• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Obywatelu, reaguj

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 29/2012

    dodane 19.07.2012 00:00

    Nikt nie pomógł Leszkowi Kuzajowi, kiedy przy ruchliwej drodze katowało go dwóch gości z nożami. Rajdowiec jest dziś twarzą akcji śląskiej policji „Nie reagujesz – akceptujesz!”.

    Policjanci próbują przekonać mieszkańców województwa śląskiego, żeby częściej dzwonili na policję. Właśnie ruszyli z drugim etapem akcji „Nie reagujesz – akceptujesz!”. Do śląskiej Komendy Wojewódzkiej Policji zaprosili m.in. kierowcę rajdowego Leszka Kuzaja. – Walczyłem z dwoma napastnikami na pasie awaryjnym drogi Kraków–Olsztyn, bardzo uczęszczanej – mówił L. Kuzaj 11 lipca w Katowicach. – To był piątek, godzina 19. Minęło nas kilkadziesiąt samochodów. Kierowcy musieli widzieć, że jeden facet jest w sweterku, a dwóch z maczetami, więc chyba było jasne, kto kogo atakuje?

    Wystarczyło się zatrzymać i zatrąbić. Nikt się nie zatrzymał. Jest w naszym kraju jakaś znieczulica. Musimy zmienić tę mentalność. To jest droga do bezpiecznego kraju – stwierdził. Statystyki pokazują jednak, że w ciągu niespełna roku trwania akcji „Nie reagujesz – akceptujesz!” Ślązacy zaczęli się przekonywać do dzwonienia na policję, gdy widzą coś podejrzanego. – Zastanawialiśmy się przed rokiem, jak to jest, że w Europie Zachodniej ponad 90 proc. zatrzymań policja dokonuje po otrzymaniu sygnału od obywateli, a u nas tylko około 30 proc. – mówi mł. insp. Roman Rabsztyn, zastępca Komendanta Wojewódzkiego Policji w Katowicach. – To trzy razy rzadziej niż na Zachodzie! 21 września 2011 roku ruszyliśmy więc z naszą akcją. Od tego czasu do 1 lipca 2012 roku złapaliśmy na gorącym uczynku w wyniku reakcji społecznej już 49 proc. sprawców. To przyrost prawie o 20 proc.! – mówi. Aby ten pozytywny trend wzmocnić, śląscy policjanci ruszają z drugim etapem akcji „Nie reagujesz – akceptujesz!”. Przygotowali spoty telewizyjne, drukują plakaty, ruszają w teren na spotkania z młodzieżą i seniorami. – Nie zależy nam, żeby obywatel wpadał w tryby postępowania jako świadek – zapewnia mł. insp. Roman Rabsztyn. – Chodzi o sygnał: widzę coś złego, coś, co mnie niepokoi, myślę, że policja powinna być na miejscu, więc dzwonię na numer alarmowy. Są takie chwalebne przykłady, jak pań w Sosnowcu i w Piekarach, które zareagowały na zachowania pedofila i uratowały dwie dziewczynki – mówi. Między 21 września zeszłego a 1 lipca bieżącego roku śląscy policjanci zatrzymali na gorącym uczynku 5071 sprawców, z czego 2522 dzięki sygnałom od obywateli. Np. na początku lipca na ul. Kolejowej w Mikołowie przechodzień zauważył, jak dwaj podpici mężczyźni przecinają zabezpieczenie w rowerze. Zadzwonił na 997. Policjanci zdążyli złapać złodziei na gorącym uczynku. Grozi im do 5 lat więzienia. Wcześniej w Łaziskach Górnych policjanci dostali telefon od kobiety, która zobaczyła, jak 17-letni wandal włamuje się do automatu z napojami. Patrol złapał go w chwili, gdy wynosił butelki. – Uderzmy się jednak w piersi: ile razy coś zauważyliśmy, a nie zareagowaliśmy? Jeśli widzimy włamanie, zawiadamiajmy policję, bo jutro ci ludzie mogą włamać się do nas albo do naszych bliskich – apeluje nadkom. Dawid Kaszuba, naczelnik Wydziału Prewencji Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Przekonuje, że telefon na policję w takiej sytuacji to żadne donosicielstwo, tylko działanie dla wspólnego dobra. – Niedawno dobrze zareagował obywatel, który zadzwonił do śląskiej policji, widząc, jak kołyszący się na nogach mężczyzna wsiadał do samochodu; nie bardzo nawet wiedział, w które drzwi wejść. Patrol zatrzymał tego pijanego kierowcę po kilkudziesięciu metrach. Być może dzięki tej obywatelskiej postawie nie doszło na przykład do wypadku z udziałem autobusu, w którym zginęłoby kilkanaście osób – mówi nadkom. Kaszuba.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół