• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Pod czułym okiem babci Anny

    Marta Sudnik-Paluch

    |

    Gość Katowicki 30/2012

    dodane 26.07.2012 00:00

    100-lecie parafii. Takich odpustów jak u nas nie było nigdzie indziej – mówią parafianki z Nikiszowca.

    Zaczynało się od porządków, a potem wszyscy spotykali się przed piekarnią z rozłożystymi blachami kołocza do upieczenia – wspomina z nostalgią Helena Matuszek. – Ks. Dudek [pierwszy proboszcz – przyp. aut.] przed odpustem szedł na kopalnię prosić, żeby górnicy dostali zaliczki i mogli dzieciom coś na ten dzień kupić – dodaje Krystyna Żołna. – Ci, którzy się tu sprowadzili, już tego nie rozumieją. Uroczystości nadal mają piękną oprawę, ale dla nas, mieszkańców Nikiszowca, którzy się tu urodzili, duch jest już inny – precyzuje pani Helena.

    Podaj cegłę

    Okazją do takich podsumowań jest obchodzony właśnie jubileusz 100-lecia erygowania parafii. – W pierwszym zamyśle kościół miał powstać w Janowie. Ale właściciele spółki „Giesche” podarowali grunt tuż przy osiedlu Nikiszowiec – wyjaśnia ks. Michał Stefan, wikary parafii pw. św. Anny. – Osiedle zbudowane przy kopalni było samowystarczalne – były sklep, pralnia, szkoła, a nawet karczma. Brakowało tylko kościoła. Mieszkańcy musieli chodzić pieszo do Mysłowic – dodaje. Pierwsze starania o budowę kościoła na osiedlu podjęło założone w 1902 r. Towarzystwo Katolickich Obywateli. Dzięki ich działalności w 1910 r. kopalnia „Giesche” sfinansowała adaptację kotłowni na kościół tymczasowy. Wtedy też oddelegowany został do Nikiszowca pierwszy duszpasterz – ks. Paweł Dudek, który dotychczas był wikarym w Mysłowicach. Jak podają zachowane z tego czasu dokumenty, parafia liczyła 9548 wiernych. 1 sierpnia 1912 r. kard. Jerzy Kopp z Wrocławia ustanowił na Nikiszowcu parafię. Proboszczem został ks. Dudek. Patronką – dotychczasowa patronka kościoła tymczasowego św. Anna. – Ks. Dudek pochodził z okolic Raciborza, więc z dzieciństwa pamiętał pielgrzymki na Górę św. Anny. Później, z powodu granic, nie mógł już w nich uczestniczyć, więc przywiózł św. Annę do nas – tłumaczy Barbara Waluś. Dwa lata później rozpoczęła się budowa kościoła. – Początkowo projekt był inny, zakładał np. otynkowanie elewacji. Jednak na prośbę spółki „Giesche” dostosowano go stylem do reszty osiedla – mówi ks. Michał Stefan. – Projektantami byli Emil i Georg Zillmannowie z Berlina. Zaproponowali okazałą, neobarokową budowlę. W budowie każdy pomagał jak umiał. – Jeszcze żyje pan Józef Gala, który brał udział w pracach – wspomina pani Helena. – W tym roku skończył 102 lata i jest najstarszym mieszkańcem Nikiszowca – podkreśla z dumą. – Moja mama opowiadała mi, jak wszystkie dzieci, ona także, wracając ze szkoły, szły na budowę – dodaje pani Krystyna. – Pomagały murarzom, nosiły cegły. Każdy cieszył się, że Nikiszowiec będzie miał swój kościół. Prace, z przerwami na I wojnę światową i powstania śląskie, zakończyły się w 1927 r. 1 października bp Arkadiusz Lisiecki dokonał uroczystego poświęcenia kościoła. – Budynek był niesłychanie nowoczesny na owe czasy. Działało w nim przez całą dobę centralne ogrzewanie, zapewniane przez kopalnię. Za darmo. Dlatego zimą wielu ludzi wchodziło do kościoła pomodlić się i ogrzać. Było przyjemnie ciepło – wspomina pani Helena. – Sytuacja zmieniła się po wojnie. Najpierw władze komunistyczne wprowadziły opłatę za ogrzewanie. A później odcięto je całkowicie i trzeba było wybudować kotłownię.

    Siłaczki

    Mimo zawirowań historycznych górnicy i ich rodziny przylgnęli do św. Anny całym sercem. – To nasza Babcia – deklarują zgodnie mieszkanki Nikiszowca. To jej powierzają całe swoje życie, wszystkie sprawy. Tradycją są Msze św. odpustowe, odprawiane w intencji wdów oraz od wdów za zmarłych mężów. Parafia od zawsze tętniła życiem, działało w niej kilkanaście grup parafialnych. Wśród nich Sodalicja Mariańska, Katolicki Związek Młodzieży Żeńskiej oraz Katolicki Związek Młodzieży Męskiej. Obecnie w parafii istnieje ok. 20 grup. – Ludzie garnęli się do Kościoła – zauważa pani Barbara. – Zanim wybudowano salki parafialne, spotkania odbywały się tu, w krypcie. Ile czasu tam spędziliśmy, trudno zliczyć. Przy parafii pracowały także siostry jadwiżanki, które prowadziły ochronkę oraz kursy szycia i haftowania dla dziewcząt. – Była także siostra pielęgniarka, która chodziła do chorych z zastrzykami – dodaje pani Krystyna. Rytm życia parafialnego wyznaczały odpusty. – Raz do roku szliśmy w uroczystej procesji do Mysłowic. Kobiety w śląskich strojach brały figurę św. Anny – wspomina pani Helena. Wizerunek świętej do dziś stoi przy bocznym ołtarzu. Przeszedł gruntowną renowację. Wygląda solidnie i ciężko. – Przecież św. Anna musi sporo ważyć, kilkanaście kilogramów – zauważamy ze zdziwieniem. – Tak, ale nasze mamy ją nosiły – kiwa głową pani Barbara. Żeby nieść taką rzeźbę przez ok. 5 km, trzeba mieć naprawdę krzepę. Zdaniem moich rozmówczyń, właśnie takiej pobożności brakuje wśród mieszkańców Nikiszowca. Choć zgodnie zaznaczają, że wiele obyczajów odpustowych przetrwało do dziś. Wśród nich koncert orkiestry KWK „Wieczorek” na wieży kościoła, który ma miejsce w sobotę przed odpustem. – Wiele osób przybywa tutaj właśnie z tego powodu. W sobotę są na koncercie, a w niedzielę na Sumie odpustowej – mówi pani Helena.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół