• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Łaska chrztu trwa!

    dodane 31.05.2012 00:47

    O wyzwaniach duszpasterstwa osób żyjących w związkach niesakramentalnych z ks. Jarosławem Ogrodniczakiem rozmawia
ks. Paweł Łazarski.


    Ks. Paweł Łazarski: W czasie kolędy księża czasami słyszą od osób żyjących w związkach niesakrametalnych: „Dlaczego Kościół nas odrzuca?”.


    Ks. Jarosław Ogrodniczak: – Nauka Kościoła jest jednoznaczna – nie odrzuca osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Wiele takich osób czuje się, jakby były poza Kościołem. Jest to ich subiektywne odczucie, „potwierdzone” przez kogoś jakimś niewrażliwym i nieodpowiednim zachowaniem. Do głosu dochodzą wrażenia ludzi patrzących na przystępujących do sakramentów w czasie świąt albo przy Pierwszej Komunii św. Wtedy odczuwają, że są z boku. Z drugiej strony jest nauczanie Kościoła, który nikogo ochrzczonego nie wyrzuca poza nawias swojej opieki duszpasterskiej. Oni są zaproszeni tak, jak wszyscy wierzący, by chodzić do Kościoła, czytać słowo Boże, pokutować za grzechy, wychowywać dzieci w wierze katolickiej. Nic nie przestało ich obowiązywać, bo łaska sakramentalna chrztu trwa nadal. Natomiast, żyjąc w grzechu, nie mogą przystąpić do pełnej Komunii.


    Jak pomóc takim ludziom znaleźć sens wiary?


    – Kościół ma z całą mocą głosić Boga, który jest większy niż grzech, i wskazywać na Jego miłosierdzie. Trzeba też głosić całą prawdę o nierozerwalności małżeństwa i o skutkach grzechu. W ramach ludzkiego współczucia nie można umniejszać nic z depozytu wiary. Nawet w skomplikowanych historiach małżeństw nie chodzi o tanie współczucie, ale o prawdę pokazującą, że jednak ktoś nie żyje w wierności przysiędze małżeńskiej. Jeżeli wiąże się z inną osobą, konsekwencją jest brak możliwości przyjmowania sakramentów.
Jednak cała działalność duszpasterska w parafii jest właściwie dla osób żyjących w związkach niesakramentalnych otwarta. Mogą one uczestniczyć w różnych parafialnych grupach – kręgach biblijnych, spotkaniach modlitewnych. Nie są z tego wyłączone. Należy im o tym mówić: „Jesteście w Kościele!”.


    Czy jednak nie jest to życie ze świadomością rany?


    – Z moich doświadczeń spotkań z ludźmi, którzy żyją w związkach niesakramentalnych, wynika, że są to podobne reakcje jak w życiu każdego innego wierzącego. Często ci, którym jest trudniej, polaryzują swoje nastawienie wobec Boga i albo bardziej poszukują i przychodzą do Niego, albo się od Niego odsuwają. Niektórzy zaczynają częściej jeździć na różne rekolekcje, na Msze z modlitwą o uzdrowienie, bo jest w nich pragnienie czegoś więcej. Jednak jest to życie „ze świadomością rany”.


    Jak księża mogą pokazać im, że jednak są w Kościele?


    – Jak Jezus, który spotykał się z grzesznikami i zasiadał razem z nimi do posiłków. To nie znaczny, że automatycznie odpuszczał im grzechy czy mówił, że nie ma problemu. Mówił: „Idź i nie grzesz więcej”. Jeżeli ktoś zachowuje się lekceważąco i daje do zrozumienia, że rozmówca jest katolikiem drugiej kategorii, to po prostu nie trzyma się Ewangelii. W adhortacji „Familiaris consortio” Jan Paweł II mówił, że duszpasterze nie mają czynić żadnych znaków, gestów czy ceremonii, które dawałyby możliwość interpretacji, że Kościół akceptuje tę sytuację. Przyjmujemy człowieka, ale mówimy „nie” dla grzechu.
Osoby żyjące w takich związkach mogą czuć się odtrącone przez życie, przez rodzinę, a nawet przez jakiegoś księdza. Każde wyciągnięcie ręki i mówienie: „Przyjmuję ciebie, nie oceniam cię, ale oceniam grzech” jest szansą, aby się nie czuli odtrąceni. Podsumowując: nie oceniać, ale też łatwo nie pocieszać, wskazując np. na możliwość nieważności związku sakramentalnego.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół