• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Krok do przodu

    dodane 18.03.2012 20:53

    Na Śląsku ministrantki nie staną przy ołtarzu, ponieważ zawsze znajdą się chłopcy chętni, by służyć – zapewniają animatorzy ruchu.


    Ministranci muszą pokazywać Boga innym. My jesteśmy na pierwszym froncie w szkołach, w pracy. Powinniśmy dawać przykład swoim życiem i w tym jest siła – deklaruje Marcin Krebiec, ministrant z Rudy Śl. Aby móc jak najlepiej spełniać te zadania, w Bogucicach spotkali się animatorzy ruchu ministranckiego. Przeżywali swoje rekolekcje wielkopostne. – Celem każdych rekolekcji jest przemiana życia. To nie musi być wiele, jakiś kroczek do przodu, przylgnięcie do Chrystusa. W tym przypadku dodatkowo dążymy do ubogacenia warsztatu animatora, żeby uczestnicy wiedzieli, kim są i po co są, jakie są ich zadania – wyjaśnia ks. Cezariusz Wala, który od 8 lat organizuje spotkania formacyjne. Obecność ponad 50 chłopaków pokazuje, że jest z kim pracować.

    Chętnych było tak wielu, że nie wystarczyło miejsc noclegowych w domu parafialnym. 
– Ten starszy musi pokazać, że jest przy ołtarzu także w tygodniu. Nie tylko przychodzi na zbiórkę i niedzielną Mszę św. Animator potrafi zadzwonić, pójść do ampułek, a nie czekać tylko na te, jak to nazywam, prestiżowe funkcje – Marcin Krebiec streszcza codzienność animatora. Jak przyznają uczestnicy rekolekcji, bywa z nią różnie. – Sporty, dodatkowe zajęcia: to odciąga młodych od Kościoła – mówi Robert Kluba z parafii św. Wawrzyńca w Chorzowie. – Ostatnio chodziliśmy razem z innymi animatorami do szkół podstawowych i zachęcaliśmy chłopców do wstąpienia w szeregi ministrantów. Udało się kilku przekonać – cieszy się.


    Takie przykłady potwierdzają, że tradycja ministrancka w naszej archidiecezji nadal jest bardzo silna. – U nas zaobserwowałem, że ministranci, którzy jakiś czas temu zrezygnowali, wracają. Mówią, że się pomylili, że można wszystko pogodzić i służyć Panu Jezusowi, cieszyć się wiarą, którą wyznajemy – dzieli się Dawid Wyleżoł z parafii św. Michała Archanioła w Michałkowicach. – Wszystkie wspólnoty przeżywają wzloty i upadki. Pamiętam, że gdy byłem w szkole średniej, w mojej parafii było ok. 100 ministrantów, teraz jest 15. Mimo to są przypadki, że przychodzą do nas chłopcy, którzy kończą gimnazjum, i dopiero zaczynają swoją przygodę z ministranctwem – potwierdza M. Krebiec.
Jak przekonują uczestnicy rekolekcji, raczej nie dojdzie do sytuacji, kiedy będzie tak mała grupa ministrantów, że będą musieli prosić o wsparcie dziewczęta. – Nie ulega wątpliwości, że w tej sytuacji liczba ministrantów spadłaby znacznie – przewiduje ks. Wala. Powodem mogłaby być utrata pewnej otoczki elitarności, z którą kojarzą ministrantów chłopcy. 


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół