• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Żodnego pio-pio ni ma

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 29/2012

    dodane 19.07.2012 00:00

    Misje. Ojciec Cezary, misjonarz w Boliwii, kąpał się z kuzynem w rzece pod boliwijskim Concepción. Zachwycali się: – Ale fajnie, woda bez chloru! Tu jest jak w Panewnikach... Kurde, coś mie ugryzło!

    Woda w stawach z Katowic-Panewnik ma nad tą z boliwijskich rzek jedną przewagę – nie występują w niej piranie. – Kuzyna pirania ugryzła w palec. Nie wierzyłem, ale za chwilę mnie też ugryzła. Mnie tylko zadrapała, ale kuzynowi wyrwała z palca trochę mięsa. Idziemy do baru, który stoi obok, takiego biednego, krytego palmą, prosić o wodę utlenioną, a tam nam mówią: „No ja, pora tydni tymu piranie tu pogryzły 16 ludzi!”. My, zdziwieni: „To czemu tu nie przybijecie tablicy z ostrzeżeniem?”. A oni: „Bo wtedy by się żodyn przy naszej knajpie nie zatrzymoł” – śmieje się o. Cezary.

    Franciszkanin Cezary Domogała rodem z Katowic-Panewnik już od 29 lat pracuje na misjach wśród Indian w Boliwii. Raz na trzy lata wraca do domu na urlop. I właśnie teraz jest z nami.

    Indianer biere monstrancjo

    Mieszka w San Javier koło Conceptión, w jednym z najciekawszych zabytków świata – w wielkim kompleksie budynków, które 320 lat temu wznieśli w środku tropikalnej dżungli wraz z Indianami ojcowie jezuici, w tzw. redukcji. Jezuici przynieśli Indianom Chrystusa i w swoich redukcjach uczyli ich uprawy roli, stolarki, ciesielki, wyrobu skrzypiec, wielu innych rzemiosł, alfabetu i czytania nut. Zakonnicy i tubylcy żyli tam we wspólnotach wzorowanych na pierwszych chrześcijanach. Niestety, w XVIII wieku Hiszpania wysłała swoje wojska, które uderzyły na redukcje i zniszczyły je. – Hiszpanie traktowali Indian jak niewolników, więc im się nie podobało, że jezuici żyją z nimi w takiej wspólnocie. Widziałeś film „Misja” z Robertem De Niro i Jeremy Ironsem? Tam jest niezwykle sugestywnie pokazane, jak hiszpańscy żołnierze strzelają do procesji z Najświętszym Sakramentem, która szła im naprzeciw. Biały jezuita upada. Ale wtedy jakiś Indianer biere Najświętszy Sakrament, podnosi Go i odchodzi z Nim do dżungli. Jest kontynuacja! Indianie przez następne około 100 lat kultywowali w dżungli wiarę sami, już bez księży – mówi z dumą o. Cezary o przodkach swoich parafian. Opowiada, że Indianie z pokolenia na pokolenie przekazywali sobie w dżungli, jak wyglądają ceremonie w Wielkim Tygodniu. – W ciągu tylu pokoleń czasem coś pomylili. Ale dalej to kultywują, a my, księża, z tym nie walczymy. Np. w Wielki Czwartek mamy normalne obmycie stóp, przeniesienie do ciemnicy, ale potem parafianie biorą figury Pana Jezusa na krzyżu, Matki Bożej i Jana Chrzciciela, które przechowali przez kilkaset lat od czasów jezuickich, i idą z nimi na procesję – mówi. Ojciec Cezary pytał Indian, dlaczego na ich procesji Pan Jezus wisi na krzyżu już w Wielki Czwartek. „Casique”, czyli naczelnik wioski, odpowiedział: „Ojcze, tak zawsze było, nawet jak byłem mały. I mój dziadek opowiadał, że jak on był mały, to też tak było”. – Niedaleko mnie pracował taki ksiądz z Hiszpanii, który z tym i z podobnymi zwyczajami wojował. Nasz biskup mu tłumaczył: „Enrique, suchej chopie, niech sie tak robiom, co ci zależy? Enrique, szanuj tych ludzi, oni sami bez kapłanów przechowali wiara przez tela lot!”. Ale Enrique się znerwowoł i wyjechoł na inne misje do Afryki – wspomina ojciec Cezary.

    Kult... strusia

    Śląscy franciszkanie nigdzie się jednak z Boliwii nie wybierają. Kochają swoich parafian, choć ci ludzie nieraz zachowują się zupełnie inaczej niż Europejczycy. Księża, którzy nie mają powołania misyjnego, nieraz nie potrafią znieść różnicy kultur i szybko na misjach się zniechęcają, czy to w Boliwii, czy w Afryce. W tej chwili w Boliwii pracuje sześciu naszych franciszkanów z panewnickiej prowincji Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny: ojciec Sykstus z Chorzowa, Eugeniusz z Chorzowa-Klimzowca, Gustaw i Dominik z Opola oraz Kazimierz i Cezary z Panewnik. We wrześniu ma do nich dołączyć wyświęcony w kwietniu w Panewnikach na kapłana młody ojciec Paschalis Jędrzejas. Właśnie napisał do redakcji „Gościa Katowickiego” sympatyczny list z prośbą o modlitwę za niego – przekazujemy jego prośbę czytelnikom. Wśród Indian widać jeszcze ślady przedchrześcijańskich wierzeń. Choćby w czasie przedstawienia Męki Pańskiej, które co roku dają maturzyści w parafii ojca Cezarego. Ukrzyżowanie przypada przy „kamieniach świętych Piotra i Pawła”, gdzie przed przybyciem jezuitów Indianie czcili strusia. Nazywali tego strusia pio-pio. – Oni wierzyli, że jest Stworzyciel, ale struś był pośrednikiem między nimi a Bogiem. Jezuici wychodząc od tego, tłumaczyli im: „Żodnego pio-pio ni ma, jest Pon Jezus. To jest nasz pośrednik” – tłumaczy o. Cezary.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół