierpień. Musimy czegoś bardzo ważnego dokonać” – mówił Norbert.
– Był bardzo delikatny w określeniach, stąd – zamiast krzyż – mówił „krzyżyk” – przybliżają postać wujka Piotr i Paweł Włoczykowie. „Najlepiej będzie się modlić i nic nikomu nie mówić, bo przez narzekanie to jeszcze gorzej gniecie ten ciężar” – miał mówić sługa Boży. Czasem dodawał żartobliwie: „Mnie się zdaje, że Pan Jezus kocha nas zbyt wiele i wiele okazuje nam swojej czułości.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół