• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Koszuli nocnej szkoda

    Marta Sudnik-Paluch

    |

    Gość Katowicki 27/2012

    dodane 05.07.2012 00:00

    Przyjechał właściwie niezauważony przez parafian. Teraz został z nimi na zawsze.

    Gdyby zapytać mieszkańca Gaszowic, kiedy odwiedził ich Karol Wojtyła, jeszcze kilka miesięcy temu pewnie pokręciłby przecząco głową i odpowiedział, że papież nigdy u nich nie był. – To było spotkanie rocznikowe kolegów z tajnego seminarium duchownego w Krakowie, dlatego przemknęło niezauważone przez zwykłych parafian – opowiada ks. Marek Paszek, proboszcz parafii Opatrzności Bożej w Gaszowicach. – Papież przyjechał na zaproszenie ks. Franciszka Koniecznego, ówczesnego proboszcza.

    A bydymy zaś gupie godać?

    Ich przyjaźń zaczęła się jeszcze podczas wojny. Ks. Franciszek Konieczny był synem powstańca śląskiego, dlatego musiał szukać schronienia z dala od rodzinnych stron. Trafił do salezjańskiej parafii w Krakowie-Dębnikach. Uczestnicząc w spotkaniach kółka biblijnego i Żywego Różańca, zetknął się z  o rok starszym od siebie Karolem Wojtyłą. Zaprzyjaźnili się, choć nie mieli pojęcia, że obaj są klerykami w tym samym tajnym seminarium. Prawda wyszła na jaw przypadkiem, kiedy zostali poproszeni, by służyć do Mszy św. w kaplicy metropolity krakowskiego. Później, od sierpnia 1944 roku, obaj mieszkali w pałacu arcybiskupim. „Byłem wtedy jakiś czas mianoway naczelnikiem wychowania fizycznego. Na podeście przed kaplicą musieliśmy się gimanstykować, raz w życiu miałem wtedy przewagę nad Wojtyłą. Musiał wtedy wykonywać moje polecenia: padnij, powstań, w lewo zwrot, w prawo” – wspomniał ks. Franciszek w książce Marka Szołtyska „Papież na Górnym Śląsku”. – „Zaś w ogrodzie abp. Sapiehy graliśmy w piłkę. Rąbaliśmy w te drzewa, a Sapieha skarżył się potem, że nie ma jabłek ani wiśni!”. Te wspólne lata bardzo zacieśniły więzi pomiędzy klerykami. Razem z Koniecznym i Wojtyłą studiowało jeszcze 6 Ślązaków: Benon Hornik z Chorzowa, Franciszek Sztrauch z Radzionkowa, Ludwik Wrzoł z Zabrzegu, Antoni Czekała z Opolszczyzny, Franciszek Wąsala z Kluczborka i Emanuel Francus z Gaszowic. Mimo że po święceniach rozjechali się na różne parafie, co roku się spotykali. Najbardziej o ten zwyczaj dbał przyszły papież. Zawsze starał się na nie przyjechać. Podczas jednego ze spotkań zapytał nawet: „A bydymy zaś gupie godać?”.

    Dwie rocznice

    Spotkania kolegów z seminarium odbywały się zwykle w czerwcu. W 1962 roku dawni seminarzyści gościli w Gaszowicach. 26 czerwca kilkunastu przyjaciół wspólnie uczestniczyło m.in. we Mszy św. – To było ogromne poświęcenie, bo papież przyjechał do Gaszowic z Warszawy. Nocował w parafii, by wczesnym rankiem wyruszyć do Białegostoku na spotkanie episkopatu. Gdyby jechał tam prosto z Warszawy, zaoszczędziłby spory kawałek drogi – mówi ks. Marek Paszek. O tej niezwykłej wizycie wiedziało niewiele osób. – Nawet nie została odnotowana w kronice parafialnej – precyzuje ks. Paszek. Pamiętał o niej tylko dawny proboszcz, a Marek Szołtysek opisał ją w swojej książce. Gaszowiccy parafianie poznali tę historię przy okazji obchodów 80. rocznicy powstania kościoła. – To nas zmotywowało do przeszukiwania parafialnych archiwów. Znaleźliśmy m.in. zeszyt, w którym skrupulatnie odnotowano, który parafianin ile godzin spędził na budowie oraz jak dużo materiałów budowlanych ofiarował. Zeskanowaliśmy go i dzięki temu każdy mógł odszukać swoją rodzinę – wspomina proboszcz. Obchody rocznicowe zbiegły się z jubileuszem pobytu Jana Pawła II w Gaszowicach, od którego minęło dokładnie 50 lat. Dlatego ks. Paszek postanowił postarać się, by do parafii trafiły relikwie błogosławionego papieża. – Na początku nie ujawniałem swojego zamysłu parafianom. Kiedy podzieliłem się z nimi tą informacją, wszyscy uznali to za wielkie wydarzenie – mówi proboszcz z Gaszowic. Sprawy potoczyły się błyskawicznie i już w połowie czerwca parafia otrzymała informację o przyznaniu relikwii I stopnia – kropli krwi papieża. Ich uroczystego wprowadzenia dokonał ks. Marek Gancarczyk, redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”. – Z pobytem Jana Pawła II w naszej parafii wiąże się anegdota: młody biskup, jakim był wtedy papież, przyjechał kompletnie nieprzygotowany na to, by nocować w Gaszowicach, więc pożyczył od ks. Franciszka nocną koszulę. A 50 lat później ja namawiałem ks. Marka Gancarczyka, żeby został u nas po uroczystościach. Spałby w tym samym pokoju i też dostałby piżamę – śmieje się ks. Paszek. Niestety, nie wiadomo, co stało się z koszulą nocną, w której spał Jan Paweł II. Ks. Franciszek ponoć przechowywał ją w swoich rzeczach. – Tu w parafii znaleźliśmy podobną. Ale, niestety, to na pewno nie ta... – mówi z lekkim żalem proboszcz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół