Na początek: o czym rozmawiać?

dodane 05.09.2012 12:22

Synod diecezjalny ma być miejscem rozmowy i dyskusji o Kościele. Bez wątpienia. Pytanie tylko, co to znaczy "rozmawiać o Kościele"? Nawet lokalnym? Zapraszamy do rozmowy.

Z rozmowy ogólnej nic nigdy nie wychodzi, poza bałaganem. Tym bardziej przy tak wielkiej skali tematów. Dlatego niedawno rozesłano ankiety z propozycjami tematów do przedyskutowania. Zanim do prowizorycznego Sekretariatu Synodu spłyną odpowiedzi warto zastanowić się: co jest szczególnie ważne dla funkcjonowania Kościoła, co mniej? Co cieszy, co doskwiera, co trzeba koniecznie zmienić?

Tematów może być wiele. Począwszy od ewangelizacji, przez formację wszystkich członków Kościoła, funkcjonowanie grup i ruchów, parafie... to tylko część wymiaru wewnętrznego. Co z kwestią finansową, prawną, z relacjami na zewnątrz?

Nie chcę proponować drugiej ankiety. Proszę o propozycje tematów, które uważacie za ważne.

To miejsce - jak napisano w dziale "idea strony" - nie jest ścisłym forum synodalnym. Zapraszamy do rozmowy wszystkich, Kościół jest jeden. Powtórzę: otrzymaliśmy zapewnienie, że dyskusje prowadzone w tym serwisie nie będą ignorowane.

 

 

«« | « | 1 | » | »»
oceń artykuł

Zobacz także

  • gosia
    16.10.2012 14:11
    dzien dobry!
    a ja chciałabym wiedzieć co mam zrobić, aby dostać się do nieba?
  • doro144
    10.12.2012 10:56
    Szczęść Boże,
    dziękuję Panu Trójjedynemu za Synod.
    "DUCH ŚWIĘTY WIEJE KĘDY CHCE"
    Ufam,że zrodzi dobre owoce, owoce dojrzewające w swoim czasie,Bogu tylko wiadomym- "nic nie znaczy ten co sieje, podlewa,lecz Pan który daje wzrost".
    Każdy ma swój czas dojrzewania, który wymaga ciszy, cierpliwego czekania na Pana.
    Analogia czekania w czasie Adwentu- "Oczekiwanie przynosi radość"- radość z przyjścia Pana Jezusa.
    W moim skromnym,myśleniu kieruję ukłon w stronę CZŁOWIEKA. Moja refleksja dotyczy, HUMANIZMU CHRZEŚCIJAŃSKIEGO,czynnej miłości, bowiem sama widzę jak wiele w tym względzie mam pracy nad sobą. Człowiek jest ta osobą godną szczególnej uwagi. Zatem PERSONALIZM HUMANISTYCZNY jest dziedziną w którą jeszcze więcej warto się zaangażować.
    Na każdym kroku człowiek woła o człowieka.Często potrzeba katechizowania dorosłych, aby autentycznie weszli w relację z osobowym, żywym Bogiem,radującym ich serca,Dokonuje się to na podbudowie miłości.Czasy końca znamionować ma brak miłości- "A ponieważ bezprawie się rozmnoży miłość wielu oziębnie".
    Jan Paweł II wskazał w pewnym swoim przemówieniu, bądź liście na kwestię chrześcijańskiego humanizmu.
    Pięknie go prezentują wielkie(w mojej ocenie)postacie, jak Wanda Półtawska czy Kazimierz Dąbrowski.
    Jan Paweł II pisał, że można go zaprezentować w każdej kulturze, objawia on człowieka,który ma świadomość własnej wartości i pozwala mu dojść do źródła swojego istnienia, które jest w Ojcu Stworzycielu. W Nim człowiek przeżywa swą synowską,Bożą tożsamość-Ma SERCE SZEROKO OTWARTE NA TCHNIENIE JEGO DUCHA MIŁOŚCI.
    To niejako małe preludium do JEDNOŚCI-
    -ABYŚMY BYLI JEDNO-nawet w różnorodności. Fundamentem-Chrystus cementujący wszystko prawdziwą więzią miłości(kol.3,14).
    Niech Wam Bóg błogosławi- amen.
  • odJana
    13.01.2013 08:23
    „...Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili...” (fragment z: J 1, 1-18).
    Chciałbym powtórzyć za moim dzieckiem – HURRA!!!
    Na początku nie rozumiałem sensu zorganizowania synodu, jednakże do czasu. Moje spojrzenie na Kościół zaczęło się zmieniać od dnia 28 listopada 2012 roku (tj. od dnia narodzin, chrztu świętego i zarazem śmierci mego syna Jana.). To dzięki działaniu wspólnoty Żywego Kościoła Rzymskokatolickiego doświadczyłem autentycznej, realnej obecności Żywego Boga, Osoby, która przewróciła wszystko do góry nogami, a jednocześnie wyprostowała moje ścieżki i wszystko uprościła, mimo że obecnie życie moje wydaje mi o wiele bardziej boleśniejsze z uwagi na kolejne cierpienia w rodzinie.
    We wspólnocie naszego Kościoła spotkałem naszego Pana, Jezusa Chrystusa, prowadzącego nas grzeszników do Ojca z mocą Ducha Świętego, której nie da się wyrazić słowami.
  • odJana
    13.01.2013 08:23
    cd.str. 2

    Dzielę się z Wami tym doświadczeniem nie dlatego, żeby o czymś pouczyć, bo i ja sam nie mogę powiedzieć, że czegoś to doświadczenie mnie nauczyło i w dalszym ciągu nie rozumiem tego dlaczego Bóg w ten sposób działa, dlaczego dopuszcza takie cierpienia jak śmierć upragnionego dziecka, czy ciężka nieuleczalna choroba bliskiej osoby (i sądzę, że nigdy tego nie zrozumiem, jednakże to nie jest najważniejsze). Chcę powiedzieć, że w najtrudniejszym okresie mojego dotychczasowego życia Bóg pozwolił mi doświadczyć w Kościele osobiście Jego obecności i to w chwili, w której najbardziej tego potrzebowałem. Byłem zupełnie bezradny. Czułem się opuszczony, powalony na ziemię, upokorzony. Nic mi już nie pozostało, jak tylko w pełnym zaufaniu chwycić się ostatniej "deski ratunku", powierzyłem WSZYSTKO Jezusowi Chrystusowi, błagałem Go o litość, o ratunek dla mego syna i ratunek dla mojej żony, której życie znalazło się również w śmiertelnym zagrożeniu.
    Wbrew mojemu rozumowi okazało się Bóg wysłuchał mojej modlitwy, ale wysłuchał po swojemu. Pewność ta przyszła do mnie dopiero dnia 07 grudnia 2012 roku, kiedy na mszy świętej usłyszałem Słowa Ewangelii według świętego Mateusza (Mt 9,27-31) (cyt.) „...Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: „Według wiary waszej niech się wam stanie”. I otworzyły się ich oczy...”. Dzięki Słowu Bożemu usłyszanemu w Kościele Rzymskokatolickim, dzięki świadectwu wiary mojej żony Moniki, córeczki Joanny, najbliższej rodziny, a także dzięki obecności i wsparciu innych życzliwych wspólnot i ludzi (czasem nawet ludzi "przypadkowo" spotkanych w pracy i na ulicy), otworzyły mi się oczy i uszy. Zacząłem dostrzegać w moim codziennym życiu to, o czym zawsze jako katolik wiedziałem, ale tego osobiście nie przeżywałem. Zacząłem dostrzegać jakże oczywistą i autentyczną rzeczywistość, tzn. obecność i działanie Żywego, Prawdziwego Trójjedynego Boga, który nie jest jakąś odległą człowiekowi ideą, ale jest konkretną OSOBĄ, z którą można osobiście się spotkać i porozmawiać, który JEST, a który jako Bóg objawił nam się w pełni w konkretnym człowieku z krwi i kości, tj. w Jezusie Chrystusie, który przychodzi do człowieka, by go podźwignąć z upadku, wybawić, otworzyć oczy i uszy i który ciągle działa we Wspólnocie Kościoła poprzez Ducha Świętego. Jezus Chrystus po to przyszedł na świat, aby człowiek już nigdy nie pozostał sam w swoim cierpieniu. Człowiek nigdy już nie będzie sam, bo jest dla Boga bardzo ważny i przez Niego kochany, aż po krzyż!. Po to właśnie nasz Pan Jezus Chrystus umarł, zmartwychwstał i pozostał z nami działając w Kościele z mocą Ducha Świętego. Mogę teraz świadomie powiedzieć, że jestem szczęśliwy, bo Bóg jest obecny blisko mnie i współdziała we wszystkim dla mego dobra, we wszystkim..., nawet jeżeli nie rozumiem jego działania i życie jest dla mnie bolesne. Po to czasem Bóg wyprowadza człowieka na pustynię, aby go oczyścić, by człowiek mógł odpowiedzieć miłością na Jego Miłość, by po przejrzeniu na oczy żyć dla Miłości.

    Doświadczyłem Kościoła jako wielkie rodziny, do której przynależymy, ale i w której wzajemnie od siebie współzależymy. Niesłychanej dobrej współzależności doświadczyłem też w mojej najbliższej rodzinie, zwłaszcza po śmierci Jasia. Rodzina biologiczna jest przestrzenią pierwszej szkoły wiary. Pierwszym Kościołem ludzi ochrzczonych. To w niej (rodzinie) mamy szansę pójścia drogą wiary w Ojca, Syna i Ducha Świętego. W rodzinie wszyscy mamy szansę na błogosławieństwo bycia dziećmi Bożymi. Przynależąc do konkretnej rodziny możemy dzięki zawierzeniu Bogu wzajemnie prowadzić się „w ciemno” do Światła z Betlejem, do Jezusa Chrystusa. Rodzice odpowiedzialni są za głoszenie Słowa Bożego swoim dzieciom, za błogosławienie, za dawanie świadectwa wiary w Kościele, przez co realizują też swój obowiązek ponoszenia współodpowiedzialności za wspólne nasze dobro, jakim jest Kościół. Ale może być też i tak, że to dzieci dają przykład wiary autentycznej i przez to powalają swoich rodziców na kolana przed Wszechmogącym, zwłaszcza rodziców cierpiących, znajdujących się na pustyni.(następnego dnia po pogrzebie moja czteroletnia córeczka w pewnym momencie powiedziała mi (cyt.) „.. Tatuś, ja tulę się tutaj do Tatusia i Mamusi, a mój braciszek tuli się do Pana Jezusa w niebie”, potem dodała „nie trzeba płakać, trzeba się cieszyć! Co wy, gapy jesteście!?”. Brakło mi słów...Po prostu, chrześcijanin nie może być gapą!. Przecież Pan Jezus Jest i można się do niego przytulić. To takie dziecinne i takie proste. Kościół to też rodzina, w której wszyscy razem, ze świętymi w niebie, biskupami, kapłanami, wszystkimi stanami konsekrowanymi i świeckimi tulimy się do jednego kochającego nas Boga
    Moja najbliższa rodzina, a także rodzina Kościoła Świętego pokazała mi, że przyjęcie z ufnością Słowa Bożego daje błogosławieństwo, daje moc, abyśmy się stali dziećmi Bożymi. Wiara Bogu jest źródłem błogosławieństwa w rodzinie, gdyż tylko Bóg wie co jest dla nas najlepsze. Posłuszeństwo Jego Woli jest źródłem szczęścia i daje moc do przełamania swojej pychy. Zaufanie Bogu w trudnych, bolesnych sprawach wymaga pokory, wyjścia na pustynię, skoncentrowania się tylko na Nim. Zaufać Bogu to milczeć, gdy On mówi. Czasem nie potrzeba słów, wszystko sprawi Duch Święty (jak śpiewa Arka Noego, której słowa usłyszałem w radio Em w czasie żałoby po synu). Jezus Chrystus odkupił wszystkich i wszystkim daje szansę przyjęcia zbawczej łaski, szansę przyjęcia Słowa Wcielonego, szansę uwierzenia Żywemu Bogu, szansę otwarcia Jemu drzwi dla wszystkich członków rodziny. Mój syn umierając (co wydawało się złe), a córka pocieszając (co było dobre), pomogli mi otworzyć również i moje drzwi Chrystusowi...w ramach wzajemnej przynależności w rodzinie, a przez to Bóg zamienił to zło śmierci w dobro wiary, to jest dobro przytulenia się do Pana Jezusa Chrystusa, do Żywej i Realnej Osoby Boga, który Jest i który pozostanie na zawsze, aż do skończenia świata. Z ust pewnego księdza usłyszałem słowa, że dzięki Panu Jezusowi człowiek już nigdy nie będzie sam, nawet w obliczu śmierci. Przyjęcie z wiarą Słowa Bożego daje moc bycia dzieckiem Boga. Bóg daje Miłość silniejszą niż śmierć. Błogosławieni są ci, którzy uwierzyli Jemu na słowo, bezwarunkowo. Dlatego z wiarą przyzywajcie imienia Boga i błogosławcie wszystkim w swoich rodzinach, błogosławcie wszystkich w naszym Kościele, by Bóg nas błogosławił i strzegł, by nie było miejsca na przekleństwo. Zło zostało przez Naszego Pana zamienione na krzyżu w dobro. Zwycięstwo już się dokonało. Przekleństwo zostało już dawno zamienione w Błogosławieństwo. Jednakże Królestwo Boże przeznaczone jest dla tego, który uwierzy Bogu jak dziecko, „w ciemno” na 100 %, jak Maryja i Św. Józef - na Słowo. Zatem spośród dorosłych błogosławieństwo w rodzinie osiągnie ten, który pouczając dziecko o Bogu, nauczy się od dziecka wiary w Boga.
    Rozmawiajmy więc w czasie synodu o Kościele, który jest naszym dobrem danym nam za darmo do Pana Jezusa, który jest naszą wspólną rodziną, w której wzajemnie przynależymy. Jezus Chrystus przecież prowadzi naszą wspólnotę przez Ducha Świętego do domu Ojca. Taka wzajemna przynależność w Rodzinie prowadzi do błogosławieństwa. Trwajmy więc mocni w wierze w Kościele Świętym, przy boku naszego diecezjalnego pasterza Arcybiskupa Wiktora Skworca, wspierajmy go w jego posłudze i módlmy się za to wielkie dzieło synodu diecezjalnego
, aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
Gość

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

  • facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Na początek: o czym rozmawiać?

    dodane 05.09.2012 12:22

    Synod diecezjalny ma być miejscem rozmowy i dyskusji o Kościele. Bez wątpienia. Pytanie tylko, co to znaczy "rozmawiać o Kościele"? Nawet lokalnym? Zapraszamy do rozmowy.

    Z rozmowy ogólnej nic nigdy nie wychodzi, poza bałaganem. Tym bardziej przy tak wielkiej skali tematów. Dlatego niedawno rozesłano ankiety z propozycjami tematów do przedyskutowania. Zanim do prowizorycznego Sekretariatu Synodu spłyną odpowiedzi warto zastanowić się: co jest szczególnie ważne dla funkcjonowania Kościoła, co mniej? Co cieszy, co doskwiera, co trzeba koniecznie zmienić?

    Tematów może być wiele. Począwszy od ewangelizacji, przez formację wszystkich członków Kościoła, funkcjonowanie grup i ruchów, parafie... to tylko część wymiaru wewnętrznego. Co z kwestią finansową, prawną, z relacjami na zewnątrz?

    Nie chcę proponować drugiej ankiety. Proszę o propozycje tematów, które uważacie za ważne.

    To miejsce - jak napisano w dziale "idea strony" - nie jest ścisłym forum synodalnym. Zapraszamy do rozmowy wszystkich, Kościół jest jeden. Powtórzę: otrzymaliśmy zapewnienie, że dyskusje prowadzone w tym serwisie nie będą ignorowane.

     

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • gosia
      16.10.2012 14:11
      dzien dobry!
      a ja chciałabym wiedzieć co mam zrobić, aby dostać się do nieba?
    • doro144
      10.12.2012 10:56
      Szczęść Boże,
      dziękuję Panu Trójjedynemu za Synod.
      "DUCH ŚWIĘTY WIEJE KĘDY CHCE"
      Ufam,że zrodzi dobre owoce, owoce dojrzewające w swoim czasie,Bogu tylko wiadomym- "nic nie znaczy ten co sieje, podlewa,lecz Pan który daje wzrost".
      Każdy ma swój czas dojrzewania, który wymaga ciszy, cierpliwego czekania na Pana.
      Analogia czekania w czasie Adwentu- "Oczekiwanie przynosi radość"- radość z przyjścia Pana Jezusa.
      W moim skromnym,myśleniu kieruję ukłon w stronę CZŁOWIEKA. Moja refleksja dotyczy, HUMANIZMU CHRZEŚCIJAŃSKIEGO,czynnej miłości, bowiem sama widzę jak wiele w tym względzie mam pracy nad sobą. Człowiek jest ta osobą godną szczególnej uwagi. Zatem PERSONALIZM HUMANISTYCZNY jest dziedziną w którą jeszcze więcej warto się zaangażować.
      Na każdym kroku człowiek woła o człowieka.Często potrzeba katechizowania dorosłych, aby autentycznie weszli w relację z osobowym, żywym Bogiem,radującym ich serca,Dokonuje się to na podbudowie miłości.Czasy końca znamionować ma brak miłości- "A ponieważ bezprawie się rozmnoży miłość wielu oziębnie".
      Jan Paweł II wskazał w pewnym swoim przemówieniu, bądź liście na kwestię chrześcijańskiego humanizmu.
      Pięknie go prezentują wielkie(w mojej ocenie)postacie, jak Wanda Półtawska czy Kazimierz Dąbrowski.
      Jan Paweł II pisał, że można go zaprezentować w każdej kulturze, objawia on człowieka,który ma świadomość własnej wartości i pozwala mu dojść do źródła swojego istnienia, które jest w Ojcu Stworzycielu. W Nim człowiek przeżywa swą synowską,Bożą tożsamość-Ma SERCE SZEROKO OTWARTE NA TCHNIENIE JEGO DUCHA MIŁOŚCI.
      To niejako małe preludium do JEDNOŚCI-
      -ABYŚMY BYLI JEDNO-nawet w różnorodności. Fundamentem-Chrystus cementujący wszystko prawdziwą więzią miłości(kol.3,14).
      Niech Wam Bóg błogosławi- amen.
    • odJana
      13.01.2013 08:23
      „...Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili...” (fragment z: J 1, 1-18).
      Chciałbym powtórzyć za moim dzieckiem – HURRA!!!
      Na początku nie rozumiałem sensu zorganizowania synodu, jednakże do czasu. Moje spojrzenie na Kościół zaczęło się zmieniać od dnia 28 listopada 2012 roku (tj. od dnia narodzin, chrztu świętego i zarazem śmierci mego syna Jana.). To dzięki działaniu wspólnoty Żywego Kościoła Rzymskokatolickiego doświadczyłem autentycznej, realnej obecności Żywego Boga, Osoby, która przewróciła wszystko do góry nogami, a jednocześnie wyprostowała moje ścieżki i wszystko uprościła, mimo że obecnie życie moje wydaje mi o wiele bardziej boleśniejsze z uwagi na kolejne cierpienia w rodzinie.
      We wspólnocie naszego Kościoła spotkałem naszego Pana, Jezusa Chrystusa, prowadzącego nas grzeszników do Ojca z mocą Ducha Świętego, której nie da się wyrazić słowami.
    • odJana
      13.01.2013 08:23
      cd.str. 2

      Dzielę się z Wami tym doświadczeniem nie dlatego, żeby o czymś pouczyć, bo i ja sam nie mogę powiedzieć, że czegoś to doświadczenie mnie nauczyło i w dalszym ciągu nie rozumiem tego dlaczego Bóg w ten sposób działa, dlaczego dopuszcza takie cierpienia jak śmierć upragnionego dziecka, czy ciężka nieuleczalna choroba bliskiej osoby (i sądzę, że nigdy tego nie zrozumiem, jednakże to nie jest najważniejsze). Chcę powiedzieć, że w najtrudniejszym okresie mojego dotychczasowego życia Bóg pozwolił mi doświadczyć w Kościele osobiście Jego obecności i to w chwili, w której najbardziej tego potrzebowałem. Byłem zupełnie bezradny. Czułem się opuszczony, powalony na ziemię, upokorzony. Nic mi już nie pozostało, jak tylko w pełnym zaufaniu chwycić się ostatniej "deski ratunku", powierzyłem WSZYSTKO Jezusowi Chrystusowi, błagałem Go o litość, o ratunek dla mego syna i ratunek dla mojej żony, której życie znalazło się również w śmiertelnym zagrożeniu.
      Wbrew mojemu rozumowi okazało się Bóg wysłuchał mojej modlitwy, ale wysłuchał po swojemu. Pewność ta przyszła do mnie dopiero dnia 07 grudnia 2012 roku, kiedy na mszy świętej usłyszałem Słowa Ewangelii według świętego Mateusza (Mt 9,27-31) (cyt.) „...Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: „Według wiary waszej niech się wam stanie”. I otworzyły się ich oczy...”. Dzięki Słowu Bożemu usłyszanemu w Kościele Rzymskokatolickim, dzięki świadectwu wiary mojej żony Moniki, córeczki Joanny, najbliższej rodziny, a także dzięki obecności i wsparciu innych życzliwych wspólnot i ludzi (czasem nawet ludzi "przypadkowo" spotkanych w pracy i na ulicy), otworzyły mi się oczy i uszy. Zacząłem dostrzegać w moim codziennym życiu to, o czym zawsze jako katolik wiedziałem, ale tego osobiście nie przeżywałem. Zacząłem dostrzegać jakże oczywistą i autentyczną rzeczywistość, tzn. obecność i działanie Żywego, Prawdziwego Trójjedynego Boga, który nie jest jakąś odległą człowiekowi ideą, ale jest konkretną OSOBĄ, z którą można osobiście się spotkać i porozmawiać, który JEST, a który jako Bóg objawił nam się w pełni w konkretnym człowieku z krwi i kości, tj. w Jezusie Chrystusie, który przychodzi do człowieka, by go podźwignąć z upadku, wybawić, otworzyć oczy i uszy i który ciągle działa we Wspólnocie Kościoła poprzez Ducha Świętego. Jezus Chrystus po to przyszedł na świat, aby człowiek już nigdy nie pozostał sam w swoim cierpieniu. Człowiek nigdy już nie będzie sam, bo jest dla Boga bardzo ważny i przez Niego kochany, aż po krzyż!. Po to właśnie nasz Pan Jezus Chrystus umarł, zmartwychwstał i pozostał z nami działając w Kościele z mocą Ducha Świętego. Mogę teraz świadomie powiedzieć, że jestem szczęśliwy, bo Bóg jest obecny blisko mnie i współdziała we wszystkim dla mego dobra, we wszystkim..., nawet jeżeli nie rozumiem jego działania i życie jest dla mnie bolesne. Po to czasem Bóg wyprowadza człowieka na pustynię, aby go oczyścić, by człowiek mógł odpowiedzieć miłością na Jego Miłość, by po przejrzeniu na oczy żyć dla Miłości.

      Doświadczyłem Kościoła jako wielkie rodziny, do której przynależymy, ale i w której wzajemnie od siebie współzależymy. Niesłychanej dobrej współzależności doświadczyłem też w mojej najbliższej rodzinie, zwłaszcza po śmierci Jasia. Rodzina biologiczna jest przestrzenią pierwszej szkoły wiary. Pierwszym Kościołem ludzi ochrzczonych. To w niej (rodzinie) mamy szansę pójścia drogą wiary w Ojca, Syna i Ducha Świętego. W rodzinie wszyscy mamy szansę na błogosławieństwo bycia dziećmi Bożymi. Przynależąc do konkretnej rodziny możemy dzięki zawierzeniu Bogu wzajemnie prowadzić się „w ciemno” do Światła z Betlejem, do Jezusa Chrystusa. Rodzice odpowiedzialni są za głoszenie Słowa Bożego swoim dzieciom, za błogosławienie, za dawanie świadectwa wiary w Kościele, przez co realizują też swój obowiązek ponoszenia współodpowiedzialności za wspólne nasze dobro, jakim jest Kościół. Ale może być też i tak, że to dzieci dają przykład wiary autentycznej i przez to powalają swoich rodziców na kolana przed Wszechmogącym, zwłaszcza rodziców cierpiących, znajdujących się na pustyni.(następnego dnia po pogrzebie moja czteroletnia córeczka w pewnym momencie powiedziała mi (cyt.) „.. Tatuś, ja tulę się tutaj do Tatusia i Mamusi, a mój braciszek tuli się do Pana Jezusa w niebie”, potem dodała „nie trzeba płakać, trzeba się cieszyć! Co wy, gapy jesteście!?”. Brakło mi słów...Po prostu, chrześcijanin nie może być gapą!. Przecież Pan Jezus Jest i można się do niego przytulić. To takie dziecinne i takie proste. Kościół to też rodzina, w której wszyscy razem, ze świętymi w niebie, biskupami, kapłanami, wszystkimi stanami konsekrowanymi i świeckimi tulimy się do jednego kochającego nas Boga
      Moja najbliższa rodzina, a także rodzina Kościoła Świętego pokazała mi, że przyjęcie z ufnością Słowa Bożego daje błogosławieństwo, daje moc, abyśmy się stali dziećmi Bożymi. Wiara Bogu jest źródłem błogosławieństwa w rodzinie, gdyż tylko Bóg wie co jest dla nas najlepsze. Posłuszeństwo Jego Woli jest źródłem szczęścia i daje moc do przełamania swojej pychy. Zaufanie Bogu w trudnych, bolesnych sprawach wymaga pokory, wyjścia na pustynię, skoncentrowania się tylko na Nim. Zaufać Bogu to milczeć, gdy On mówi. Czasem nie potrzeba słów, wszystko sprawi Duch Święty (jak śpiewa Arka Noego, której słowa usłyszałem w radio Em w czasie żałoby po synu). Jezus Chrystus odkupił wszystkich i wszystkim daje szansę przyjęcia zbawczej łaski, szansę przyjęcia Słowa Wcielonego, szansę uwierzenia Żywemu Bogu, szansę otwarcia Jemu drzwi dla wszystkich członków rodziny. Mój syn umierając (co wydawało się złe), a córka pocieszając (co było dobre), pomogli mi otworzyć również i moje drzwi Chrystusowi...w ramach wzajemnej przynależności w rodzinie, a przez to Bóg zamienił to zło śmierci w dobro wiary, to jest dobro przytulenia się do Pana Jezusa Chrystusa, do Żywej i Realnej Osoby Boga, który Jest i który pozostanie na zawsze, aż do skończenia świata. Z ust pewnego księdza usłyszałem słowa, że dzięki Panu Jezusowi człowiek już nigdy nie będzie sam, nawet w obliczu śmierci. Przyjęcie z wiarą Słowa Bożego daje moc bycia dzieckiem Boga. Bóg daje Miłość silniejszą niż śmierć. Błogosławieni są ci, którzy uwierzyli Jemu na słowo, bezwarunkowo. Dlatego z wiarą przyzywajcie imienia Boga i błogosławcie wszystkim w swoich rodzinach, błogosławcie wszystkich w naszym Kościele, by Bóg nas błogosławił i strzegł, by nie było miejsca na przekleństwo. Zło zostało przez Naszego Pana zamienione na krzyżu w dobro. Zwycięstwo już się dokonało. Przekleństwo zostało już dawno zamienione w Błogosławieństwo. Jednakże Królestwo Boże przeznaczone jest dla tego, który uwierzy Bogu jak dziecko, „w ciemno” na 100 %, jak Maryja i Św. Józef - na Słowo. Zatem spośród dorosłych błogosławieństwo w rodzinie osiągnie ten, który pouczając dziecko o Bogu, nauczy się od dziecka wiary w Boga.
      Rozmawiajmy więc w czasie synodu o Kościele, który jest naszym dobrem danym nam za darmo do Pana Jezusa, który jest naszą wspólną rodziną, w której wzajemnie przynależymy. Jezus Chrystus przecież prowadzi naszą wspólnotę przez Ducha Świętego do domu Ojca. Taka wzajemna przynależność w Rodzinie prowadzi do błogosławieństwa. Trwajmy więc mocni w wierze w Kościele Świętym, przy boku naszego diecezjalnego pasterza Arcybiskupa Wiktora Skworca, wspierajmy go w jego posłudze i módlmy się za to wielkie dzieło synodu diecezjalnego
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół