• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • 
Samuraj w Lipinach

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki

    dodane 11.03.2012 20:17

    Kto remontuje ośrodek dla bezdomnych w Świętochłowicach? Sześcioro Japończyków.

    Nanako Himi, studentka pedagogiki z Tokio, wydała równowartość 9600 zł, żeby przyjechać do Lipin, dzielnicy Świętochłowic. Tyle samo zapłacił Kohei Suzuki, student prawa, oraz czworo ich skośnookich przyjaciół. Wytrwale skuwają tynk ze ścian starej szkoły w Lipinach, w której powstaje ośrodek dla bezdomnych. Zdrapują łuszczącą się farbę, wynoszą gruz. Sami zapłacili za samolot z Tokio, za jedzenie i noclegi, dali też po 500 dolarów ofiary na powstanie Domu św. Brata Alberta. – To nie jest najtańszy sposób spędzania wakacji – kiwa głową Michał Łobos z organizacji charytatywnej Habitat for Humanity, tłumacz i opiekun Japończyków.


    Dzię-ku-ję!

    
Ośrodek dla bezdomnych w Lipinach przygotowuje katolickie Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta. Goście z Japonii są związani z filozofią konfucjańską. – Po ostatnim trzęsieniu ziemi do Japonii przyjechali wolontariusze z całego świata. Teraz my chcemy pomóc innym – wyjaśnia Nanako. – Wybraliśmy Polskę, bo lubimy poznawać nieznane kultury, chcieliśmy też odwiedzić muzeum Auschwitz – dodaje.
Aby móc ciężko pracować w Świętochłowicach, sześcioro przyjaciół musiało najpierw zarobić na to w Japonii. Akari Kimura harował w piekarni, Yuka Miyake dorabiała w świetlicy dla dzieci. Kohei Suzuki pracował dla organizacji, która likwiduje skutki tsunami. – A ja dorabiałam w kawiarni i McDonaldzie – śmieje się Nanako.


    Japończycy remontują gmach wraz z polskimi bezdomnymi. – Sympatyczni ci Japończycy i niesamowicie grzeczni. Jak u nas na porządku dziennym są przekleństwa, tak u nich co drugie słowo to „dziękuję” – dziwi się Marian Bednarek, bezdomny od pół roku, który pracuje przy remoncie.
Lipiny to trudna, może najtrudniejsza dzielnica na całym Śląsku. Owszem, mieszkają tu wspaniali ludzie, którzy próbują wydźwignąć osiedle z materialnej i duchowej biedy. Wciąż dużo jest tu jednak melin, w oczy rzucają się rudery, sklepy z alkoholem i lombardy. Przed drzwiami dawnej szkoły przy ul. Bukowego, gdzie za dnia pracowali Japończycy, po zmroku młodzi ludzie rozbijali zaspawaną studzienkę telekomunikacyjną, by dobrać się do podziemnych kabli. Japończycy nocowali jednak w Gliwicach. – Polska to kraj kontrastów. Byliśmy w Krakowie, to piękne i przyjazne miasto. Ale widzimy też w Polsce ubóstwo – ocenia Nanako. A student prawa Kohei Suzuki wpada jej w słowo: – Bardzo polubiliśmy Polaków. Są ciepli i otwarci – mówi.


    Łopata zamiast miecza

    
Najstarszy z gości to 41-letni Kio Osamu. Jest tłumaczem i konsultantem zagranicznych firm w Japonii. – Pochodzę ze znanego rodu samurajów, zostałem wychowany tak, by pomagać innym. Nie mam żony i dzieci, więc pomagam cztery razy w roku, np. w Bangladeszu, Indonezji, Malezji... – wylicza. – Przy okazji poznaję świat. Wy jesteście przyjaznymi ludźmi, macie ciekawą historię. Polska była wielokulturowa, co widać po zabytkach Krakowa. No i ta wasza dobra kuchnia! Pie
-ro-gi! – rozmarza się Kio.
Jesienią w gmachu powstanie punkt wydawania używanych mebli i odzieży. Mieszkańcom Lipin będą tu służyć terapeuta uzależnień i doradca zawodowy. – Przed zimą wprowadzą się ci z bezdomnych, którzy w miarę panują nad nałogiem alkoholowym. A także chorzy, samotni, starsi i niepełnosprawni – mówi Jan Sznajder z Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. – Będziemy dbali o ich godziwy pobyt i, dla niektórych, o godziwe odchodzenie z tego świata – zapowiada.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół